niedziela, 25 września 2016

Zmiana planów

Niestety, nie jestem w stanie nadążyć. Druga klasa gimnazjum naprawdę wykańcza. Przez cztery najbliższe dni będę miała pięć kartkówek i dwa sprawdziany. Nauczyciele nie mają litości ;-; Wątpię, że uda mi się zachować regularność aktualizacji. Jutro post raczej się nie pojawi - zwyczajnie się nie wyrobiłam. Jednak postaram się go wstawić do końca przyszłego tygodnia (nic nie mogę obiecać).
Podsumowując - zasada "aktualizacja w poniedziałek" przestaje działać. Może kiedyś ją przywrócę, ale jak na razie nastawcie się na mniej rozdziałów. 
Aksune~

poniedziałek, 12 września 2016

Drobny problem...

Niestety z ankietą coś jest nie tak i tekst opcji nie jest widoczny. Na szczęście wystarczy, że zaznaczycie treść odpowiedzi. Wtedy można je normalnie przeczytać. Przepraszam za utrudnienia. Postaram się coś z tym zrobić.
Post dotyczący szczegółów odpowiedzi jeden, dwa, trzy lub cztery pojawi się, gdy któraś z nich zostanie wybrana na rocznicowe opowiadanie.
Rozdziały od teraz będą dodawane co dwa tygodnie w poniedziałki. Nie częściej, nie rzadziej. Za tę niedogodność również przepraszam ;-; To po prostu... Szkoła. Dopiero drugi tydzień, a ja już mam zapierdziel. Mówi się trudno.
Miłego dnia/nocy
Aksune~

Rocznica i podsumowanie! ^^


Witajcie! <3
Dziś rocznica założenia tego bloga! :D Co wy na to, żeby co roku robić takie małe podsumowanie? Ja jestem za! ^^
Tak więc zacznijmy wyliczankę!

W tym roku odwiedziliście mnie 855 razy!
Zostawiliście 4 komentarze! (Niestety tak mało ;-;)
Bloga wyświetliły osoby z 13 krajów! (Wow 0.0)
Wstawiłam 47 postów, w tym 39 rozdziałów i 8 notek informacyjnych (łącznie z tą oczywiście)!
Serdecznie Wam dziękuję za czytanie tego bloga! :*

Co powiecie na rocznicowego shot'a albo krótkie/długie opowiadanie? :) Jeśli jakiś pomysł wskoczy mi do głowy, to w najbliższym czasie coś takiego powinno się pojawić! :D
Tymczasem ja się żegnam i przesyłam dużo cukru i miłości! (Coś czuję, że ciut nadużyłam wykrzyknika... ^^')
Miłego dnia/nocy
Aksune~
PS. Planuję zrobić małą ankietę dotyczącą tematyki rocznicowego opowiadanka. Proszę o głosy! :)

poniedziałek, 5 września 2016

Szaleństwa rzeczywistości

Nazywała się Sylwia. Była normalną, szczęśliwą osiemnastolatką. Jej życie – zwyczajne do bólu: kochająca rodzina, liceum, spotkania ze znajomymi i chłopakiem, zakuwanie do testów... Oczywiście - do czasu. Zapewne po takim wstępie spodziewacie się tandetnego opowiadania z Mary Sue i jej haremem na pierwszym planie. Cóż, czeka nas zupełnie inna historia...

* * *

Tak jak zawsze przed snem, sięgnęłam po książkę. Lektura mnie odprężała i ułatwiała zaśnięcie. Po pół godzinie eksploatacji podziemnej krypty z główną bohaterką dzieła, do mojego pokoju wszedł tata, zgasił światło i oświadczył, że mam iść spać, bo jutro nie wstanę. „On chyba nie chce dopuścić do siebie myśli, że jestem pełnoletnia” – pomyślałam, uśmiechając się pobłażliwie. Z westchnieniem zapaliłam lampkę, odłożyłam opasłe, stosunkowo nowe i niezniszczone tomiszcze na stoliczek stojący przy łóżku, po czym wstałam z zamiarem otworzenia okna. Pomimo tego, że czerwiec dopiero się zaczynał, już było gorąco, więc musiałam to robić, by się nie ugotować.
Spokojnie wróciłam do łóżka i zdjęłam okulary, kładąc je obok książki. Ułożyłam się na łóżku i przykryłam niebieskim, miękkim kocem. Zaczynało ogarniać mnie znużenie. Zgasiłam lampkę i cicho ziewnęłam. Przez jakiś czas kręciłam się z boku na bok, ale w końcu udało mi się odpłynąć do świata marzeń sennych.

* * *

Z krzykiem otworzyłam oczy i gwałtownie usiadłam. W głowie nadal miałam mglisty obraz twarzy z mojego koszmaru. Była przerażająca. Wyłupiaste, przekrwione oczy, poznaczona wieloma bliznami twarz, zalane świeżą krwią ubranie… I ten uśmiech, straszny uśmiech, ukazujący napsute zęby.
Otrząsnęłam się z szoku, gdy poczułam na ramieniu dłoń. Spojrzałam na jej właścicielkę – przysadzistą kobietę w średnim wieku, ubraną jak pielęgniarka. „Moment… Pielęgniarka?” Nie rozumiałam co się działo. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Wszędzie było biało, a lampy wiszące na suficie raziły oczy. Pomimo rozmazanego obrazu udało mi się dojrzeć stojące pod ścianą oszklone, jasnoniebieskie szafki, w których najpewniej znajdowały się leki i przedmioty takie jak bandaże. Obok łóżka, na którym siedziałam, było drugie, takie same, tylko puste. Gdy spojrzałam na stolik po mojej prawej stronie, ujrzałam bukiet starych, czerwonych róż, chylących swoje uschnięte główki ku ziemi.
– Przepraszam panią – zwróciłam się do trzymającej mnie kobiety – co ja tu robię?
 Szatynka przez chwilę mierzyła mnie zdziwionym wzrokiem, po czym odparła:
– To pani nie pamięta? – zaczęła niepewnie. – Jako jedyna przeżyła pani napad na pański dom. Właśnie wybudziła się pani ze śpiączki. – Odłożyła mnie na poduszki, a ja poczułam, że strach oraz niepewność ściskają mi gardło.
– Ile spałam? – spytałam, przerywając ciszę.
– Trzy lata – odparła pielęgniarka. – Pójdę po doktora! Proszę się nie ruszać! – dodała, po czym pośpiesznie wyszła z sali.
– Trzy lata – wyszeptałam. – Czyli mam już dwadzieścia jeden lat? – Niedowierzanie, szok i ból wybrzmiały w moim głosie. – Ale zaraz! Jako jedyna przeżyłam…? – Uświadomiłam sobie, że moja rodzina już nie żyła. Nie powstrzymałam łez, które napłynęły mi do oczu, pozwalając im swobodnie płynąć. „Jestem sama… Zupełnie sama” – pomyślałam, gdy lekarz i znana mi już kobieta weszli do sali. Otarłam twarz wierzchem dłoni i, starając się uspokoić, dałam się przebadać.

* * *

– Czyli twierdzi pani, że nie pamięta dnia morderstwa? – Policjant z zeszytem w ręku wszystko skrzętnie notował.
– Tak.
– I że potrafi pani jedynie opisać twarz napastnika?
– Zgadza się – odparłam. Po kolejnych kilku pytaniach, w tym jednym o szczegóły wyglądu mordercy, siedzący naprzeciwko mnie mężczyzna zatrzasnął swój notatnik, schował długopis do kieszeni granatowej kurtki i mruknął:
– Interesujące… Dziękuję za rozmowę. Pani przebudzenie może dostarczyć wielu nowych wskazówek. – Funkcjonariusz uścisnął moją dłoń. – Proszę się w spokoju kurować. – Uśmiechnął się i wyszedł. Zdążyłam tylko usłyszeć zamykające się drzwi do mojej nowej kawalerki, którą kupiłam za pieniądze, które zostały mi po rodzicach.
Z westchnieniem przesiadłam się na kanapę i schowałam twarz w dłoniach. Psycholog powiedział, że mam depresję, i że mam się nie martwić, bo z tego w końcu wyjdę. Nie musiał mi tego uświadamiać. Ja to wiem. Prawie nie jem, nie śpię. Okropnie schudłam, a pod oczami mam ogromne, fioletowe wory. Do tego cały czas beznadziejnie się czuję.
– To oczywiste, że mam depresję! – warknęłam.
Na małym regale naprzeciwko kanapy stało zdjęcie. Przedstawiało pięcioosobową, szczęśliwą rodzinę – moją rodzinę. Na pierwszym planie stałam ja i mój młodszy o cztery lata brat, a za nami rodzice. Ich dłonie były na naszych ramionach, a mama trzymała pod rękę naszą opierającą się na kuli, osiemdziesięciopięcioletnią babcię. Wszyscy szczerzyliśmy się jak głupi. Patrzyłam na ten tkliwy obrazek i czułam, że coraz bardziej ściska mi się serce. Tęskniłam za nimi. Tak strasznie za nimi tęskniłam. Dlaczego akurat oni?! Dlaczego?!
– Dlaczego?! – mój krzyk rozniósł się echem po małym mieszkaniu, a po policzkach spłynęły mi pierwsze łzy. Od mojego przebudzenia minął już prawie miesiąc, a ja dalej tkwię w miejscu. Nie jestem w stanie się pozbierać. To tak strasznie boli… Chlipnęłam i skuliłam się w kłębek na kanapie. Rozpłakałam się na dobre. Nie wiem ile tak leżałam, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że w pewnym momencie usłyszałam trzask, jakby ktoś tłukł szkło.
Zerwałam się na równe nogi i rozejrzałam. Co prawda niewiele to dało, bo przez łzy i mokre okulary nic nie widziałam. Prędko zsunęłam oprawki z uszu i otarłam oczy, po czym zaczęłam szybko czyścić szkła. Gdy założyłam je z powrotem, usłyszałam kroki. Tup, tup, tup… Robiły się coraz wyraźniejsze, zbliżały się. Zamarłam. Doszło do mnie skrzypienie otwieranych drzwi. Powoli się odwróciłam i poczułam, że moje serce się zatrzymało. O framugę opierał się mężczyzna z tamtego dnia. Krzyknęłam, a jego twarz rozciągnęła się w grymasie przypominającym krzywą, groteskową karykaturę uśmiechu. Zaczęłam się cofać, byłam blada jak ściana. Wyglądał jeszcze straszniej niż go zapamiętałam. Długi, ostry, jeszcze nie splamiony krwią nóż w jego dłoni, pogniecione, brudne ubrania, wytrzeszczone oczy. Zachichotał, powoli się do mnie zbliżając.
– Kto by pomyślał… Przeżyłaś. Jakim cudem cię nie zabiłem? – Śmiech tego zwyrodnialca rozniósł się po pomieszczeniu. – Nie mam pojęcia. A ty? Wiesz? – Zaczęłam drżeć i coraz szybciej się cofać. Zatrzymałam się, gdy trafiłam plecami na szafę. – Nie, nie wiesz… Nie pamiętasz, tak? Dobre! Widziałem przez okno jak rozmawiasz z tym policjantem… Nie martw się, on z nikim się już tym nie podzieli! Ty z resztą też!
Po raz kolejny tego dnia poczułam ciepłe łzy, płynące mi po twarzy. „Nie chcę umierać!” – rozpaczliwa myśl przemknęła mi przez głowę. Przerażający mężczyzna podchodził bliżej i bliżej, a ostrze, które trzymał w ręku błyszczało złowrogo w świetle lampy.
– Jak chcesz zginąć!? Wypatroszenie żywcem? Spalenie? Może kolumbijski krawat? [1] Co wolisz!? – był już na tyle blisko, że niemal czułam jego cuchnący oddech na twarzy. W desperackiej próbie obrony zaczęłam go kopać, bić i drapać. Gdy przeryłam mu twarz paznokciami zawył z bólu, po czym złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie swoimi przepełnionymi coraz większą żądzą mordu oczami.
– Wiesz co!? Po prostu cię zabiję! – znów zachichotał, po czym wzniósł swój nóż i zatopił go w mojej klatce piersiowej. Z mojego gardła wydobył się krzyk, który z każdym kolejnym pchnięciem psychopaty stopniowo zmieniał się w chrapliwe rzężenie. Osunęłam się na ziemię, znacząc ją krwią. Powoli osuwałam się w ciemność. Ostatnie co zobaczyłam, to zakrwawione ostrze, zbliżające się do mojego oka.

* * *

Krzyknęłam, zrywając się z łóżka. Do mojego pokoju przez lekko odsłonięte okna wpadało światło dnia. Byłam zdyszana i spocona do tego stopnia, że moja pidżama kleiła mi się do ciała. Zadrżałam na wspomnienie czegoś, co wydawało się być snem. Kolejnym przerażającym koszmarem, opowiadającym historię o utracie rodziny i ujawniającym wizję mojej własnej śmierci.
Do pokoju wpadła mama i podeszła do mnie zaniepokojona.
– Wszystko w porządku skarbie? – widziałam troskę w jej oczach. „Ona żyje… Ona żyje!” Zachlipałam cicho i mocno ją przytuliłam.
– Tak mamo. To tylko zły sen – lekko się uśmiechnęłam i uścisnęłam ją mocniej. „Właśnie…! To był tylko sen! Tylko sen…”

* * *

Sylwia, przeżywając chwilę ulgi po wybudzeniu się ze strasznego koszmaru, nie zauważyła, że ktoś ją obserwował. Między gałęziami drzewa rosnącego w ogrodzie przy domu dziewczyny, siedziała zakapturzona postać, której twarz wykrzywiał grymas przypominający krzywą, groteskową karykaturę uśmiechu…


[1] Kolumbijski krawat – tortura pochodząca z Kolumbii. Polega na takim podcięciu gardła, aby zrobić otwór, przez który przeciąga się język, tak by wystawał on z otwartej rany. Ofiara umiera, dławiąc i dusząc się własną krwią. To jedna z najbrutalniejszych i najokrutniejszych metod uśmiercania.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Hejka!
Co sądzicie o moim nowym one-shot'cie? Strasznie się przy nim napracowałam, to on spowodował to opóźnienie ^^' Jeszcze raz za nie przepraszam! Mam nadzieję, że to, co właśnie przeczytaliście, odkupi moje winy xD 
Poważnie się zastanawiam nad wstawianiem rozdziałów co dwa tygodnie. Decyzja jeszcze nie zapadła, więc jeśli kogoś to zmartwiło - spokojnie!
Miłego dnia/nocy
Aksune~ 
PS. Zgadnijcie, co wypada za tydzień! ^^ Kto zgadnie? Kto? (Podpowiedź - poszperajcie troszkę na moim blogu, to się dowiecie :D Chyba, że się Wam nie chce, wtedy po prostu poczekajcie xD)