To nie dawało Levi'owi spać. W sumie to...i tak spał tylko po jakieś trzy-cztery godziny dziennie (nocnie). I to na krześle. Dlaczego? Jedno słowo (trzy) - koszmary dawnych lat. Tyle że tym razem nie chodziło o to. To były te cholerne oczy. Cholerne, hipnotyzujące, błyszczące, zielone oczy...
Mężczyzna poderwał głowę znad dokumentów, które miał wypełnić. Zmełł w ustach przekleństwo i westchnął głośno. Ten...dzieciak był w leśnej bazie Imperium z dobry tydzień. Od tamtej sytuacji w celi Ackerman nie mógł wyrzucić z głowy rumieńców, twarzy, sylwetki chłopaka.
- Pieprzony Jedi! - krzyknął rozeźlony Sith. Uderzył pięścią w biurko i wziął głęboki wdech. Stopniowo się uspokajał, pozwalając myślom płynąć. I zanim się zorientował, zeszły na tor, na który z pewnością nie powinny. Za każdym razem, gdy próbował myśleć o czymś innym, zawsze kończyło się to tym samym. Podświadomie skupiał się na oczach, które tak go urzekły. Miały w sobie wolę walki, determinację i smutek, jednocześnie w jakiś pokrętny sposób błyszcząc radością i spokojem. Zastanawiał się, jak wyglądałaby twarzyczka tego bachora wykrzywiona smutkiem, miłością i, co najbardziej go przeraziło...rozkoszą. Miał ochotę sprawić, by Jedi wił się pod nim, a to nie to miejsce i czas. Nie to życie. Potarł mostek nosa i ukrył twarz w dłoniach.
- To się źle skończy - mruknął i wrócił do wypełniania raportów.
~*~ ~*~ ~*~
Eren leżał na swoim "łóżku" i myślał. Niezbyt ambitne zajęcie, prawda?
W pewnym momencie przed oczami stanęła mu twarz Sith'a, który co jakiś czas przychodził i go maltretował, żądając odpowiedzi na swoje pytania. Na swoje szczęście młody Jedi umiał się regenerować.
Jeager przypomniał sobie dzień, w którym tu trafił. Zorientował się, co prawdopodobnie by się stało, gdyby szturmowiec im nie przeszkodził. (Refleks, Eren. Brawo) Zarumienił się i ukrył twarz w dłoniach.
- O czym ja ku*wa myślę?! - chłopak przygryzł dolną wargę. Już miał kontynuować swoją rozmowę z samym sobą, ale przerwał mu szczęk drzwi celi, które otworzyły się z cichym sykiem. Wszedł przez nie szturmowiec.
- Wstawaj - garnkogłowy wypluł wyraz z wyraźną niechęcią. - Lord chce cię widzieć.
Eren zwlókł się z posłania i posłusznie poszedł za żołnierzem. Wiedział, co by go czekało, gdyby nie słuchał się swoich oprawców.
~*~ ~*~ ~*~
Mężczyzna w białej zbroi wepchnął zielonookiego do gabinetu Levi'a, zasalutował i szybko wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Jedi niepewnie stał przed biurkiem Sith'a, który zdawał się go nie zauważać, skupiając się na wypełnianiu jakichś dokumentów. Spuścił wzrok, ale zaraz z zaskoczeniem go podniósł.
- Usiądź. Musimy... POROZMAWIAĆ - Eren niepewnie usiadł na najbliższym krześle. - Obok mnie bachorze! - szatyn wzdrygnął się, ale spełnił polecenie. Nie patrzył w oczy Ackermanowi. Wstydził się tego przed sobą samym. Jako członek Zakonu Jedi powinien bez strachu spojrzeć Lordowi prosto w twarz, ale nie umiał. Już nie. Złamali go, tak jak łamie się nieposłuszne zwierzę.
- Jak myślisz, czemu tu jesteś? - zimny głos niższego przeciął powietrze. Jeager dalej nie pojmował, jak ktoś tak niski mógł mieć taki głos. - Odpowiadaj - tym razem dało się usłyszeć groźbę.
- Nie wiem - młodzik odparł szybko. Chyba trochę za szybko, bo Sith tylko zmrużył oczy.
- Ach tak? - mężczyzna i chwycił Erena za szyję. Rzucił chłopaka na leżankę, która stała nieopodal. Zawisł nad nim i uśmiechnął się kpiąco, patrząc w przerażone oczy wojownika.
~*~ ~*~ ~*~
W tym samym czasie w tymczasowej bazie wypadowej grupki przyjaciół Jeagera trwały narady, jak wyciągnąć Rycerza z, jak to określiła Mikasa, ''paskudnych szponów tego perfidnego kurdupla".
- Mika, ja naprawdę rozumiem, że chcesz uratować tego kretyna! Ja też chcę, ale jeśli polecimy tam bez planu, to wszyscy zginiemy! Martwa mu nie pomożesz! - bulwersował się Armin.
- Przecież wiem! - odburknęła czarnowłosa. - Tyle że... Eren jest tam już ponad tydzień. Jak sobie pomyślę o tym, co oni mogli mu zrobić... - dziewczynę przeszył dreszcz. - Jeśli będziemy zwlekać zbyt długo, to go zabiją! Nie możemy się spóźnić!
- Zdaję sobie z tego sprawę - niebieskooki potarł swoje czoło. - Perspektywa utraty przyjaciela mnie nie cieszy, ale powtarzam ci po raz setny: Nie pakujemy się tam bez planu. I koniec!
~*~ ~*~ ~*~
Eren zamarł i zarumienił się. On jest zdecydowanie za blisko! Panikował. Bał się. Naprawdę się bał. W przeciwieństwie do drugiego mężczyzny nie miał miecza, a gdyby odepchnął go mocą i tak by oberwał. Znaczy - jeśli w ogóle dałby radę to zrobić w swoim obecnym stanie. Pozostało mu grzecznie leżeć i czekać na rozwój wydarzeń.
- Więc pozwól, szczeniaku, że rozjaśnię ci tę kwestię - powiedział Levi, przyszpilając nadgarstki chłopaka nad jego głową i zmniejszył dystans pomiędzy ich twarzami. - Chcę po prostu coś sprawdzić... - z tymi słowy brutalnie pocałował skołowanego nastolatka.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam wszystkich! ^^
Na wstępie życzę Wam wesołych świąt, zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń! Tych małych i tych dużych! >Nie umiesz składać życzeń. Nadal< A ty nadal nie pomagasz! Mniejsza xD Jeszcze raz wszystkiego naj i w ogóle...
Teraz przejdę do rozdziału. Ja osobiście uważam, że mi nie wyszedł... >Tak kończy się porzucanie postu w połowie prac...< Nie przerywaj mi. ...i że jest w nim za dużo "~*~ ~*~ ~*~" i wykrzykników. Poza tym fabuła wymyka mi się spod kontroli ;_; Help me ;_; Nie mam weny ;-; Najgorsze jest to, że wiem jak się wszystko skończy i mam ogólny zarys wydarzeń... >Minus plan odpuszkowania Erena< -,- >Proste, otwieraczem< Ty się już nie odzywaj... Wracając --> ...ale nie do końca wiem jak to wszystko zgrabnie opisać xD >Co i tak ci "nie wyjdzie", bo masz za niską samoocenę< -,- Przepraszam, muszę poszukać jakiegoś dobrego egzorcysty... >Nie odważysz się..!< Rozdział pozostawiam do oceny Wam, moi drodzy Czytelnicy, żegnając się i odchodząc krokiem powolnym, aczkolwiek stanowczym >Nie ignoruj mnie! Ej!<
Do następnego ^^
Aksune~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz