niedziela, 21 lutego 2016

♥Special♥ Walentynki

Mikołaj z całego serca nienawidził Walentynek. Tak po prostu. Mdliło go od różu, kwiatków, serduszek i miziających się par. No i był jeszcze jeden powód. Zawsze był sam. Nigdy nie dostał kartki ani nie był na randce. Być może dlatego, że był gejem. Tak, to na pewno powód. Życie młodego, nastoletniego geja nie jest proste, zwłaszcza jeśli w klasie ma się masę idiotów, którzy jadą takich jak on po całości. Oprócz jednego, jedynego przyjaciela, Damiana. Tylko on taki nie był. Jego nie obchodziło, czy ktoś jest homo, czy hetero. ,,Liczy się to, co człowiek ma w środku!" Zawsze tak mówił. Może to właśnie dlatego Mikołaj zakochał się w tym chłopaku?
* * *
Dziś Święto Zakochanych, a gimnazjalista po raz kolejny siedział sam w pokoju, zastanawiając się, co porabia jego niespełniona miłość. Damian był na randce ze swoją dziewczyną. No właśnie - dziewczyną. Pewnie gdyby to był chłopak, Mikołaj nie dołowałby się aż tak bardzo, no ale cóż. Ten fakt tylko utwierdzał go w przekonaniu, że próba wyznania uczuć przyjacielowi, którą planował od dłuższego czasu, nie ma większego sensu. Jeśli w ogóle jakiś miała.
Tak więc czarnowłosy po raz kolejny skończył sam jak palec w, przepraszam, dupie, półleżąc na kanapie i pijąc kakao. Dodajmy do tego zwyczajowy popcorn i grę wideo. Nastolatek chciał po prostu zapomnieć choć na chwilę o pewnym smutnym fakcie, mianowicie - o tym, że Damian najpewniej nigdy go nie pokocha, a prawdopodobieństwo na zaistnienie takiej sytuacji jest tak niskie, że nie ma co mieć nadziei. Mikołaj zwyczajnie nie chciał, tak jak co roku od jakichś trzech lat, płakać jak bóbr, po czym robić sobie wyrzuty, że marze się jak baba, czym nie poprawiał sobie humoru. Po kolejnych kilku godzinach przechodzenia coraz to innych leveli, chłopak zasnął. No bo co innego można zrobić z dołkiem, kakałkiem, popcornem i kocykiem? Oczywiście, że spać.
* * *
Czuł na sobie dotyk ciepłych palców ukochanego, powoli i delikatnie badających jego ciało. Mikołaj jęknął, gdy Damian zaczął na zmianę ssać i podgryzać raz jeden, raz drugi sutek chłopaka. Obaj dyszeli, spragnieni drugiego. Blondyn zaczął masować męskość przyjaciela, wsłuchując się w jego słodkie westchnienia i jęki. 
- Da-damian... - po wypowiedzeniu tych słów, usta chłopaków złączyły się w wyjątkowo namiętnym pocałunku. Po chwili wargi wyższego przyssały się do uda partnera, by po chwili odsunąć się, zostawiając soczystą malinkę. Mikołaj poczuł dotyk w talii. Już po chwili leżał na brzuchu z lekko uniesionymi biodrami. Zarumienił się, gdy coś giętkiego i wilgotnego wsunęło się w niego. Kiedy ból minął, nastolatek zdał sobie sprawę z tego, że to język jego miłości. Jęczał, czując, że przez pieszczoty niedługo dojdzie. Już miał to zrobić, kiedy...
Mikołaj obudził się, cały czerwony i spocony. Kilka sekund później przypomniał sobie swój sen i poczuł, że jego bokserki są niebezpiecznie ciasne. Westchnął. To nie był pierwszy raz, kiedy śniło mu się coś takiego. Zdjął z siebie koc i wsunął rękę pod bieliznę, wziął co trzeba w dłoń i zaczął nią ruszać. Wspomnienia obrazów, które widział i tego fałszywego dotyku, który czuł, coraz bardziej go nakręcały. Nie usłyszał, kiedy do jego mieszkania wszedł Damian, któremu kiedyś dał klucze. Tak na wszelki wypadek.
- Damian... - wysapał i jęknął głośno, korzystając z tej samotności, przed chwilą przerwanej przez blondyna. Ten, gdy tylko usłyszał jęk Mikołaja i swoje imię, mocno się zaczerwienił. Wyobraźnia od razu podsunęła mu odpowiednie obrazy. Przełknął ciężko ślinę. Jemu też od czasu do czasu zdarzało się masturbować, mając przyjaciela przed oczami, czego oczywiście później bardzo żałował. Przecież miał dziewczynę! Poza tym, nigdy nie sądził, że Miki będzie robił to samo co on. Wszedł po cichu do pokoju, a to co zobaczył, ani trochę mu nie pomogło. Jego rozgrzany, zarumieniony, lekko spocony przyjaciel leżał na kanapie z szeroko rozłożonymi nogami, stopniowo nieświadomie zsuwając z siebie bokserki. Chłopak co jakiś czas szeptał imię drugiego, któremu wtórowały coraz głośniejsze jęki i sapanie. Mikołaj czuł, że zaraz dojdzie. Wygiął plecy w łuk i zabrudził bokserki swoim nasieniem. Opadł na kanapę i zamknął oczy. Dopiero wtedy zorientował się, że Damian stoi w drzwiach. Najpierw w jego oczach można było dostrzec niezrozumienie, później wstyd i strach.
- Wyjdź stąd - wyszeptał słabo chłopak i zakopał się pod kocem.
- Miki... - wyższy gimnazjalista podszedł do niego i wyciągnął rękę w jego stronę.
- Wyjdź! - krzyknął czarnowłosy. Po jego policzkach spływały łzy. Czuł się upokorzony, wstyd go zalewał.
W tym momencie Damian się wkurzył. Zerwał koc z niższego i przyciągnął go do siebie, mocno i pewnie całując. Sam nie wiedział czemu to robi. Po prostu coś go do tego popchnęło. Gdy oderwali się od siebie po więcej powietrza, spojrzeli sobie w oczy. Blondyn zatonął w błękitnym spojrzeniu, które zaszło lekko łzami.
- Dlaczego? - wyszeptał Mikołaj, gdy ich twarze znów zbliżały się do siebie. - Co z Majką?
- Jaką Majką? Ja tu widzę tylko ciebie... - Damian pogładził policzek niebieskookiego i musnął jego delikatne wargi swoimi. Pocałunek został odwzajemniony i z każdą chwilą robił się coraz bardziej chaotyczny. Z ust niższego wydobył się cichy jęk, kiedy język Damiana wślizgnął się do jego ust. W blondynie coś się zagotowało. Nie odrywając się od przyjaciela przewrócił go na kanapę i wsunął dłoń pod jego pogniecioną bluzę. Oddech obu przyśpieszył. Ich języki splatały się, walcząc o dominację.
* * *
- Da-damian... - po wypowiedzeniu tych słów, usta chłopaków złączyły się w wyjątkowo namiętnym pocałunku. Po chwili wargi wyższego przyssały się do uda partnera, by w pewnym momencie odsunąć się, zostawiając soczystą malinkę. Mikołaj poczuł dotyk w talii. Już po chwili leżał na brzuchu z lekko uniesionymi biodrami. Zarumienił się, gdy coś giętkiego i wilgotnego wsunęło się w niego. Kiedy ból minął, nastolatek zdał sobie sprawę z tego, że to język blondyna. Tak jak w moim śnie... Jęknął. Jeśli to sen, to nie chcę się budzić... Chłopak zacisnął palce na pościeli, jęcząc w poduszkę, kiedy Damian kosztował jego wnętrza. Zaraz w nim będę. Ta myśl nakręcała nastolatka coraz bardziej. Wsłuchiwał się w słodkie dźwięki, coraz szybciej poruszając językiem, starając się znaleźć czuły punkt drugiego chłopaka. Udało mu się. Mikołaj wygiął się w lekki łuk, starając się nie odsuwać bioder od ust dominującego.
- Ja zaraz.... Ah! - zanim zdążył dojść, dłoń zacisnęła się na podstawie jego członka, uniemożliwiając mu to. Poczuł, że język znika. Sapnął niezadowolony.
- Spokojnie, Miki - czarnowłosy zadrżał pod wpływem tego głosu. - Poczekaj na mnie - blondyn oblizał usta i powoli wszedł w drugiego. Usłyszał jęk bólu. Pogłaskał go uspokajająco po udzie i zaczął się w nim ruszać. Mikołaj wtulił twarz w poduszkę i starał się zrozumieć, co się właściwie dzieje. Jego przyjaciel, w którym kocha się od dawna właśnie uprawia z nim seks. Jak do tego doszło? Mikołajowi zrobiło się przykro, kiedy do jego głowy wkradła się myśl, że Damian chce go tylko zaliczyć, a później o nim zapomni. Z początku wydawało mu się to niedorzeczne, ale w miarę upływu czasu, który wypełniała rozkosz mieszana ze smutkiem, doszedł do wniosku, że to nie takie głupie.
- Miki... - wydyszał blondyn, wtulając twarz w kark niższego. Poczuł, że brunet się na nim zaciska. Jęknął cicho. Przymknął oczy, zatapiając się w tej chwili i zaczął całować plecy przyjaciela. Dlaczego ja właściwie to robię? Damian nie wiedział. Przemknęło mu przez myśl, że krzywdzi Mikołaja. Odrzucił ten pomysł. W końcu już się stało i nic się nie da zrobić.
Pokój wypełniały jęki i głośnie sapanie. Raz po raz dało się usłyszeć zduszone "Damian" albo "Miki". W pewnym momencie Mikołaj zakrył sobie usta dłonią, by stłumić wyjątkowo głośny jęk, który się spomiędzy nich wydobył. Szerzej rozłożył nogi i odwrócił głowę w stronę drugiego.
- Jeszcze raz... Tam, proszę... - blondyn zaniemówił, widząc pod sobą zarumienionego, rozgrzanego, sapiącego chłopaka, z rozchylonymi ustami i lekko załzawionymi oczami, niemo błagającymi o więcej. Zaczął wbijać się w niego pod tym samym kątem, powodując kolejne, coraz głośniejsze jęki.
* * *
Leżeli obok siebie, przytuleni, by nie spaść. Jeszcze dyszeli, odprężeni i przyjemnie zmęczeni. Jednak słodką ciszę, jak to w takich momentach bywa, przerwał telefon. Damian podniósł go leniwie z podłogi i zamarł.
- To Majka - szepnął. Odebrał i starał się mówić jak najnormalniej.
- Cześć kochanie - zaczęła dziewczyna. - Gdzie jesteś?
- Ja? - blondyn milczał przez chwilę. - U Mikołaja. Gramy na konsoli - na szybko wymyślił wymówkę.
- Aha. To ja wam nie przeszkadzam. Przepraszam. Pa misiu. Kocham cię - zapiszczał słodki głosik.
- Pa. Ja ciebie też - nastolatek rozłączył się. Mikołaja zabolało serce, kiedy usłyszał ''Kocham cię". Oklapł i starał się nie rozpłakać. Blondyn odłożył komórkę i westchnął. Już chciał zsunąć z siebie czarnowłosego, kiedy usłyszał cichy, tłumiony szloch. Poczuł coś mokrego na klatce piersiowej. Spojrzał na "przyjaciela", a jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Miki... Czemu płaczesz? - pogłaskał go po włosach, na co drobne ciałko tylko mocniej zadrżało.
- Czemu? Czemu mi to robisz, skoro i tak nie mam szansy?! Czemu dalej dajesz mi nadzieję, że odwzajemniasz moje uczucia?! - powietrze rozdarł krzyk załamanego bruneta. - Dlaczego?! Przecież masz dziewczynę! Więc powiedz mi, dlaczego?! Dlaczego...? - krzyk zmienił się w szept. Ciszę zakłócało już tylko i wyłącznie głośne, spazmatyczne szlochanie.
- Ja... Nie wiem - Damian po prostu sturlał z siebie Mikołaja, kładąc go na kanapie i zaczął się szybko ubierać. Zabrał swoje rzeczy i wyszedł, zostawiając chłopaka samego.
* * *
Dwa lata później
Damian żałował. Bardzo żałował. Nigdy więcej nie widział Mikołaja. Jego przyjaciel, jeśli wciąż mógł go tak nazywać, wyprowadził się do innego miasta. Po prostu zniknął, wyjechał bez słowa. Blondyn nie znał jego adresu, ba! nie wiedział nawet gdzie się przeniósł. Zaraz po tym, jak się dowiedział o tym, że brunet zniknął z jego życia, prawdopodobnie już na zawsze, zerwał z Majką. Teraz był w drugiej klasie liceum. Znaczy - będzie, jak tylko znajdzie tą durną salę numer 132 w tym labiryncie bez końca. A, no tak. Damian też się przeprowadził i zaczynał kolejną klasę liceum w nowej szkole. 
Zanim zdążył się zorientować gdzie są klasy od 120 do 150, minęło dziesięć minut. Perfekcyjnie. Pierwszy dzień i ja, czyli ten nowy się spóźniam. Dobra opinia na start. Westchnął i ruszył dalej. Znalazł salę 132 piętnaście minut po czasie. Warknął, gdy spojrzał na zegarek. Potarł skroń, wziął głęboki wdech i zapukał. Uchylił drzwi i niepewnie wszedł do środka. Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę. Przełknął ślinę, starając się ukryć zdenerwowanie.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie - dzięki Bogu, głos miał normalny. Wychowawczyni spojrzała na niego zza szkieł okularów. - Ja po prostu... Tak jakby się zgubiłem. Ta szkoła jest wielka - potarł kark i uśmiechnął się przepraszająco. 
- Trudno. Po prostu usiądź - ton nauczycielki nie wskazywał na to, że jest zła na chłopaka. Wskazała palcem jedyne wolne miejsce w klasie. Damian posłusznie posadził swoje cztery litery na krześle i spojrzał na jego kolegę z ławki. Spojrzał i zamarł. 
Bo tuż przed nosem miał Mikołaja.
Ten tylko spojrzał na niego i jak gdyby nigdy nic podał mu rękę.
- Mikołaj - szepnął.
- Wiem - odparł blondyn. - Damian - dokończył i potrząsnął jego wyciągniętą ręką. Odwrócił się do tablicy i lekko uśmiechnął się do siebie. Może ten rok nie będzie taki zły?
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Hejo! ^^
Na wstępie: 1762 słowa (+moje gadanie)! Jej! XD To drugie pod względem długości opo. Pierwszy jest "♥Special♥ Boże Narodzenie" (1803 słowa). Wiem, nie śpieszyłam się, ale przynajmniej to cuś jest długie... Nie zabijajcie mnie za to zakończenie, plis ;-; *upadam na kolana i składam ręce w proszącym geście* Nie miałam pomysłu ;-; 
A tak z trochę innej beczki: Doba rozdziałów publikowanych codziennie chyba się kończy :/ >projekt Aksune pod tytułem "Rozdziały do przodu" wziął w łeb< Taa... Coś mi nie pykło i muszę się pozbierać >< Postaram się coś dodawać raz na 3-4 dni (albo raz na tydzień). To chyba nie taki zły układ, co nie?
Do zobaczenia kiedyś
Aksune~

czwartek, 18 lutego 2016

Zakazany owoc 2

- Puszczaj! - chłopak zaczął wyrywać się w stronę domykającej się śluzy statku. W odpowiedzi dostał w twarz od Levi'a.
- Stul pysk, psie - warknął i ruszył w stronę swoistej "sali tortur", jeśli można tak to nazwać. Szturmowcy szli za nim, prowadząc szarpiącego się, w tej chwili już skutego, Erena. Wepchnęli go do środka i przymocowali do krzesła, po czym wyszli. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Ackerman zrzucił kaptur i przeczesał włosy dłonią. Spojrzał kątem oka na zielonookiego Jedi, który wpatrywał się w niego jak w obrazek, choć wciąż dało się zobaczyć nienawiść w jego pięknych oczach. Sith nigdy wcześniej nie widział takich oczu. Były jak dwa lśniące szmaragdy, które co jakiś czas mieniły się złotem z domieszką błękitu. Dało się w nich utonąć. Starszy mężczyzna otrząsnął się i zganił w myślach. Mam go przecież zabić, do cholery! A nawet jeśli nie ja go zatłukę, to Hanji do dobije! Zaczął krążyć wokół chłopaka, zmuszając go do kręcenia głową.
- Zacznijmy zabawę... - w jego głosie słychać było coś, co zmusiło Erena do skulenia się w sobie.

~*~ ~*~ ~*~

Czarnowłosy wyszedł zostawiając skatowanego chłopaka samemu sobie. Był niezadowolony. Zwykle jego brutalnym metodom ulegali wszyscy, a ten szczeniak nie chce się poddać. Wygląda na to, że spędzę z nim trochę czasu... Westchnął w myślach i głębiej naciągnął kaptur na twarz. Mijając grupkę żołnierzy rzucił tylko:

- Zabierzcie go do celi. Tej najbliżej mojego pokoju.
Szturmowcy kiwnęli głowami w geście zrozumienia i odeszli wykonać rozkaz. To co zastali zszokowało ich. Młody Jedi ledwo się trzymał. Miał poranioną i posiniaczoną twarz, w jego oczach słabo tliły się resztki świadomości. Jego nadgarstki i kostki były obtarte od metalowych kajdan. Cały był w krwi, która ściekała po krześle i dołączała do powiększającej się kałuży na podłodze. Chłopak kaszlnął, a po jego brodzie spłynęła kolejna strużka czerwonej cieczy. Współczucie to jedno, a wyprany w dzieciństwie mózg - drugie. Jeden z nich, niewiele myśląc, rozkuł Erena, który niemal osunął się na podłogę. Złapał go za ramię i wyszedł, brutalnie ciągnąc go za sobą. Reszta grupy szła za nimi, co jakiś czas trącając brązowowłosego lufą blastera. Wykończony wojownik stracił przytomność, zanim w ogóle dotarł do swojej celi.

~*~ ~*~ ~*~

- Wstawaj bachorze - obudził go głęboki, męski głos. Głos, który przez poprzednie przeżycia wrył mu się w mózg. Mimo usilnych prób ignorowania go, słowa Sith'a wciąż dźwięczały mu w głowie. Kiedy otworzył oczy, jęknął z bólu. Gdy już przyzwyczaił się do światła, skierował swoje spojrzenie w stronę źródła tego głosu. W drzwiach celi stał Levi. Tym razem bez płaszcza i kaptura. - A teraz, skoro już nie śpisz, powiesz mi wszystko - groźnie zmrużył oczy. Chłopak mimowolnie cofnął się w kąt pryczy, na której leżał. 
- Nie mam zamiaru - wychrypiał i znów kaszlnął krwią. Ackerman westchnął i podszedł bliżej.
- Twoje obrażenia wyglądają dużo lepiej, a minęło dopiero kilka godzin... Dziwne - mruknął i pogładził gojący się policzek nastolatka. W odpowiedzi Jedi zarumienił się lekko. Słodki... Wzrok starszego spoczął na wargach Erena. Levi mimowolnie oblizał swoje. O czym ja myślę?! Skrzyczał się w myślach. Wpatrywał się w piękne oczy Jeagra, a ich serca z każdą chwilą biły coraz szybciej. Nie zorientowali się nawet, kiedy dystans pomiędzy ich twarzami zaczął maleć i maleć. Ich usta dzieliły milimetry, a wtedy...
- Sir! - ktoś zapukał w drzwi celi, niszcząc w miarę intymną atmosferę.
- Czego? - spytał zirytowany Lord. - Mówiłem, żeby mi nie przeszkadzać!
- To ważne sir! Rozkazy przyszły! - szturmowiec nerwowo oblizał wargi, ukryte pod maską.
- Idę - odburknął Levi, po czym spojrzał na drżącego więźnia. - Jeszcze to od ciebie wyciągnę, zobaczysz - wyszeptał mu cicho do ucha, po czym opuścił pomieszczenie, zostawiając roztrzęsionego wydarzeniami sprzed kilkunastu sekund zielonookiego samego w celi.

~*~ ~*~ ~*~

Tymczasem, na statku uciekinierów, Mikasa wyrzucała sobie, że nie ocaliła brata. Prawda była taka, że już dawno przestała widzieć w nim tylko brata i przyjaciela. Mimo że to było niezgodne z tym, co narzucał jej żywot Rycerza Jedi, nie potrafiła przestać.
- Mika, nie martw się. Odbijemy go - Armin podszedł do dziewczyny i położył jej rękę na ramieniu, lekko zaciskając na nim palce. - Jakoś - dodał.
- Masz rację - powiedziała cicho. - A ja osobiście zabiję tego Sith'a, który go nam odebrał - w jej zazwyczaj zimnych oczach błysnął gniew. - Zapłaci mi za to.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
No hej! ^^
Wzięłam się za siebie i ostatnio coraz łatwiej jest mi się wyrobić :D (Co z resztą chyba widać...) Nie wiem, czy rozdział mi wyszedł... ;-; Jak dla mnie to on jest taki trochę... Bez ładu i składu xD No ale cóż, tak już jest... Życie... W następnym postaram się dodać trochę więcej akcji, bo tu mi coś...nie wyszło (łagodnie mówiąc ;-;).
Aksune~

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 7

"Cień ostrza"

- To miejsce jest niesamowite! - krzyczała Hanji. - Ile musiała zająć budowa?! I te drzwi! - latała od drzewa do drzewa, zachwycając się wykonaniem wcześniej wspomnianych obiektów.
- Drzyj się tak dalej, tytany przyciągniesz - Levi nie był zadowolony z zachowania okularnicy, które było, nawiasem mówiąc, ciut dziwne. - Rozsądniej byłoby jak najszybciej podzielić się na grupy, rozładować wozy i oporządzić konie - powiedział i podszedł do swojego wierzchowca. - Ja będę w domku z Erenem, gdyby coś się stało, zajmę się nim (wszyscy wiedzą o co chodzi xd Ereri górą!).
- Dopisuję się! - Hanji uwiesiła się na brązowowłosym i zaczęła się dziwnie śmiać. - Tyle czasu na eksperymenty! - Eren nie wyglądał na zachwyconego.
Skończyło się na tym, że przeprowadzono losowanie i wszyscy (oprócz wcześniej wspomnianej trójki i Erwina) zostali przydzieleni do schronień w ten właśnie sposób.
Tymczasem odziana w pelerynę dziewczyna czesała swojego konia, który, jedząc i pijąc, co chwilę rżał cicho, jakby z wdzięcznością. Kiedy skończyła, odłożyła szczotkę i poklepała zwierzę po szyi.
- Już dobrze, malutki. Udało się - westchnęła. - Mam nadzieję, że w okolicy nie kręci się zbyt wielu tytanów. Byłby problem, w końcu to miejsce to całkiem spore skupisko ludzi. W sumie, to jedyne nie chronione w okolicy.
Weszła do małej, drewnianej skrzyni na końcu korytarza i chwyciła linę na jej środku. Zaczęła ją ciągnąć, powoli wjeżdżając na górę. Gdy wjechała na piętro w części mieszkalnej najmniejszego domku, wyszła z windy, otworzyła drzwi do mieszkanka i rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Jeszcze większy bajzel niż ten, który tu zostawiłam - przejechała palcem po drewnianym biurku, sceptycznie patrząc na warstwę kurzu na wszystkich meblach. - Będę musiała tu posprzątać - wzdrygnęła się na samą myśl o tym, co Levi właśnie zgotował resztkom Korpusu. - Nic przyjemnego - stwierdziła i zdjęła pelerynę, odwieszając ją na wbity w ścianę kołek. Na tych obok wisiała jeszcze kurtka, biała koszula i zielony płaszcz ze znakiem Zwiadowców. Białe włosy rozsypały się jej na ramionach, gdy z namaszczeniem pogładziła zielony materiał, uśmiechając się lekko. Po chwili spoważniała. - To już przeszłość - jej głos na powrót stał się zimny i pozbawiony emocji. - Przeszłość, w którą na nowo się wpakowałam - wyszeptała.
Po trzech godzinach sprzątania, porządkowania i odkurzania kobieta mogła w końcu odetchnąć. Odłożyła szmatkę na stół i przeczesała włosy palcami.
- Nareszcie - powiedziała z dumą w głosie, rozglądając się po pomieszczeniu, teraz lśniącym czystością. Poluzowała chustkę, którą miała na twarzy, kiedy usłyszała huk i jakieś krzyki. W tym samym momencie ktoś zapukał do jej drzwi. - Kto tam? - materiał znów zakrył jej twarz. Do środka wbiegła zdyszana Christa.
- Tytani! - powiedziała tylko jedno słowo, po czym osunęła się na kobietę. Ta pośpiesznie odłożyła ją na swoje łóżko i zdjęła chustę z twarzy. Niemal natychmiast zakrył ją czarny płaszcz, który w pośpiechu zapięła. Zarzuciła na głowę kaptur i wybiegła ze swojego azylu, zapinając na plecach pochwy z mieczami. Szybko spuściła się windą na dół i jeszcze raz sprawdziła stan skórzanych pasów, przytrzymujących jej broń. Odsunęła drzwi i wyszła na zewnątrz. Zaklęła siarczyście, gdy zobaczyła, co się działo.
Tytani. Znowu. A było tak spokojnie. Przemknęło jej przez głowę. Potwory pożerały kolejnych krzyczących ludzi, a inni usiłowali ich ratować. Najczęściej bezskutecznie. Te konie, które jeszcze nie były w stajniach, biegały, spłoszone ogólnym chaosem. Jej koń rżał jak opętany wyrywając się w stronę kobiety w czerni. Zobaczyła, że jeden z potworów trzyma nieprzytomnego Erena. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.
W ostatniej chwili dotarła do tytana i odcięła mu dłoń, w której trzymał chłopaka, ale kiedy wbiegała po jego ramieniu, złapał ją za pelerynę zdrową dłonią. Szarpała się przez moment, ale zobaczyła, że to nic nie da, więc rozpięła guzik, który przytrzymywał materiał. Wylądowała i potrząsnęła włosami, by nie musieć martwić się o widoczność. Kiedy Levi spojrzał w tamtą stronę, nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Przed nim stał nie kto inny, jak Aki Yuuri.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Da da daaam!
Kto podejrzewał kim jest kobieta w czerni? xd >Ja! Ja! Wybierz mnie!< Zamknij się, głosie w głowie! *stuka się po pustej czaszce* Nom... Już wiadomo co się stało z Aki ^^ W następnym rozdziale wyjaśnię czemu jeszcze żyje, jakim cudem jej włosy zmieniły kolor i o co chodzi z tymi trzema latami :) 
Aksune~

poniedziałek, 15 lutego 2016

Zakazany owoc 1

- Pośpiesz się, Eren! - zawołała młodego Rycerza jego przybrana siostra, Mikasa Ackerman. Ona także była wrażliwa na Moc, w końcu była spokrewniona z jednym z Lordów Ciemnej Strony, ale postanowiła używać jej tylko w ostateczności. Mimo tej decyzji, korzystała z miecza świetlnego.
- Już! - lekko zasępiony, przystojny mężczyzna podniósł się znad ciała towarzysza. Tej nocy zostali zaatakowani przez nocne drapieżniki planety, na której się teraz ukrywali. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia co oni. - Armin, jak duże są straty? - zwrócił się do drobnego, z pozoru słabego fizycznie Jedi, który jednak nadrabiał braki niespotykaną inteligencją i zwinnością. 
- Straciliśmy około sześciu ludzi, ale żaden nie był rycerzem. Zwykli żołnierze. Chociaż tyle dobrego - westchnął cicho niebieskooki. - Poza tym, mamy problem. Niedawno dostałem info, że Imperium nas zwęszyło. Szukają naszej kryjówki. Powinniśmy uważać.
- Cholera - zaklął Eren. - Znowu musimy się przenieść. Mamy jakieś opcje?
- Niewiele. Najlepszą jest... - reszta wypowiedzi Armina utonęła w leśnej gęstwinie.

~*~ ~*~ ~*~

Statek Imperium wylądował na lotnisku jednostki leżącej w środku głuszy. Wyszli z niego przeciętni szturmowcy w białych zbrojach i niski mężczyzna w czarnym płaszczu z kapturem. Szedł pośrodku, przed wszystkimi. Był Lordem Sith'ów. Levi Ackerman był mistrzem w tym co robił. Zajmował się eliminacją tych Jedi, którzy przeżyli. Wrócił właśnie z misji i wyruszał na kolejną. Zatrzymał się po więcej danych.
- Gdzie Erwin? - zimny głos wojownika przeszywał na wskroś wszystkich, tylko nie tą kobietę, która stała przed nim, uśmiechając się dziwnie. Hanji Zoe, tutejsza badaczka. Zajmowała się Mocą, fascynowało ją to. Najbardziej się cieszyła, gdy przywoził jej jakiegoś Jedi albo chociaż jego ciało, by mogła na nim eksperymentować. Niektórzy uważali ją za swego rodzaju wariatkę, ale ona sama mówiła o sobie, cytuję: "Osoba bardzo pochłonięta swoją pasją".
- W swoim gabinecie - odparła wesoło. Czarnowłosy ruszył w stronę wcześniej wspomnianego pomieszczenia. - Zaczekaj! Masz dla mnie jakiegoś?! Masz, prawda?!
- Nie - na tym skończyła się ich rozmowa.
Ackerman gdziekolwiek by nie był, budził strach lub niepokój. Każdy go przy nim odczuwał, łącznie z dowódcami. No... Prawie każdy.
- Co tym razem? - spytał Lord, wchodząc do pomieszczenia i zrzucając kaptur. Usiadł i przyjął papiery, które dał mu Smith.
- Tak jak już pewnie wiesz, ostatnio udało nam się zauważyć małą grupę złożoną z trzech-czterech Jedi i około dziesięciu żołnierzy. Wyglądała na grupę zwiadowczą. Twoim zadaniem będzie znaleźć ich kryjówkę i wyłapać ich, a najlepiej wyeliminować.
- Rozumiem. I masz rację, już to wiem - mężczyzna wstał i nie zważając na wołania blondyna z powrotem założył kaptur i wyszedł z pomieszczenia.

~*~ ~*~ ~*~

Eren, Mikasa, Armin i ich towarzysze dotarli bezpiecznie, cokolwiek by to nie znaczyło, do bazy ,,uciekinierów''. Gdy tylko reszta dowiedziała się, że Imperium za nimi węszy, zawrzało tam jak w ulu. Rozpoczęły się pośpieszne przygotowania do przeniesienia schronienia gdzieś indziej. Aktualnie mieściło się ono w starych, opuszczonych hangarach, porzuconych przez Republikę po zakończeniu wojen klonów. Pakowanie się i zacieranie śladów miało się ku końcowi, kiedy...
- Już tu są! Znaleźli nas! - krzyknęło kilka osób. W oddali można było zobaczyć zbliżający się szybko statek Imperium. ,,Obóz'' ogarnęła panika. Wszyscy wsiadali do statków powietrznych lub po prostu jeszcze szybciej zbierali niezbędne rzeczy.
- Armin! Wspomóż ucieczkę! My z Mikasą opóźnimy ich! - Eren przekrzykiwał ogólną wrzawę i huk silników. Błękitnooki Jedi tylko skinął głową na znak, że rozumie i odbiegł, starając się jak najbardziej skoordynować i uporządkować ewakuację bazy. Pozostała dwójka aktywowała miecze.
- Będzie zabawa - wtrącił zielonooki.
- Nie daj się zabić - rzuciła tylko Mikasa, po czym pobiegła w kierunku przeciwnym niż Eren. Kiedy statek wroga wylądował, wybiegli z niego żołnierze Imperium, atakując tymczasowych mieszkańców hangarów. Skupili swój ogień na wojownikach Jasnej Strony, jednak większość z nich poległa pod naporem mieczy świetlnych. Wokół dało się usłyszeć krzyki umierających, jęki rannych, płacz przerażonych ludzi i nawoływania tych, którzy mieli więcej szczęścia. Bo od tego to wszystko zależało. Od szczęścia, które pozornie nie istniało. Tego dnia niektórzy mieli go mniej i zapłacili za to życiem.
Jedi wirowali w pełnym gracji tańcu śmierci, odbijając pociski i broniąc przyjaciół. Do czasu. W pewnym momencie ze statku wysiadł ktoś jeszcze. Postać, odziana w czarny płaszcz, wyszła powolnym, pewnym krokiem z imperialnego środka transportu. Kiedy Mikasa odbiła jeden z pocisków w jego stronę, szybkim, płynnym ruchem wyjął miecz i odbił go, zabijając jednego z pomocników Jedi.
- Marco! - krzyknął rozpaczliwie Eren. W jego oczach błyszczał gniew i żal. - Ty! - rzucił się w stronę Sith'a i zaatakował go z niezwykłą siłą, ale ten po prostu zrobił unik. Po chwili skrzyżowali miecze. Świetlne klingi błyskały przy każdym spotkaniu. Młodszy chłopak zaczął się wycofywać, krocząc powoli w stronę statków i skupiając się na obronie. W pewnej chwili Levi rzucił się w bok mierząc w niczego nieświadomą Mikasę.
- Nie! - dziewczyna w ostatniej chwili odskoczyła, lądując w startującym statku.
- Eren, skacz! - zawołała go. Chłopak przez kolejne kilka chwil się cofał, broniąc się. Już miał wyskoczyć, ale na ułamek sekundy zdekoncentrował się. Ten moment wystarczył niższemu, żeby przystawić zielonookiemu miecz do gardła. - Eren! - krzyk czarnowłosej przeciął powietrze. W oczach młodej kobiety zebrały się łzy, kiedy bezradnie patrzyła, jak Sith prowadzi jej jedyną rodzinę do statku Imperium.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam w pierwszym rozdziale ,,Zakazanego owocu"! (Ostrzegam, nie do końca ogarniam ,,Star Wars" xd Za wszelkie błędy przepraszam) Dodałam tu Marco! ^^ I od razu go zabiłam... (auć...) Wiem, że przerobiłam (odrobinkę) Armina, no ale on też musi się do czegoś nadać, nie? Nie? *cisza* Nieważne... 
Wiem, że rozdział nie jest idealny, i że pewnie część z Was oczekuje kolejnej części (masło maślane w sosie z masła) czegoś innego, ale nic nie poradzę, mam na to fazę (to mi się przyśniło...) >Aksune jest psychiczna< XD Taaa... 
To do zobaczonka ^^
Aksune~

niedziela, 14 lutego 2016

Coś o yaoi Epilog

 [EDIT: 24.03.2017]

Obudziłem się, leniwie przecierając oczy. Obok mnie leżał Arikawa, tuląc twarz do moich włosów – mruczał coś pod nosem, uśmiechając się przez sen. Obróciłem się w jego uścisku, układając się plecami do niego. W głowie przewijały mi się wspomnienia z naszego wczorajszego… spotkania. Przygryzłem wargę, myśląc intensywnie. „A co, jeśli Arikawa pomyśli sobie, że w końcu go pokochałem? Co ja wtedy zrobię?! Przecież po prostu dałem się ponieść chwili, prawda? Prawda?”
Drgnąłem, gdy usłyszałem przeciągłe ziewanie, które wydał z siebie chłopak, przyciskając mnie do siebie.
– Dzień dobry, Kasuki. – Arikawa westchnął błogo, owiewając swoim ciepłym oddechem moje ucho. Zadrżałem, czując, jak moje ciało pokrywa się gęsią skórką.
– Raczej wieczór – odparłem, przymykając oczy. – Powinniśmy wstać. Spójrz za okno. Ucięliśmy sobie niezłą drzemkę – dodałem, wyplątując się z jego ramion. Usiadłem na łóżku i podniosłem z podłogi pogniecioną bieliznę, która wczoraj została zerwana z mojego ciała. Rumieniec wypełzł na moją twarz, pokrywając ją hańbiącym szkarłatem. Zacisnąłem usta i szybko ją na siebie założyłem, wstając. – Głodny jestem. – Przeciągnąłem się, drapiąc po karku. – Też coś chcesz?
– A nie możesz jeszcze trochę zostać w łóżku? – wyjęczał Arikawa, opierając się na łokciu. – Proszę… – błagał. Chłopak wstał i objął mnie, próbując zaciągnąć z powrotem pod kołdrę. Spiąłem się i wyrwałem z jego uścisku, odchodząc kilka kroków i nie patrząc mu w oczy.
– Posłuchaj… Nie wiem, jak odebrałeś to, co wczoraj między nami zaszło – zacząłem, nerwowo przełykając ślinę – ale wciąż nic do ciebie nie czuję. Lubię cię i tak dalej, ale nie w ten sposób, w jaki byś chciał. – Spuściłem głowę, czując ogarniającą mnie falę wyrzutów sumienia. – A tak w ogóle… To chciałem przeprosić za to, co powiedziałem w toalecie kilka dni temu. Z naszej dwójki to ja powinienem przynieść ci kwiaty, nie ty mnie. To… To wszystko. – Atmosfera w pokoju nagle zrobiła się niesamowicie ciężka, wręcz przytłaczająca. Arikawa milczał, rzucając mi pełne zawodu spojrzenia. Po kilkunastu dłużących się sekundach zaczął zbierać swoje rzeczy z podłogi i zakładać je, wciąż nic nie mówiąc. Zauważyłem, że lekko drżą mu dłonie.
Odwrócił się do mnie i złożył na moich ustach krótki, ciepły pocałunek, tak bardzo kontrastujący z aurą, która się wokół niego roztaczała.
– Nie zamierzam rezygnować, Kasuki. Mimo wszystko wciąż wierzę, że kiedyś mnie pokochasz. – Arikawa odszedł ode mnie i wyszedł z sypialni. Ja dalej stałem w miejscu, jak wmurowany w posadzkę. Później usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych.

Koniec części pierwszej.        

Coś o yaoi 8

Uwaga!!! Yaoi +18

[EDIT: 24.03.2017]

Siedziałem na niewielkiej rozkładanej kanapie, która stała w mojej sypialni i nerwowo przygryzałem kciuk, wpatrując się w leżący obok mnie telefon. Wewnątrz mnie trwała walka: zadzwonić do Arikawy? nie zadzwonić? co mu powiedzieć, kiedy już odbierze? Na samą myśl o rozmowie z nim mój żołądek zmieniał się w supeł. Jedna część mnie krzyczała wręcz, że powinienem go przeprosić, że nie mam prawa się zastanawiać, tylko natychmiast łapać za komórkę! A druga… Druga szeptała cicho, że nie ma sensu tego robić, w końcu go nie kocham, prawda? A w ten sposób szybciej dam mu do zrozumienia, że nie ma u mnie szans i nie powinien się tak starać.
– A walić to! – syknąłem, chwytając za telefon i odblokowując ekran. Wiedziałem, że jeśli nie zadzwonię do niego teraz, to nie zadzwonię do niego nigdy. Wziąłem głęboki wdech i już miałem dotknąć niewielką, zieloną słuchawkę przy nazwie kontaktu „Arikawa”, gdy… ktoś zadzwonił do moich drzwi. – Serio? – jęknąłem, wstając. Wepchnąłem komórkę do tylnej kieszeni spodni i wstałem, wlokąc się na korytarz.
Natręt raz za razem naciskał nieszczęsny dzwonek, popędzając mnie. Niechętnie przyśpieszyłem kroku. Zirytowany zacząłem walczyć z wiecznie zacinającym się zamkiem, przy akompaniamencie ciągłego brzęczenia.
– Już, już! Proszę poczekać! – wycedziłem, w końcu pokonując niewdzięczną zasuwę i ciągnąc za klamkę. – Dlaczego tak natarczywie? Przecież zaraz bym… – zaciąłem się w pół zdania, z niedowierzaniem patrząc na delikwenta, który stał przede mną z bukietem czerwonych róż w dłoniach i równie czerwonym rumieńcem, zdobiącym jego policzki. – A-arikawa?
– Cześć, Kasuki. – Arikawa odchrząknął cicho, prostując się i patrząc mi w oczy. – Chciałbym cię przeprosić. Wiem, że ci się narzucam, ale… Kocham cię i ciężko mi patrzeć, jak obracasz się za jakąś laską… Zwłaszcza, że jestem facetem! więc nie jestem w stanie dać ci tego, co kobieta…
– To z Anną jest już nieaktualne, jeśli o to ci chodzi. – Przerwałem mu. – Ma chłopaka, więc nie ma o czym mówić.
– Naprawdę? – W oczach Arikawy zabłysły małe ogniki. – To dobrze!-- Znaczy-- – Chłopak zarumienił się jeszcze bardziej, zacinając się. – To dla ciebie. – Delikatnie podał mi bukiet, na który spojrzałem, zdezorientowany.
– Eee… Dziękuję – odparłem, biorąc róże. – Wejdź.
Drzwi zamknęły się za Arikawą, który stanął przede mną, drapiąc się po karku. W tamtej chwili zrobiło mi się go trochę żal – w końcu osoba, którą darzy uczuciem, tego uczucia nie odwzajemnia. Podszedłem do niego i cmoknąłem go w policzek, po czym szybko się odsunąłem, kryjąc rumieniec za wiązanką.
– Poczekaj na mnie w sypialni, zrobię nam coś do picia – powiedziałem, idąc do kuchni. – Chcesz kawę, czy herbatę? – Odłożyłem kwiaty na blat i odwróciłem się, by otworzyć szafkę. Gdy sięgałem po puszkę z moją ulubioną herbatą, poczułem ramię obejmujące mnie w talii i palce splatające się z moimi. – Co? Co ty--
– Wybacz. – Zadrżałem, gdy ciepły oddech chłopaka owiał moje ucho. – Ale nie umiem się powstrzymać, kiedy jesteś tak blisko. – Lekko popękane wargi Arikawy spoczęły na mojej szyi, znacząc ją delikatnymi pocałunkami. Miałem wrażenie, że moja cała twarz płonie z zawstydzenia. – Nawet kark masz czerwony. Urocze. – Arikawa zaśmiał się cicho, ciaśniej mnie obejmując i nie przestając obcałowywać mojej skóry.
– Ach! – Jęk sam wyrwał się z moich ust, gdy poczułem długie palce, wsuwające się pod moją koszulkę i drażniące mój brzuch. Oparłem się o plecami o tors stojącego za mną chłopaka, odchylając głowę do tyłu. Przymknąłem oczy, czując powoli rozpalające mnie gorąco. Zaskomlałem cicho, ze zdziwieniem przyjmując zawód, który mnie ogarnął, kiedy Arikawa przestał mnie dotykać.
– Przestanę, przepraszam. – Moje ciało zareagowało niemal samoistnie, czując odsuwającego się ode mnie mężczyznę. Zacisnąłem dłoń na jego nadgarstku i, przeklinając własną głupotę, z powrotem przyciągając go do siebie.
– Nie musisz – wyszeptałem, na nowo splatając ze sobą nasze palce. – Ale nie róbmy tego tutaj. Chodźmy do łóżka.
~*~ ~*~ ~*~
Mój oddech przyśpieszał, a myśli stawały się niejednolite. Wszystko za sprawą dotyku jednego mężczyzny, który z namaszczeniem kreślił językiem mokre kółka na moim sutku, jednocześnie pieszcząc mojego nabrzmiałego z podniecenia penisa. Ze wszystkich sił starałem się nie jęknąć, by zachować resztki godności – co nie przynosiło do końca takiego skutku, jakiego bym oczekiwał.
– Arikawa~ – wymruczałem, gdy chłopak ułożył sobie moje nogi na ramionach i złożył kilka namiętnych pocałunków na moich udach, wtulając w nie twarz.
– Kocham cię, Kasuki – powiedział, przymykając oczy. Patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami i próbowałem uspokoić pulsującego niecierpliwie członka. Po chwili zacisnąłem palce moich stóp i gwałtownie odrzuciłem głowę w tył, czując zamykające się na mnie ciepłe, mokre wnętrze ust Arikawy. Drżałem pod wpływem jego ruchów, nie wiedząc, co począć z rękami. Raz po raz zaciskałem je na prześcieradle albo zakrywałem nimi usta, by zatamować rzekę zawstydzających dźwięków.
Westchnąłem głęboko, gdy chłopak odsunął się ode mnie, uspokajając oddech. Wtedy wplotłem palce w jego włosy i zacisnąłem je lekko, ściągając na siebie jego pytające spojrzenie.
– Zamierzamy… Pójść… Na całość? – wysapałem, z trudem łapiąc oddech.
– Jeśli mi pozwolisz – odparł Arikawa, na nowo zwracając swoją uwagę na przestrzeń pomiędzy moimi nogami, tyle że tym razem pochylił się nad trochę inną częścią mojego ciała.
– A! – wyrwało mi się, gdy gorący język spotkał się z moim odbytem. – N-nie tam! Co ty robisz? Ach~ – Przestałem protestować, kiedy mięsień wsunął się we mnie, rozciągając moje wejście.
Pot spływał po mojej twarzy, a ja wiłem się pod Arikawą, porzucając resztki zamglonej rozkoszą dumy. W pewnej chwili krzyknąłem, czując nacisk na moją prostatę. Orgazm zbliżał się do mnie wielkimi krokami. Walczyłem z chęcią dotknięcia się i skończenia tu i teraz. Już zaraz… Już prawie…
– Czemu przestałeś? – wyjęczałem, patrząc na Arikawę z wyrzutem. Moja erekcja boleśnie domagała się uwagi, a odbyt pulsował, nieprzyzwyczajony do tego typu pieszczot.
– Masz jakąś oliwkę? – Chłopak zignorował moje pytanie, pochylając się nade mną i patrząc mi uważnie w oczy.
– W łazience powinna jakaś być. Na górnej półce w szafce – wymamrotałem, zahipnotyzowany przez piękne tęczówki.
– Okay. – Arikawa cmoknął mnie w czoło i wstał, prawdopodobnie po to, by przynieść oliwkę.
Leżałem bezwładnie na łóżku, dysząc. Przygotowywałem się mentalnie na to, co za chwilę miało się stać. „Będę uprawiać seks z facetem. Będę uprawiać seks. Z facetem. Z facetem!” Zanim na dobre zdążyłem spanikować, Arikawa wrócił do sypialni i zawisł nade mną, ponownie moszcząc się między moimi nogami. Pocałował mnie, odwracając moją uwagę od chłodnej oliwki, którą wylał mi na wejście. Śliski palec wsunął się we mnie, przywitany przez odruchowo zaciśnięte mięśnie.
– Nie pamiętasz? Musisz się rozluźnić… – Głęboki głos Arikawy uspokajał mnie w nieznacznym stopniu, kojąc moje postrzępione przez stres nerwy.
– Spróbuję – mruknąłem, marszcząc brwi. To uczucie wypełnienia było… dziwne i w jakiś sposób upokarzające. Mimo to, starałem się skupiać na nie spinaniu się, by zmniejszyć swój dyskomfort i ułatwić Arikawie zadanie.
Po kilku dłużących się minutach rozciągały mnie już trzy palce. Oliwka w znacznym stopniu niwelowała ból, a pocałunki pieszczącego mnie chłopaka odbierały oddech. Rumieniec na mojej twarzy rozlał mi się na szyję i dekolt, kontrastując z resztą mojej bladej skóry.
– Myślę, że wystarczy. – Arikawa wysunął ze mnie palce i otarł się o mnie swoim członkiem, który zdążył już pokryć olejkiem. – Gotowy? – Niepewnie kiwnąłem głową, zaciskając oczy. Znów poczułem nacisk na swoje wejście, które zaraz miało przyjąć mężczyznę. Syknąłem cicho, gdy Arikawa mnie wypełnił. Przymknąłem oczy, a on objął mnie w pasie i wtulił nos w moją szyję, składając na niej czule pocałunki. Powoli poruszył biodrami, znowu i znowu wchodząc z moje drżące ciało. Było mi ciepło, kolejne fale gorąca uderzały mnie w rytm pchnięć chłopaka. Jęczałem cicho, zaciskając palce na poduszce, na której leżałem.
Wszystko stopniowo nabierało tempa. Arikawa mocniej przycisnął mnie do siebie, a ja, zamroczony podnieceniem, chwyciłem jego nadgarstek i naprowadziłem jego rękę na mojego penisa, którego natychmiast objął, pieszcząc go równie szybko, jak poruszał się we mnie.
Ponownie poczułem nadchodzący orgazm, zaciskający się w moim podbrzuszu i rozkosznie sunący w stronę mojego krocza. Wydawszy z siebie finalny, długi okrzyk rozkoszy, zacisnąłem się na Arikawie, dochodząc. Na krótko po tym poczułem rozlewającą się we mnie gorącą, lepką ciecz. Chłopak opadł na mnie, opierając swoje spocone czoło o moje, równie mokre co jego. Dyszeliśmy tak przez chwilę, odzyskując zmysły.
Ciepłe usta Arikawy delikatnie musnęły moje, jak gdyby wieńcząc to, co przez chwilą zdarzyło się w mojej sypialni. Spiąłem się, czując leniwy ruch w środku mnie i rozluźniłem się, gdy znów byłem pusty. Drżałem jeszcze mocniej niż przedtem, brudny od potu i spermy, ale – co zaskakujące – przyjemnie spełniony.
– Mógłbyś… zanieść mnie do łazienki? – spytałem cicho, uchylając powieki. – Chciałbym wziąć prysznic, a nie jestem pewien, czy będę w stanie tam dotrzeć o własnych siłach. – Arikawa skinął głową, po czym wziął mnie na ręce i złożył ciepły pocałunek na czubku mojej głowy. Obaj zniknęliśmy za drzwiami łazienki, z której dało się usłyszeć cichy szum płynącej wody.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Coś o yaoi 7


[EDIT: 15.02.2017]

– Ratujesz mi życie. – Uśmiechnąłem się, patrząc na mijane przez nas budynki. Gdy Anna dowiedziała się, co mi się dziś przydarzyło, zaproponowała, że mnie podwiezie. Akurat była w stojącym niedaleko przystanku supermarkecie – i dzięki Bogu. Gdyby nie to, przegapiłbym zajęcia, a dzisiaj było ostatnie powtórzenie przed sesją, którą profesor zapowiedział na przyszły tydzień.
– Nie ma sprawy – odparła Anna, zmieniając bieg. – Tak swoją drogą, to cieszę się, że na ciebie wpadłam. Chciałam cię o coś zapytać, a nie mogłam się do ciebie dobić. Padła ci komórka, czy co?
– Nie do końca… Schowałem ją w szufladzie. Usiłowałem się uczyć, a ktoś, o kim nie bardzo chcę teraz rozmawiać, cały czas do mnie wydzwaniał…
– Dziewczyna? – „Chciałbym…” – Rozumiem, nie chcesz o tym gadać. Ale pamiętaj, jak będziesz chciał, to zawsze możesz się ze mną skontaktować – dodała Anna, widząc moją skwaszoną minę. – Mam pomysł.
– Jaki?
– Może przyszedłbyś do mnie na noc? Ot tak, żeby poprawić sobie humor. – „Do niej? Na noc?” Zarumieniłem się, próbując odgonić zbereźne myśli. – Nie po to, głupku! – Zaśmiała się blondynka. – Chodziło o taki przyjacielski wieczór, wiesz, jakieś filmy, obżeranie się słodyczami, gry… Chyba że ni chcesz, nie zmuszam.
– Pewnie, że chcę! – krzyknąłem, po chwili paląc jeszcze większego buraka. – O której mogę przyjść? I na jaki adres?
– Możesz przyjść kiedy chcesz, ale po siedemnastej, bo wracam do domu jakieś pół godziny wcześniej. Przynieś przekąski, alkohol też możesz. Adres wyślę ci SMS-em.
– Jasne, nie ma sprawy – powiedziałem, znów się uśmiechając. Odtańczyłem mentalny taniec radości i poprawiłem zsuwający mi się z kolan plecak. To mógł być naprawdę dobry dzień.
~*~ ~*~ ~*~
Stanąłem pod białymi drzwiami ze złotym numerkiem siedem. Nerwowo przełknąłem ślinę i nieśmiało zapukałem, ściskając w dłoni siatki z jedzeniem i piciem. Usłyszałem ciche kroki i szczęk zamka, a po chwili ujrzałem Annę, ubraną w uroczą, szaro-różową pidżamkę.
– Hej – powiedziałem.
– Hej. Wejdź, śmiało. – Dziewczyna odsunęła się, robiąc mi przejście. Wszedłem do środka, zsuwając z nóg buty. – Co tam masz? – Blondynka wskazała na trzymane przeze mnie reklamówki.
– Jakieś żelki, czekolady, chipsy… Piwo też.
– Super. Idź wziąć prysznic i się przebierz, a ja wszystko poustawiam. – Anna wzięła ode mnie siatki, popychając mnie w stronę łazienki – a przynajmniej pomieszczenia, które chyba było łazienką.
– Czemu mam się myć tak wcześnie? – spytałem zdziwiony.
– Bo później padniesz na pysk i nie wstaniesz. Ty przyniosłeś piwo, ja też mam jakiś alkohol w barku, a położyć się położymy późno. Więc już nie marudź, tylko idź.
– Dobra, dobra… – powiedziałem, uśmiechając się pod nosem. Wszedłem do łazienki i zakluczyłem się w środku. Odłożyłem torbę z moimi rzeczami i zacząłem się rozbierać.
Po kilku minutach byłem już w kabinie i próbowałem ustawić temperaturę wody. Cały czas robiła się albo ciepła, albo lodowata – tak na zmianę. Gdy w końcu mi się to udało, westchnąłem z ulgą i wziąłem do ręki mydło. „Cieszę się, że ją poznałem” – pomyślałem, spłukując mydliny. Oparłem się o ścianę i odgarnąłem mokre włosy z czoła. W pewnym momencie przeszła mi przez głowę myśl: „Co u Arikawy?”. Zwiesiłem głowę, marszcząc brwi. „Pewnie nic mu nie jest. Dramatyzuję.”
Wyszedłem spod prysznica i zadrżałem, czując panujący w łazience chłód. Schyliłem się, sięgając po leżący w torbie ręcznik, którym szybko się okryłem, próbując ochronić się przed zimnem. Wydobyłem z niej również pidżamę, którą odłożyłem na stojącą w kącie szafkę.
Gdy już się wytarłem i ubrałem, wyszedłem na korytarz, wołając Annę. Dziewczyna wyszła z salonu, po czym chwyciła mnie za nadgarstek i wciągnęła z powrotem do pomieszczenia.
– Pora na prawdziwą zabawę! – oświadczyła, podając mi miskę z kupionymi przeze mnie chipsami i chwytając za pilota. – Co powiesz na maraton horrorów?
~*~ ~*~ ~*~
– Rano byłeś strasznie przybity… – wymamrotała blondynka, powoli sącząc piwo. – Co się stało? Mi możesz powiedzieć. – Zacisnąłem zęby, milcząc. – Problemy w związku? Ja też je mam. Mój chłopak ma ostatnio masę roboty, więc rzadko się widujemy… – Moje serce stanęło. „Jej… chłopak?” Poczułem zbierające się w oczach łzy, które szybko odgoniłem. „Może zwierzenie się jej nie jest takim złym pomysłem? W końcu – co mam do stracenia? Moja już nie będzie.”
– Widzisz… Mam przyjaciela. Dobrego przyjaciela. Pewnego dnia się razem upiliśmy i on mi wyznał, że się we mnie zakochał, do tego wciągnął w związek i teraz…
– Zakochał? – Annie zaświeciły się oczy.
– T-tak. No i ostatnio się pokłóciliśmy o… o ciebie. Stwierdził, że mnie mu zabierzesz. – Schowałem twarz w dłoniach. – Nie chcę go ranić, ale go nie kocham. Do tego powiedziałem mu kilka przykrych rzeczy… I co ja teraz zrobię?
– Musisz z nim na spokojnie porozmawiać. Idź z nim gdzieś, przeproś go. Tego typu problemy nie znikają tak po prostu. – Anna położyła mi dłoń na ramieniu. – Nie czekaj na cud, bo on nie nadejdzie.
– Dzięki. – Uśmiechnąłem się krzywo. – Może masz rację?
Na pewno mam rację, Kasuki. A teraz – rozchmurz się! Musisz mnie jeszcze pokonać w wyścigu. – Dziewczyna uniosła kontroler. – Tym razem dam ci fory.
– Orz ty! – Szturchnąłem ją, wygodniej układając się na stosie poduszek i koców. Gdy wyrzuciłem to wszystko z siebie, poczułem się lepiej. „Niedługo postaram się porozmawiać z Arikawą… Muszę go przeprosić!” – pomyślałem, wciskając czerwony guzik „start”.

Do edycji został mi już tylko jeden rozdział i epilog (spokojnie, zachowam lemona). Mam nadzieję, że nowa odsłona tej historii nie odrzuca Was, a wręcz przeciwnie ^^ Mnie dużo bardziej się podoba :')