piątek, 23 grudnia 2016

Edycja "Coś o yaoi"

Postanowiłam zedytować "Coś o yaoi". To nie będzie tylko poprawa błędów, ale rozciągnięcie starań Arikawy na dwie, może trzy części. Tak więc dojdą nowe wątki, postaci, itp.! To również oznacza, że rozdziały nieedytowane nie będą związane z fabułą, więc jeśli już przeczytaliście "Coś o yaoi", to możecie to zrobić jeszcze raz po edycji i podzielić się ze mną swoimi wrażeniami! Co Wy na to? ^^
Aksune

Rozdział 12



– Jak myślisz, Lisa – zaczęła członkini oddziału kobiety. – Czy jest jakikolwiek sens w narażaniu się? Po co jedziemy do tych wiosek? Przecież ich mieszkańcy albo nie żyją, albo już dawno uciekli.
– Rozkaz to rozkaz. Taki jest nasz obowiązek. Nie możemy tak po prostu zostawić tych wszystkich ludzi na pastwę losu. Poza tym jeśli ktoś faktycznie zdołał uciec, to jeśli się na nas natknie, będzie miał większe szanse na przeżycie.
– Hm. – Na twarzy jadącej obok Lisa’y kobiety wykwitł niepokojący uśmieszek, gdy ta popędziła konia, zmuszając go do szybszego biegu. – W takim razie lepiej się pośpieszmy! – Zaśmiała się i odjechała, mocno wyprzedzając swoich towarzyszy.
– Junko! – Lisa zacisnęła zęby i również popędziła konia, tak jak reszta żołnierzy. – Skaranie boskie z tą dziewuchą – warknęła, zaciskając palce na wodzy.
* * *
Trawa tłumiła stukot kopyt koni Erica i wybranych przez niego ludzi. Stopniowo zbliżali się do zamku, a Ericowi towarzyszyły coraz mocniejsze złe przeczucia. Zwiadowcy zostali wypędzeni poza Mury, więc co tu robiła peleryna jednego z nich? Co znajdą w zamku? Ilu ludzi przeżyło atak? Będą wrogo nastawieni? Co, jeśli tak?
– Za dużo myślisz, Eric. – Tom zrównał się z przyjacielem i poklepał go po ramieniu. – Na razie powinniśmy skupić się na dotarciu do tej kupy gruzów. Później będziemy się martwić resztą.
– Głupi jesteś, Tom – burknęła jadąca za nim Lena. – Musimy mieć chociaż zarys jakiegokolwiek planu. Jeśli kogoś tam znajdziemy, może się okazać, że nas zaatakują. Nie wiadomo kto to jest. Prawda, Adrew? – Kobieta przetarła wierzchem dłoni szkła gogli i spojrzała na cichego, postawnego mężczyznę, spokojnie siedzącego na swoim wierzchowcu. Ten tylko wzruszył ramionami i odwrócił wzrok. – I ty przeciwko mnie?! – Zrezygnowana Lena spuściła głowę i zaczęła mamrotać coś pod nosem.
– Uspokójcie się. Jesteśmy na misji. Powinniśmy zachować czujność. – Klacz Erica cicho zarżała, jakby zgadzała się z siedzącym na jej grzbiecie człowiekiem. – Niedługo wjedziemy w las okalający zamek, więc będziemy musieli zwolnić. Macie się nie odłączać od grupy i pilnować swoich koni. Zwłaszcza ty, Adrew. Nie ma odwalania takich akcji jak ostatnio. Jeszcze chwila i uznaliby cię za poległego w boju!
Po tych słowach wszyscy umilkli, skupiając się na otoczeniu. Wspinali się na wyżyny swoich możliwości, zachowując ciszę. Zapewne rozmowa częściowo rozładowałaby napięcie, ale żołnierze nie chcieli się rozpraszać.
Ku ich zaskoczeniu, przy bramie prowadzącej na zasypany omszałymi kamieniami dziedziniec, kręcił się aktywny pięciometrowy tytan. Eric zatrzymał się, a jego przyjaciele zrobili to samo. Potwór zdawał się być bardzo zainteresowany ruinami, bo desperacko próbował wspiąć się na sypiący się mur, zupełnie ignorując wyłamane wrota. Żołnierze zeszli z koni i przywiązali je do pobliskich drzew, ukrywając je w ich cieniu.
– Miałaś rację, Lena. Teraz naprawdę potrzebujemy planu. Dobrego planu – wyszeptał spanikowany Tom. Nikt mu nie odpowiedział. Mężczyzna spojrzał zdziwiony na swoich towarzyszy, a po chwili jego wzrok spoczął na dowódcy. – Masz jakiś pomysł, Eric?
* * *
– Co robimy? – spytała Aki, starając się ignorować walenie w drewniane wrota, które niedawno zabarykadowali. – Jest nas tu całkiem sporo. Dla tego przyjemniaczka za drzwiami taka grupka jak my to całkiem niezły obiad. Nie pójdzie stąd, nie ma takiej opcji.
– Wiem – warknął Levi, po raz kolejny okrążając pomieszczenie. – A wy? Macie jakieś genialne pomysły? – zwrócił się do przerażonych Zwiadowców. – Trzęsące portkami tchórze. – Twarz Ackermana wykrzywiła się w grymasie pogardy. – Kurwa.
Walenie we wrota ustało, a zdziwieni ludzie spojrzeli w ich stronę. Levi i Aki chwycili za miecze, szykując się do ewentualnej obrony.
– Schowajcie się za skrzyniami. Gdy dam sygnał, zaatakujecie – Kapral spojrzał na podwładnych. – Nie zawalcie. Ty też nie – dodał, patrząc białowłosej w oczy.
– Nie mam takiego zamiaru. – Zza drzwi dochodziły przytłumione głosy. – Czwórka. Trzech mężczyzn i kobieta – stwierdziła Yuuri, mocniej zaciskając palce na rękojeściach mieczy.
* * *
Po lesie rozszedł się szum uwalniającego się sprężonego gazu i świst wystrzeliwanych haków. Adrew poszybował nad głową tytana i z gracją wylądował na jednej z nielicznych całych blank. Zeskoczył z muru, ustępując miejsca towarzyszom, którzy po kolei wykonali ten sam manewr. Tytan nie zauważył ich, zbyt zaabsorbowany gryzieniem jednego z luźniejszych kamieni.
– Wyglądał, jakby próbował go wyciągnąć. – Lena poczuła, jak po jej plecach przechodzi zimny dreszcz.
– Upiorne – podsumował Tom. Żołnierze ruszyli w stronę wywarzonych dębowych wrót, prowadzących do środka warowni. Na ich skrzydłach dostrzegli ślady zębów i wgniecenia.
– Co tu się stało? – mruknął do siebie Eric, ostrożnie wchodząc do środka. Przez niewielkie okna i dziury w suficie do wnętrza ruin wpadało księżycowe światło. Uwidaczniało spleśniałe arrasy, trzymające się na zardzewiałych łańcuchach zmatowiałe kandelabry i popękane ściany. „To miejsce kiedyś musiało być naprawdę piękne” – pomyślał blondyn, rozglądając się po zamku. Nagle usłyszał mlaskanie i pusty odgłos uderzeń, a do jego nosa dotarł odór krwi. Jego towarzysze też musieli to poczuć, bo ich twarze wykrzywiły się z obrzydzenia.
– Ostrożnie. Tam coś jest – szepnęła Lena, widząc wielki cień, rzucony na oświetlone przez jedyną zapaloną pochodnię ściany. Podeszli bliżej i ujrzeli iście makabryczną scenę. Niewielki tytan pakował sobie to ust kolejne kęsy niemal do czysta ogryzionych ludzkich nóg, waląc głową w nieco już połamane drzwi. Porzucony tułów trupa leżał na zakrwawionej posadzce, rażąc bielą widocznych żeber. Wciąż cała twarz człowieka była wykrzywiona w grymasie przerażenia, bólu i rozpaczy, a puste oczy wpatrywały się w posilającego się potwora. Wydawało się, że można w nich dostrzec coś na kształt nienawiści i wyrzutu.
Gdy zastygli z przerażenia żołnierze próbowali dojść do siebie, tytan wydał z siebie niski pomruk i zaczął węszyć. Spojrzał na zbitych w grupkę przyjaciół i uśmiechnął się upiornie. Upuścił nogi nieszczęsnego nieboszczyka i zbliżył się do wojaków, nie wstając z kolan. Gdy był na tyle blisko, że mógłby odgryźć im głowy, Tom dobył broni i odciął potworowi kark. Tytan upadł i zaczął parować, a oszołomiony Tom uspokajał oddech, podobnie jak jego towarzysze.
– Było blisko – stwierdził, chowając broń i wyciągając z kieszeni piersiówkę. Upił spory łyk, otarł usta i schował ją z powrotem. – Wchodzimy? – Tom wskazał drzwi głową. Eric zgodził się, mijając zmasakrowane zwłoki żołnierza. Powoli otworzył wrota, gdy nagle…
– Teraz! – Dwie sylwetki rzuciły się na nich, a za nimi podążyły kolejne, szybko ich obezwładniając. Eric poczuł chłodny metal przy szyi. Zamarł. – Kim jesteście?
– O to samo mogłabym spytać ciebie! – wrzasnęła Lena, szarpiąc się.
– Kapitan Levi? – spytał cicho Adrew. Oczy wszystkich zwróciły się w stronę niskiego, czarnowłosego mężczyzny, który z beznamiętnym wyrazem twarzy trzymał miecz przy gardle Erica.

piątek, 16 grudnia 2016

Rozdzial 11

"Cień ostrza"



Ruiny zamku wznosiły się nad lasem. Zmęczeni Zwiadowcy odpoczywali, zastanawiając się, co dalej. Sytuacja nie przedstawiała się kolorowo – tytani grasowali wewnątrz muru, gaz się kończył, a plany musiały ulec zmianie. Początkowo mieli się dostać do jednego z większych miast w obrębie Rose, ale teraz ich celem była Sina.
Żołnierze zdecydowali, że spróbują poszukać jakiś zapasów, jedzenia i wody, by później wyruszyć w dalszą drogę. Jeśli chcieli przeżyć, musieli się wykazać.
Tymczasem, kiedy nasi bohaterowie martwili się podróżą, kilka kilometrów dalej znajdował się pluton roznoszący wieści o przybyciu tytanów. Zmierzał w kierunku ruin zamku, za którym były niewielkie wioski. Duże miasta już się ewakuowały, ale niektóre małe wsie nie zostały jeszcze powiadomione o katastrofie. Pomimo nikłej nadziei na ocalenie cywilów, wojacy postanowili spróbować się do nich przebić.
Niedługo później dotarli do miejsca, w którym życie straciło dwóch żołnierzy z oddziału Aki i Levi’a. Krwawe strzępki mundurów i odgryzione kończyny leżały na trawie, tworząc smutną pamiątkę po nieszczęsnych mężczyznach. Spanikowani członkowie Garnizonu zaczęli między sobą szeptać, a ich dowódca zeskoczył z konia i powoli podszedł bliżej szczątek. Ze zdziwieniem zauważył, że na największym ocalałym fragmencie peleryny widniał fragment ubrudzonych Skrzydeł Wolności. „Zwiadowcy? Tutaj?” pomyślał, marszcząc brwi. Jego wzrok przeniósł się na majaczący w oddali zamek.
– Może jest ich więcej… - wymamrotał blondyn, drapiąc się po nieogolonym podbródku. – Lisa! – zwrócił się do czekającej na rozkazy podwładnej. – Tom, Lena, Adrew i ja pojedziemy na północ, w stronę tych ruin. Wychowałaś się w tej okolicy, prawda? Więc poprowadź resztę dalej!
– Tak jest, sir! – Kobieta skinęła głową i ruszyła, ustalając kierunek dalszej podróży.
– Po co się rozdzielamy, Eric? – Tom podjechał do dowódcy, podając mu wodzę należącej do niego klaczy. – Teraz to szczególnie niebezpieczne, wiesz o tym.
– Któryś z towarzyszy tych tu mógł się ostać. Najbliższym schronieniem w okolicy jest ten zamek. – To mówiąc Eric wskazał na rozpadającą się wieżę. – Gdybym był na miejscu takiego pechowca, to ukryłbym się właśnie tam. Przynajmniej odsunąłbym w czasie moment bycia zżeranym żywcem przez te cholerstwa. – Blondyn wskoczył na konia i usadowił się w siodle. – Dlatego wolałbym przynajmniej sprawdzić, czy ktoś tam nie siedzi. Przecież to nasze zadanie, prawda?
* * *
– Myślisz, że im się uda? – świece rzucały ciepłą poświatę na twarze zmartwionych Erwina i Hanji. – Wiem, że dopiero wyruszyli, ale jeśli dalej będziemy zużywać zapasy w takim tempie, to skończą się za kilka dni. Co wtedy zrobimy?
– Nie wiem, Zoe… - pod oczami Smitha widniały fioletowe wory. Od napadu tytanów na obóz Zwiadowców blondyn nie spał zbyt wiele. Stres związany z wypędzeniem Korpusu poza mury, ciągłe poczucie zagrożenia, kurczące się zapasy, brak snu… To wszystko sprawiało, że Erwin marniał coraz bardziej. Powoli, ale jednak. – Zostało nam tylko czekać i ograniczać racje żywnościowe. Módlmy się, żeby wrócili z nowymi zapasami, bo inaczej skończymy jako karma dla tytanów.
Rozmowę przerwało im pukanie do drzwi. Dowódcy wymienili porozumiewawcze spojrzenia, a Erwin udzielił pozwolenia na wejście do pokoju. Zawiasy skrzypnęły cicho, a przed Zwiadowcami stanęła Christa. Dziewczyna weszła do pomieszczenia i zakluczyła drzwi.
– Mówiłaś, że wiesz coś, co może nam pomóc – zaczęła Hanji. Blondynka w odpowiedzi skinęła głową. – Co to takiego?
* * *
– Kapitanie! – krzyk spanikowanego żołnierza rozniósł się echem po ruinach czegoś, co kiedyś było salą balową. Chwilę później Zwiadowcy usłyszeli chrupnięcie i plusk, a krzyk ucichł. Wszyscy zerwali się ze swoich miejsc i dobyli mieczy. Aki i Levi powoli ruszyli przodem, gotowi do odparcia ataku wroga.
Pchnęli spróchniałe, rzeźbione wrota, wyglądając zza nich na korytarz. Ujrzeli na wpół odgryziony tułów kolejnego poległego członka ich oddziału, którego nogi powoli konsumował trzymetrowy tytan, szczerząc się przy tym upiornie. Przerażeni ludzie cofnęli się, nie chcąc skończyć tak samo jak ich kolega, który jeszcze nie tak dawno stał na warcie.
Aki przyłożyła palec do ust, gestem nakazując żołnierzom ciszę. Wycofała się, a gdy reszta też to zrobiła, Zwiadowcy zamknęli wejście na salę.
– Nie pokonamy go w tak ciasnym korytarzu. Nie bez poświęcenia kogoś. Nie możemy marnować gazu, a jeśli stąd wyjdziemy, część z nas skończy tak jak tamten. – Zrezygnowana białowłosa oparła się o ścianę, wzdychając cicho. – Moglibyśmy znaleźć inne wyjście, ale w tym pomieszczeniu nie ma okien, a żadne z nas nie wie, dokąd prowadzą którekolwiek ze znajdujących się tu drzwi.
– Nawet nie myśl o rozdzielaniu się, szczeniaku. Straciliśmy trzech ludzi, a jeśli mamy dostarczyć naszym zapasy, to nie możemy sobie pozwolić na większe straty – warknął Levi.
– Kapitanie… My mamy jakiekolwiek szanse na szczęśliwy powrót? – ciche pytanie siedzącego w koncie bruneta dotarło do uszu Ackermana. – Nie przewidzieliśmy takiej sytuacji – ani tytanów za murem, ani tego, że gaz tak szybko się nam wyczerpie. Przyznajmy to. Prawdopodobnie wszyscy tu zginiemy. Prędzej, czy później.
– Nie pierdol głupot! – Levi ukucnął przy załamanym towarzyszu i mocno złapał go za ramiona, potrząsając nim. – Ile wypraw przeżyłeś?
– Trzy – wyszeptał żołnierz.
– Trzy razy przeszedłeś przez gorsze piekło i wciąż żyjesz! Więc dlaczego sądzisz, że tym razem się nie uda!? – czarnowłosy puścił bruneta i odsunął się od niego. – Wyjdziemy z tego. Wszyscy. Obiecuję wam to.

czwartek, 13 października 2016

Selene x Uke!Male!Reader (Starfighter: Eclipse)



 [EDIT 23.12.2016] To LEMON! Ale jego początek i koniec są oznaczone, więc jeśli nie chcecie go czytać, to po prostu przewińcie do [KONIEC LEMONA].

Wykaz skrótów:
[M/n] – męskie imię
[h/l] – długość włosów
[h/c] – kolor włosów
[e/c] – kolor oczu
To taki mój mały eksperyment, a jednocześnie rocznicowy szot (ta kategoria wygrała) ^^' Swoją drogą - czemu prawie nikt nie głosował? ;_; Dobra, mniejsza! Mam nadzieję, że się Wam spodoba! A! jeszcze jedno! Dziewczyny też mogą to czytać :) Wystarczy wstawić tam swoje męskie OC (ja, jako zboczeniec pierwszej wody nie raz czytałam takie rzeczy, więc mam już kilka tego typu postaci przerobionych XD ;-;). Poza tym mocno mi się wydaje, że to jeden z pierwszych polskich xMale!Readerów, więc czuję się z siebie dumna! xd
PS. Jeśli nie znasz jeszcze serii "Starfighter", a lubisz yaoi, to serdecznie ci ją polecam! (Wydaje mi się, że najlepiej jest zacząć od komiksu, bo to pierwowzór, a dopiero później przejść do gry XD)
Aksune~


 [Kolor]włosy chłopak niepewnie wyszedł ze statku i zarzucił torbę na ramię. Zaczyna się. Jego pierwszy dzień w Aliantach. Westchnął i ruszył w stronę Keplera 2, miejsca, na którym miał poznać swojego Nawigatora i odebrać dane dotyczące misji. System podtrzymywania życia w oryginalnym Keplerze został uszkodzony do tego stopnia, że maszyna musiała zostać wycofana z użytku. Niestety Wojownik nie wiedział jak to się stało – tego typu informacje nie były udostępniane nowym rekrutom, takim jak on.
Gdy już przepchnął się przez tłum nastolatków w czarnych kurtkach, wszedł do środka pojazdu, rozglądając się po białym korytarzu. Z każdym jego krokiem trzymany przez niego pakunek podskakiwał mu na plecach, dodając otuchy. [M/n] wyciągnął z kieszeni kartkę z numerem jego pokoju i pseudonimem partnera.
– Selene… - wymruczał [długość włosów]włosy, zatrzymując się przed drzwiami oznaczonymi „09”. Gdy wszedł do pomieszczenia, jego wzrok spoczął na kredowobiałej, na wpół rozpakowanej torbie, leżącej na jednym z łóżek. Zza drzwi prowadzących do niewielkiej łazienki dobiegał szum wody. „To pewnie ten cały Selene” – stwierdził chłopak i usiadł na wolnym materacu.
Pokój, w którym od teraz miał mieszkać, nie był luksusowy, ale nie był też urządzony w sposób spartański. Pod ścianą stały dwa jednoosobowe łóżka, obok nich było wejście do toalety. Na prawo od drzwi wejściowych spostrzegł kilka szafek na ubrania i rzeczy prywatne oraz biurko, na którym znajdował się komputer, najpewniej należący do Nawigatora.
Cichy syk otwieranych drzwi wybudził [M/n] z rozmyślań. Następny widok zaparł mu dech w piersiach – przed nim stał opalony, trochę starszy od niego chłopak z jasnobrązowymi oczami, długimi do szczęki biało-czarnymi włosami i ręcznikiem przewiązanym na biodrach.
– Ty musisz być moim nowym Wojownikiem. – Zakłopotanie w głosie nastolatka było bardzo wyraźne. Jego policzki ozdobił krwisty rumieniec. – Jestem Selene. A ty?
– [Pseudonim] – odparł [kolor]oki, spuszczając wzrok. Selene zaczerwienił się jeszcze bardziej.
– Daj mi chwilę. Tylko się ubiorę. – Porwał ze swojej torby biały kombinezon, po czym szybko wrócił do łazienki.
❤❤❤
Po dość niezręcznym pierwszym spotkaniu [M/n] czuł się przez jakiś czas onieśmielony swoim nowym partnerem, ale po kilku sesjach treningowych całe to spięcie zaczęło zanikać. Pewnego dnia, gdy dwójka wyszła z kapsuły po kolejnej symulacji walki, Selene zapytał:
– Może poszlibyśmy coś zjeść? Chciałbym cię lepiej poznać. W końcu mamy razem walczyć. – Nawigator uśmiechnął się lekko. – Na wojnie lepiej się dogadywać ze swoimi sojusznikami.
– Jasne, czemu nie – odparł [kolor]oki, wzruszając ramionami i odwzajemniając uśmiech, po czym ruszając za kierującym się w stronę stołówki brązowookim chłopakiem.
Gdy szli, [M/n] dyskretnie obserwował Selene’a. Sposób, w jaki chodził, jego ciało, które opinał ciasny, biały kombinezon, ciepłe oczy, przypominające mleczną czekoladę… „Stop!” – [kolor]włosy potrząsnął lekko głową, przygryzając wargę. Zarumienił się, orientując, że Nawigator przygląda mu się z zainteresowaniem.
– Wszystko ok?
– Tak! Wszystko w porządku. – Jego rumieniec powiększył się, kiedy idący obok niego nastolatek przekrzywił uroczo głowę i uśmiechnął się. „Muszę się uspokoić.” – pomyślał, próbując opanować szybkie bicie swojego serca.
❤❤❤
Krew rozbryzgana na popękanej szybie sąsiedniego statku. Martwe ciała Wojowników i Nawigatorów, unoszące się w przestrzeni kosmicznej. Szczątki Keplera 2, zniszczonego przez pocisk z dział przeciwnika. Przerażenie i pustka. I martwy Selene na siedzeniu za nim…
[M/n] zerwał się ze swojego łóżka, odgarniając włosy z pokrytego potem czoła. Znowu ten sam koszmar. Trzeci raz pod rząd. „Mam nadzieję, że go nie obudziłem...” – Wojownik opadł z powrotem na materac, a deski go podtrzymujące jęknęły w proteście.
– Czemu nie śpisz? – powiedział Nawigator lekko zachrypniętym głosem.
– Ja… To tylko koszmar. Nic wielkiego – odparł niepewnie [d/w]włosy.
– Nie wierzę ci.
– To nic wielkiego – odwarknął głośniej [M/n]. Po chwili milczenia Selene przesunął się na bok i uniósł kołdrę.
– Chodź tu.
[Kolor]oki spojrzał na niego z szokiem wymalowanym na twarzy. Poczuł, że znowu się rumieni. Przeklął w myślach i wbił spojrzenie w podłogę.
– Przeniosłem się, bo mój poprzedni Wojownik nie chciał ze mną rozmawiać i mnie ignorował. Nie chcę, żeby ta sytuacja się powtórzyła, więc chodź tu i mi wszystko opowiedz – zaczął brązowooki.  – W końcu zaufanie to podstawa – dodał ciszej, ale drugi chłopak i tak to usłyszał. Niepewnie wstał i podszedł do swojego partnera, kładąc się obok niego. Poczuł, że ten okrywa go kołdrą i obejmuje. Z szybciej bijącym sercem [M/n] wtulił się w jego klatkę piersiową. Czuł się… dziwnie.
– Pamiętasz ostatnią misję? – wyszeptał Wojownik. Gdy Nawigator skinął głową, kontynuował. – Ten statek obok nas, „Zeus”… Jego załoga nie żyła, zostali skazani na wieczne dryfowanie w kosmosie… Boję się Selene. Boję się, że kiedyś skończymy tak samo.
– Za dużo się martwisz. Przeżyliśmy i wygraliśmy. Tylko to się teraz liczy.
– Pewnie masz rację – odburknął [kolor]włosy.
Leżeli tak przez jakiś czas, wtuleni w siebie, wsłuchani w swoje spokojne oddechy. Niedługo później zasnęli, ukołysani tą dziwną muzyką.  
❤❤❤
[M/n] obudził się w ramionach swojego Nawigatora. Selene obejmował Wojownika, wtulając twarz w jego [d/w], [kolor] włosy. Ich nogi przypominały wielki supeł. Gdy [M/n] uświadomił sobie, z kim jest w łóżku, krzyknął i odsunął się gwałtownie, ciągnąc za sobą partnera. Obaj spadli z materaca z hukiem. Długowłosy mruknął coś i, lekko zamroczony po gwałtownym przebudzeniu, podniósł się z obolałego chłopaka. Zawisł nad nim i spojrzał na niego zaskoczony.
– [M/n]? – Oczy nastolatka gwałtownie się otworzyły, a serce znowu przyśpieszyło. Twarz [kolor]okiego przybrała buraczkowy kolor, z resztą drugi nie wyglądał lepiej.
Zauroczony Wojownik patrzył jak zahipnotyzowany w jasnobrązowe oczy Selene’a, czując przyjemne ciepło w klatce piersiowej. Powoli uniósł ręce i wplótł je w dwukolorowe włosy Nawigatora, który nie ruszał się, zaskoczony. Przyciągnął jego twarz do siebie i delikatnie pocałował. W brzuchu obu chłopaków poderwały się do lotu stada motyli, a w głowach wybuchły im fajerwerki. Przez chwilę leniwie się całowali, a gdy oderwali się od siebie, mieli oczy okrągłe jak spodki.
– Wow… - wyszeptał [M/n], po czym jeszcze raz krótko pocałował Nawigatora. – Selene… Chyba cię lubię. Tak… Lubię-lubię.
–Ja chyba ciebie też.
❤❤❤
Minął miesiąc. Para świeżo upieczonych kochanków miała dla siebie coraz mniej czasu, ale starała się go nadrabiać jak tylko się dało – najczęściej w nocy. Na przykład takiej jak ta.
[POCZĄTEK LEMONA]
Pocałunki nastolatków stawały się coraz bardziej desperackie. [M/n] na ślepo rozpiął kombinezon Selene’a, po czym oderwał się od niego, by rozpiąć swój. Szybko pozbyli się niepotrzebnych ubrań, zostając z samej bieliźnie. Brązowooki pochylił się nad szyją [kolor]okiego, składając na niej pocałunki i znacząc na niej ścieżki językiem. Wsłuchał się w ciche jęki Wojownika, pocierając palcami czubki jego wrażliwych na dotyk sutków.
[M/n] wplótł palce we włosy Nawigatora, czując ciepło kumulujące się w kroczu. Ocierał się o partnera, gdy ten zostawiał mu malinki na brzuchu i podbrzuszu. Selene ściągnął z niego bokserki, uwalniając jego członka. Z ust [kolor]okiego wyrwał się cichy jęk, gdy poczuł na tym najwrażliwszym narządzie język kochanka. Selene najpierw zwilżył ustami jego czubek, po czym zaczął stopniowo brać go do ust. Przytrzymywał przy tym biodra [M/n], bo te nieustannie podrygiwały z przyjemności.
Po kilku minutach pieszczot [kolor]włosy czuł, że zaraz dojdzie. Mocno zacisnął palce na włosach Nawigatora, tryskając spermą w jego usta. Usłyszał odgłos przełykania, a jego twarz zrobiła się czerwona.
– N-nie musiałeś tego robić… - wyjęczał, gdy Selene wsunął w niego nawilżony oliwką palec.
– Ale chciałem – odparł brązowooki, dokładnie rozciągając kochanka.
– Wystarczy. Już możesz. – Po kilku chwilach [M/n] odsunął się nieco od Nawigatora, odwracając się tyłem do niego. Stanął na czworakach, czekając niecierpliwie, aż Selene w niego wejdzie. Jęknął, czując go w sobie.
Kochali się długo i powoli. Pomimo popędzania Wojownika, Nawigator nie miał najmniejszego zamiaru przyśpieszać. Poruszał się w nim powoli, miarowo, co jakiś czas całując jego kark i plecy. Obaj chcieli się nacieszyć tym momentem. Doszli razem, tłumiąc jęki, by nikt ich nie usłyszał. Później opadli na łóżko, wtuleni w siebie.
[KONIEC LEMONA]
– Następnym razem ja będę seme – burknął cicho [M/n].
– Oczywiście. – Selen uśmiechnął się lekko, obsypując delikatnymi pocałunkami szyję odwróconego do niego plecami Wojownika. [M/n] westchnął i wtulił się w nagi tors partnera. Zaśmiał się cicho, gdy Nawigator potarł nosem wrażliwą skórę za jego uchem. Powoli się odwrócił i pocałował brązowookiego.
– Kocham cię – Selene wyszeptał mu do ucha.
– Ja ciebie też. – [Kolor]włosy zasnął, zmęczony ich nocnymi igraszkami. Łaskotał obojczyk kochanka swoim oddechem. Wciąż przytomny nastolatek uśmiechnął się ciepło i, całując ukochanego w czubek głowy, wtulił nos w jego włosy, tak jak miesiąc temu, gdy pierwszy raz spali w jednym łóżku. –Tworzymy naprawdę świetny zespół, [M/n]. Naprawdę świetny…

niedziela, 25 września 2016

Zmiana planów

Niestety, nie jestem w stanie nadążyć. Druga klasa gimnazjum naprawdę wykańcza. Przez cztery najbliższe dni będę miała pięć kartkówek i dwa sprawdziany. Nauczyciele nie mają litości ;-; Wątpię, że uda mi się zachować regularność aktualizacji. Jutro post raczej się nie pojawi - zwyczajnie się nie wyrobiłam. Jednak postaram się go wstawić do końca przyszłego tygodnia (nic nie mogę obiecać).
Podsumowując - zasada "aktualizacja w poniedziałek" przestaje działać. Może kiedyś ją przywrócę, ale jak na razie nastawcie się na mniej rozdziałów. 
Aksune~

poniedziałek, 12 września 2016

Drobny problem...

Niestety z ankietą coś jest nie tak i tekst opcji nie jest widoczny. Na szczęście wystarczy, że zaznaczycie treść odpowiedzi. Wtedy można je normalnie przeczytać. Przepraszam za utrudnienia. Postaram się coś z tym zrobić.
Post dotyczący szczegółów odpowiedzi jeden, dwa, trzy lub cztery pojawi się, gdy któraś z nich zostanie wybrana na rocznicowe opowiadanie.
Rozdziały od teraz będą dodawane co dwa tygodnie w poniedziałki. Nie częściej, nie rzadziej. Za tę niedogodność również przepraszam ;-; To po prostu... Szkoła. Dopiero drugi tydzień, a ja już mam zapierdziel. Mówi się trudno.
Miłego dnia/nocy
Aksune~

Rocznica i podsumowanie! ^^


Witajcie! <3
Dziś rocznica założenia tego bloga! :D Co wy na to, żeby co roku robić takie małe podsumowanie? Ja jestem za! ^^
Tak więc zacznijmy wyliczankę!

W tym roku odwiedziliście mnie 855 razy!
Zostawiliście 4 komentarze! (Niestety tak mało ;-;)
Bloga wyświetliły osoby z 13 krajów! (Wow 0.0)
Wstawiłam 47 postów, w tym 39 rozdziałów i 8 notek informacyjnych (łącznie z tą oczywiście)!
Serdecznie Wam dziękuję za czytanie tego bloga! :*

Co powiecie na rocznicowego shot'a albo krótkie/długie opowiadanie? :) Jeśli jakiś pomysł wskoczy mi do głowy, to w najbliższym czasie coś takiego powinno się pojawić! :D
Tymczasem ja się żegnam i przesyłam dużo cukru i miłości! (Coś czuję, że ciut nadużyłam wykrzyknika... ^^')
Miłego dnia/nocy
Aksune~
PS. Planuję zrobić małą ankietę dotyczącą tematyki rocznicowego opowiadanka. Proszę o głosy! :)

poniedziałek, 5 września 2016

Szaleństwa rzeczywistości

Nazywała się Sylwia. Była normalną, szczęśliwą osiemnastolatką. Jej życie – zwyczajne do bólu: kochająca rodzina, liceum, spotkania ze znajomymi i chłopakiem, zakuwanie do testów... Oczywiście - do czasu. Zapewne po takim wstępie spodziewacie się tandetnego opowiadania z Mary Sue i jej haremem na pierwszym planie. Cóż, czeka nas zupełnie inna historia...

* * *

Tak jak zawsze przed snem, sięgnęłam po książkę. Lektura mnie odprężała i ułatwiała zaśnięcie. Po pół godzinie eksploatacji podziemnej krypty z główną bohaterką dzieła, do mojego pokoju wszedł tata, zgasił światło i oświadczył, że mam iść spać, bo jutro nie wstanę. „On chyba nie chce dopuścić do siebie myśli, że jestem pełnoletnia” – pomyślałam, uśmiechając się pobłażliwie. Z westchnieniem zapaliłam lampkę, odłożyłam opasłe, stosunkowo nowe i niezniszczone tomiszcze na stoliczek stojący przy łóżku, po czym wstałam z zamiarem otworzenia okna. Pomimo tego, że czerwiec dopiero się zaczynał, już było gorąco, więc musiałam to robić, by się nie ugotować.
Spokojnie wróciłam do łóżka i zdjęłam okulary, kładąc je obok książki. Ułożyłam się na łóżku i przykryłam niebieskim, miękkim kocem. Zaczynało ogarniać mnie znużenie. Zgasiłam lampkę i cicho ziewnęłam. Przez jakiś czas kręciłam się z boku na bok, ale w końcu udało mi się odpłynąć do świata marzeń sennych.

* * *

Z krzykiem otworzyłam oczy i gwałtownie usiadłam. W głowie nadal miałam mglisty obraz twarzy z mojego koszmaru. Była przerażająca. Wyłupiaste, przekrwione oczy, poznaczona wieloma bliznami twarz, zalane świeżą krwią ubranie… I ten uśmiech, straszny uśmiech, ukazujący napsute zęby.
Otrząsnęłam się z szoku, gdy poczułam na ramieniu dłoń. Spojrzałam na jej właścicielkę – przysadzistą kobietę w średnim wieku, ubraną jak pielęgniarka. „Moment… Pielęgniarka?” Nie rozumiałam co się działo. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Wszędzie było biało, a lampy wiszące na suficie raziły oczy. Pomimo rozmazanego obrazu udało mi się dojrzeć stojące pod ścianą oszklone, jasnoniebieskie szafki, w których najpewniej znajdowały się leki i przedmioty takie jak bandaże. Obok łóżka, na którym siedziałam, było drugie, takie same, tylko puste. Gdy spojrzałam na stolik po mojej prawej stronie, ujrzałam bukiet starych, czerwonych róż, chylących swoje uschnięte główki ku ziemi.
– Przepraszam panią – zwróciłam się do trzymającej mnie kobiety – co ja tu robię?
 Szatynka przez chwilę mierzyła mnie zdziwionym wzrokiem, po czym odparła:
– To pani nie pamięta? – zaczęła niepewnie. – Jako jedyna przeżyła pani napad na pański dom. Właśnie wybudziła się pani ze śpiączki. – Odłożyła mnie na poduszki, a ja poczułam, że strach oraz niepewność ściskają mi gardło.
– Ile spałam? – spytałam, przerywając ciszę.
– Trzy lata – odparła pielęgniarka. – Pójdę po doktora! Proszę się nie ruszać! – dodała, po czym pośpiesznie wyszła z sali.
– Trzy lata – wyszeptałam. – Czyli mam już dwadzieścia jeden lat? – Niedowierzanie, szok i ból wybrzmiały w moim głosie. – Ale zaraz! Jako jedyna przeżyłam…? – Uświadomiłam sobie, że moja rodzina już nie żyła. Nie powstrzymałam łez, które napłynęły mi do oczu, pozwalając im swobodnie płynąć. „Jestem sama… Zupełnie sama” – pomyślałam, gdy lekarz i znana mi już kobieta weszli do sali. Otarłam twarz wierzchem dłoni i, starając się uspokoić, dałam się przebadać.

* * *

– Czyli twierdzi pani, że nie pamięta dnia morderstwa? – Policjant z zeszytem w ręku wszystko skrzętnie notował.
– Tak.
– I że potrafi pani jedynie opisać twarz napastnika?
– Zgadza się – odparłam. Po kolejnych kilku pytaniach, w tym jednym o szczegóły wyglądu mordercy, siedzący naprzeciwko mnie mężczyzna zatrzasnął swój notatnik, schował długopis do kieszeni granatowej kurtki i mruknął:
– Interesujące… Dziękuję za rozmowę. Pani przebudzenie może dostarczyć wielu nowych wskazówek. – Funkcjonariusz uścisnął moją dłoń. – Proszę się w spokoju kurować. – Uśmiechnął się i wyszedł. Zdążyłam tylko usłyszeć zamykające się drzwi do mojej nowej kawalerki, którą kupiłam za pieniądze, które zostały mi po rodzicach.
Z westchnieniem przesiadłam się na kanapę i schowałam twarz w dłoniach. Psycholog powiedział, że mam depresję, i że mam się nie martwić, bo z tego w końcu wyjdę. Nie musiał mi tego uświadamiać. Ja to wiem. Prawie nie jem, nie śpię. Okropnie schudłam, a pod oczami mam ogromne, fioletowe wory. Do tego cały czas beznadziejnie się czuję.
– To oczywiste, że mam depresję! – warknęłam.
Na małym regale naprzeciwko kanapy stało zdjęcie. Przedstawiało pięcioosobową, szczęśliwą rodzinę – moją rodzinę. Na pierwszym planie stałam ja i mój młodszy o cztery lata brat, a za nami rodzice. Ich dłonie były na naszych ramionach, a mama trzymała pod rękę naszą opierającą się na kuli, osiemdziesięciopięcioletnią babcię. Wszyscy szczerzyliśmy się jak głupi. Patrzyłam na ten tkliwy obrazek i czułam, że coraz bardziej ściska mi się serce. Tęskniłam za nimi. Tak strasznie za nimi tęskniłam. Dlaczego akurat oni?! Dlaczego?!
– Dlaczego?! – mój krzyk rozniósł się echem po małym mieszkaniu, a po policzkach spłynęły mi pierwsze łzy. Od mojego przebudzenia minął już prawie miesiąc, a ja dalej tkwię w miejscu. Nie jestem w stanie się pozbierać. To tak strasznie boli… Chlipnęłam i skuliłam się w kłębek na kanapie. Rozpłakałam się na dobre. Nie wiem ile tak leżałam, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że w pewnym momencie usłyszałam trzask, jakby ktoś tłukł szkło.
Zerwałam się na równe nogi i rozejrzałam. Co prawda niewiele to dało, bo przez łzy i mokre okulary nic nie widziałam. Prędko zsunęłam oprawki z uszu i otarłam oczy, po czym zaczęłam szybko czyścić szkła. Gdy założyłam je z powrotem, usłyszałam kroki. Tup, tup, tup… Robiły się coraz wyraźniejsze, zbliżały się. Zamarłam. Doszło do mnie skrzypienie otwieranych drzwi. Powoli się odwróciłam i poczułam, że moje serce się zatrzymało. O framugę opierał się mężczyzna z tamtego dnia. Krzyknęłam, a jego twarz rozciągnęła się w grymasie przypominającym krzywą, groteskową karykaturę uśmiechu. Zaczęłam się cofać, byłam blada jak ściana. Wyglądał jeszcze straszniej niż go zapamiętałam. Długi, ostry, jeszcze nie splamiony krwią nóż w jego dłoni, pogniecione, brudne ubrania, wytrzeszczone oczy. Zachichotał, powoli się do mnie zbliżając.
– Kto by pomyślał… Przeżyłaś. Jakim cudem cię nie zabiłem? – Śmiech tego zwyrodnialca rozniósł się po pomieszczeniu. – Nie mam pojęcia. A ty? Wiesz? – Zaczęłam drżeć i coraz szybciej się cofać. Zatrzymałam się, gdy trafiłam plecami na szafę. – Nie, nie wiesz… Nie pamiętasz, tak? Dobre! Widziałem przez okno jak rozmawiasz z tym policjantem… Nie martw się, on z nikim się już tym nie podzieli! Ty z resztą też!
Po raz kolejny tego dnia poczułam ciepłe łzy, płynące mi po twarzy. „Nie chcę umierać!” – rozpaczliwa myśl przemknęła mi przez głowę. Przerażający mężczyzna podchodził bliżej i bliżej, a ostrze, które trzymał w ręku błyszczało złowrogo w świetle lampy.
– Jak chcesz zginąć!? Wypatroszenie żywcem? Spalenie? Może kolumbijski krawat? [1] Co wolisz!? – był już na tyle blisko, że niemal czułam jego cuchnący oddech na twarzy. W desperackiej próbie obrony zaczęłam go kopać, bić i drapać. Gdy przeryłam mu twarz paznokciami zawył z bólu, po czym złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie swoimi przepełnionymi coraz większą żądzą mordu oczami.
– Wiesz co!? Po prostu cię zabiję! – znów zachichotał, po czym wzniósł swój nóż i zatopił go w mojej klatce piersiowej. Z mojego gardła wydobył się krzyk, który z każdym kolejnym pchnięciem psychopaty stopniowo zmieniał się w chrapliwe rzężenie. Osunęłam się na ziemię, znacząc ją krwią. Powoli osuwałam się w ciemność. Ostatnie co zobaczyłam, to zakrwawione ostrze, zbliżające się do mojego oka.

* * *

Krzyknęłam, zrywając się z łóżka. Do mojego pokoju przez lekko odsłonięte okna wpadało światło dnia. Byłam zdyszana i spocona do tego stopnia, że moja pidżama kleiła mi się do ciała. Zadrżałam na wspomnienie czegoś, co wydawało się być snem. Kolejnym przerażającym koszmarem, opowiadającym historię o utracie rodziny i ujawniającym wizję mojej własnej śmierci.
Do pokoju wpadła mama i podeszła do mnie zaniepokojona.
– Wszystko w porządku skarbie? – widziałam troskę w jej oczach. „Ona żyje… Ona żyje!” Zachlipałam cicho i mocno ją przytuliłam.
– Tak mamo. To tylko zły sen – lekko się uśmiechnęłam i uścisnęłam ją mocniej. „Właśnie…! To był tylko sen! Tylko sen…”

* * *

Sylwia, przeżywając chwilę ulgi po wybudzeniu się ze strasznego koszmaru, nie zauważyła, że ktoś ją obserwował. Między gałęziami drzewa rosnącego w ogrodzie przy domu dziewczyny, siedziała zakapturzona postać, której twarz wykrzywiał grymas przypominający krzywą, groteskową karykaturę uśmiechu…


[1] Kolumbijski krawat – tortura pochodząca z Kolumbii. Polega na takim podcięciu gardła, aby zrobić otwór, przez który przeciąga się język, tak by wystawał on z otwartej rany. Ofiara umiera, dławiąc i dusząc się własną krwią. To jedna z najbrutalniejszych i najokrutniejszych metod uśmiercania.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Hejka!
Co sądzicie o moim nowym one-shot'cie? Strasznie się przy nim napracowałam, to on spowodował to opóźnienie ^^' Jeszcze raz za nie przepraszam! Mam nadzieję, że to, co właśnie przeczytaliście, odkupi moje winy xD 
Poważnie się zastanawiam nad wstawianiem rozdziałów co dwa tygodnie. Decyzja jeszcze nie zapadła, więc jeśli kogoś to zmartwiło - spokojnie!
Miłego dnia/nocy
Aksune~ 
PS. Zgadnijcie, co wypada za tydzień! ^^ Kto zgadnie? Kto? (Podpowiedź - poszperajcie troszkę na moim blogu, to się dowiecie :D Chyba, że się Wam nie chce, wtedy po prostu poczekajcie xD)