–
P-puśćcie nas, proszę! – Lena spojrzała błagalnie na jednego z żołnierzy, który
pilnował jej i jej towarzyszy. – Musimy dołączyć do naszego oddziału i
dokończyć misję!
–
Zamknij się – warknął Zwiadowca, nie zaszczycając kobiety nawet jednym
spojrzeniem. Lena zacisnęła zęby, myśląc gorączkowo.
– Adrew
– szepnęła, szturchając lekko klęczącego za nią mężczyznę. – W tylnej kieszeni
moich spodni jest scyzoryk. Dasz radę go wyjąć? – Adrew mruknął coś, opierając
się o plecy blondynki i wsuwając dłoń do wspomnianej kieszeni. Wymacał w niej
niewielki, podłużny przedmiot i wyciągnął go, obracając w związanych dłoniach.
– Świetnie. Teraz spróbuj przeciąć krępujące mnie liny.
Po kilku
stresujących minutach piłowania grubych powrozów dawno nieostrzonym nożem,
Adrewowi się udało – uwolnił towarzyszkę. Lena, uważnie obserwując stojących
przed nią Zwiadowców, również oswobodziła przyjaciela z oddziału. Kobieta
przełknęła nerwowo ślinę, szturchając patrzącego przed siebie Toma. Żołnierz
spojrzał na nią, a później dostrzegł leżące u jej stóp liny i trzymany przez
nią scyzoryk.
– Brawo
– pogratulował bezgłośnie Tom. – Nam też pomożecie? – Lena skinęła głową,
pochylając się nad linami. Gdy Tom i Eric byli już wyswobodzeni, pokiwali
głowami w geście podziękowania, rozcierając przy tym zaczerwienione nadgarstki.
– Hej,
stary – powiedział Tom, zachodząc jednego ze Zwiadowców od tyłu. Zdziwiony
mężczyzna odwrócił się, po czym upadł na ziemię, powalony ciosem bruneta. – To
za moją piersiówkę.
– Serio?
– spytał Eric, ogłuszywszy drugiego strażnika. – Nie masz lepszego powodu?
– To jest bardzo dobry powód. Ta była moją
ulubioną!
– To ile
ty ich masz?
– Dużo.
Jak ostatnio liczyłem, to było ich-- – Tomowi przerwał zimny głos białowłosej,
której prawe oko żarzyło się pod kapturem:
– A mówiłam
im, żeby pilnowało was więcej osób…
* * *
– Czyli
technicznie rzecz biorąc, jesteś dziedziczką królewskiego rodu, tak? – spytała
Hanji. Christa skinęła głową, spuszczając wzrok.
– Tak
naprawdę nazywam się Historia Reiss.
– To
ciekawe! – Zoe klasnęła w dłonie. – Wszyscy myślą, że Reissowie to wymarły ród,
ale teraz się okazuje, że jesteś ty, więc…
– …z
twoją obecnością możemy wrócić za Mury – dokończył Erwin. – Dobrze. Dziękujemy,
że nam powiedziałaś, Historio. Możesz już iść. – Dziewczyna skinęła głową i
odwróciła się w stronę drzwi.
– Może
się pan na razie do mnie zwracać „Christa”? Jeśli to nie problem…
–
Oczywiście – powiedział Smith. Blondynka uśmiechnęła się lekko.
–
Dziękuję. – Historia otworzyła drzwi, za którymi stał zszokowany Eren.
– E-Eren!
– pisnęła Historia, cofając się kilka kroków.
– Co tu
robicie, kadecie Jeager? – Zimny wzrok Smitha przeszył chłopaka, który zadrżał,
wciąż wpatrując się w blondynkę z niedowierzaniem.
– Ja
miałem złożyć raport o ilości pozostałych zapasów. Nie wiedziałem, że--
–
Dlaczego nie zapukałeś? – Erwin zmarszczył brwi. – I jakim prawem wiesz o
stanie naszych zapasów? To miała być poufna informacja!
– Eren.
– Hanji wyraźnie spoważniała. – Nie mów o tym nikomu, rozumiesz? Nikomu. Dla bezpieczeństwa koleżanki z
Korpusu.
– Tak
jest! – Półtytan zasalutował, kiwając głową, po czym zwrócił się do Erwina. –
Sir, co z raportem?
–
Składaj go. – Blondyn oparł łokcie o blat stołu i spojrzał na stojącego przed
nim żołnierza.
–
Zostało nam piętnaście worków zboża, dziewięć worków warzyw i dwa worki
suszonego mięsa. – Generał skrzywił się nieznacznie, słysząc te słowa.
Wyprostował się i westchnął, przymykając oczy.
– Erwin,
wiem, że się powtarzam, ale jeśli oni się naprawdę nie pośpieszą, to z nami
koniec – powiedziała zmartwiona Hanji.
– Wiem,
Zoe. Wiem.