środa, 15 lutego 2017

Rozdział 14



– P-puśćcie nas, proszę! – Lena spojrzała błagalnie na jednego z żołnierzy, który pilnował jej i jej towarzyszy. – Musimy dołączyć do naszego oddziału i dokończyć misję!
– Zamknij się – warknął Zwiadowca, nie zaszczycając kobiety nawet jednym spojrzeniem. Lena zacisnęła zęby, myśląc gorączkowo.
– Adrew – szepnęła, szturchając lekko klęczącego za nią mężczyznę. – W tylnej kieszeni moich spodni jest scyzoryk. Dasz radę go wyjąć? – Adrew mruknął coś, opierając się o plecy blondynki i wsuwając dłoń do wspomnianej kieszeni. Wymacał w niej niewielki, podłużny przedmiot i wyciągnął go, obracając w związanych dłoniach. – Świetnie. Teraz spróbuj przeciąć krępujące mnie liny.
Po kilku stresujących minutach piłowania grubych powrozów dawno nieostrzonym nożem, Adrewowi się udało – uwolnił towarzyszkę. Lena, uważnie obserwując stojących przed nią Zwiadowców, również oswobodziła przyjaciela z oddziału. Kobieta przełknęła nerwowo ślinę, szturchając patrzącego przed siebie Toma. Żołnierz spojrzał na nią, a później dostrzegł leżące u jej stóp liny i trzymany przez nią scyzoryk.
– Brawo – pogratulował bezgłośnie Tom. – Nam też pomożecie? – Lena skinęła głową, pochylając się nad linami. Gdy Tom i Eric byli już wyswobodzeni, pokiwali głowami w geście podziękowania, rozcierając przy tym zaczerwienione nadgarstki.
– Hej, stary – powiedział Tom, zachodząc jednego ze Zwiadowców od tyłu. Zdziwiony mężczyzna odwrócił się, po czym upadł na ziemię, powalony ciosem bruneta. – To za moją piersiówkę.
– Serio? – spytał Eric, ogłuszywszy drugiego strażnika. – Nie masz lepszego powodu?
– To jest bardzo dobry powód. Ta była moją ulubioną!
– To ile ty ich masz?
– Dużo. Jak ostatnio liczyłem, to było ich-- – Tomowi przerwał zimny głos białowłosej, której prawe oko żarzyło się pod kapturem:
– A mówiłam im, żeby pilnowało was więcej osób…
* * *
– Czyli technicznie rzecz biorąc, jesteś dziedziczką królewskiego rodu, tak? – spytała Hanji. Christa skinęła głową, spuszczając wzrok.
– Tak naprawdę nazywam się Historia Reiss.
– To ciekawe! – Zoe klasnęła w dłonie. – Wszyscy myślą, że Reissowie to wymarły ród, ale teraz się okazuje, że jesteś ty, więc…
– …z twoją obecnością możemy wrócić za Mury – dokończył Erwin. – Dobrze. Dziękujemy, że nam powiedziałaś, Historio. Możesz już iść. – Dziewczyna skinęła głową i odwróciła się w stronę drzwi.
– Może się pan na razie do mnie zwracać „Christa”? Jeśli to nie problem…
– Oczywiście – powiedział Smith. Blondynka uśmiechnęła się lekko.
– Dziękuję. – Historia otworzyła drzwi, za którymi stał zszokowany Eren.
– E-Eren! – pisnęła Historia, cofając się kilka kroków.
– Co tu robicie, kadecie Jeager? – Zimny wzrok Smitha przeszył chłopaka, który zadrżał, wciąż wpatrując się w blondynkę z niedowierzaniem.
– Ja miałem złożyć raport o ilości pozostałych zapasów. Nie wiedziałem, że--
– Dlaczego nie zapukałeś? – Erwin zmarszczył brwi. – I jakim prawem wiesz o stanie naszych zapasów? To miała być poufna informacja!
– Eren. – Hanji wyraźnie spoważniała. – Nie mów o tym nikomu, rozumiesz? Nikomu. Dla bezpieczeństwa koleżanki z Korpusu.
– Tak jest! – Półtytan zasalutował, kiwając głową, po czym zwrócił się do Erwina. – Sir, co z raportem?
– Składaj go. – Blondyn oparł łokcie o blat stołu i spojrzał na stojącego przed nim żołnierza.
– Zostało nam piętnaście worków zboża, dziewięć worków warzyw i dwa worki suszonego mięsa. – Generał skrzywił się nieznacznie, słysząc te słowa. Wyprostował się i westchnął, przymykając oczy.
– Erwin, wiem, że się powtarzam, ale jeśli oni się naprawdę nie pośpieszą, to z nami koniec – powiedziała zmartwiona Hanji.
– Wiem, Zoe. Wiem.