Hej! ^^
W ten poniedziałek post się nie pojawi. Wybaczcie - nie wyrabiam ;-; Przygotowania do szkoły, ostatnie wizyty rodziny i zakuwanie do sprawdzianów... Tak. Mam się uczyć do sprawdzianów, które będą na początku roku. W wakacje. W związku z tym rozdział będzie albo dopiero w następny poniedziałek, albo pojawi się w środku/pod koniec tygodnia. Jeszcze raz przepraszam ;-;
Miłego dnia/nocy
Aksune~
niedziela, 28 sierpnia 2016
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Przemyślenia mordercy
Zakapturzona postać szła ulicą, nucąc. Było ciemno, dookoła świeciły nieliczne latarnie. W kieszeni spodni przechodnia upchany był pęk kluczy, w drugiej znajdował się telefon.
Chwila. Błysk noża, cios, krzyk, upadająca teczka i podążające za nią ciało. Twarz z na wieki w niej wykutym przerażeniem. Piękna czerwień rozpływająca się po ulicy.
Nóż wyczyszczony z krwi chusteczką higieniczną, po użyciu dokładnie schowaną w koszu. Klik! Długopis, mały zeszyt. Szelest kartek i kolejne skreślone zdjęcie.
Ten one-shot powstał wieczorem w napadzie weny. Krótki - wiem, ale mam nadzieję, że się spodobał :) Nie pytajcie się, co mam w głowie, że napisałam coś takiego xD Ja mogę tylko powiedzieć, że takie rzeczy się dzieją, jak mój mózg ma za dużo czasu do myślenia ;-; A że ostatnio kupiłam sobie zajebiaszczy nowy notesiko-zeszyt, to teraz moją wyobraźnię nosi xD
Miłego dnia/nocy
Aksune~
PS. A oto mój notesiko-zeszyt:
Okładkę zrobiłam sama ^^ Ten powieszony króliczek jest słodki, co nie? ^^ >;-;<
Muszę stwarzać pozory normalności. Nie powinni się zorientować. Nie mogą.
Zza rogu pobliskiego budynku wyszedł mężczyzna w średnim wieku. Prawdopodobnie wracał z pracy do rodziny. Do domu. Takich jak on jest wiele.
Jeszcze nie teraz.
Czy społeczeństwo odczuje jego brak?Chwila. Błysk noża, cios, krzyk, upadająca teczka i podążające za nią ciało. Twarz z na wieki w niej wykutym przerażeniem. Piękna czerwień rozpływająca się po ulicy.
Muszę przestać! Bo przejrzą na oczy!
Szybkie oddalenie się od zwłok. Tup, tup, tup... Bieg. Przyśpieszony oddech.
Więc czemu wciąż to robię?
Powrót do budynku nazywanego domem. ,,Wieczorny spacer". Kolejna wymówka używana do zmylenia rodziców. Krótka podróż po schodach. Znów w pokoju. Trzask drzwi. Już jest bezpiecznie.Nóż wyczyszczony z krwi chusteczką higieniczną, po użyciu dokładnie schowaną w koszu. Klik! Długopis, mały zeszyt. Szelest kartek i kolejne skreślone zdjęcie.
To co robię podobno jest złe.
Westchnięcie. Klik! Odłożony długopis, zeszyt przysypany stertą innych. Odchylona na krześle zakapturzona postać.
Ale czy żałuję?
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Cześć! ^^Ten one-shot powstał wieczorem w napadzie weny. Krótki - wiem, ale mam nadzieję, że się spodobał :) Nie pytajcie się, co mam w głowie, że napisałam coś takiego xD Ja mogę tylko powiedzieć, że takie rzeczy się dzieją, jak mój mózg ma za dużo czasu do myślenia ;-; A że ostatnio kupiłam sobie zajebiaszczy nowy notesiko-zeszyt, to teraz moją wyobraźnię nosi xD
Miłego dnia/nocy
Aksune~
PS. A oto mój notesiko-zeszyt:
Okładkę zrobiłam sama ^^ Ten powieszony króliczek jest słodki, co nie? ^^ >;-;<
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Ada, Zuzia i tytany
Tekst nie ma na celu urażenia kogokolwiek.
Akt III
Scena 1.
Ada, Zuzia, Erwin, Basia, plebs (reszta Zwiadowców)
(Erwin postanawia uczyć bohaterki obrony przed tytanami)
(pole treningowe)
Basia: (podaje Zuzi sprzęt do trójwymiarowego manewru) Załóż to.
Zuzia: (męczy się z paskami) Kurna... Jak to się...
Basia: (wzdycha i pomaga Zuzi zapiąć paski)
Zuzia: Gdzie z łapami?!
Basia: (*mordercze spojrzenie*) (mamrocze pod nosem) Bachor... (podchodzi do Ady)
Ada: ?
Basia: Załóż to. (podaje jej paski)
Ada: (mierzy je krytycznym spojrzeniem i rzuca je na ziemię) Nie.
Basia: Wkładaj to, ale już!
Ada: Sam sobie włóż!
Basia: Wkładaj! (próbuje na siłę zapiąć paski na ciele wyrywającej się Ady)
Ada: Nie!!! (szarpie się)
Basia: (przestaje) Moment... Gdzie ta druga?
Zuzia: Łiii!!! (chwiejnie leci w stronę drzewa) Gdzie tu są hamulce?! (wpada na drzewo) Au...
Basia: Wracaj tu! (odbiega od Ady)
Zuzia: (otrząsa się i leci dalej) Zostaw mnie!
Ada: (cicho pochlipuje)
Erwin: (podchodzi do Ady) Co się stało?
Ada: Kapral chciał mi włożyć...
Plebs: (gromadzi się na polu i zaczyna mamrotać)
Erwin: Co?! Levi! (biegnie za Basią)
Ada: (dalej chlipie)
Zuzia: (ucieka przed Basią)
Basia: (goni Zuzię)
Erwin: (goni Basię, przy okazji coś pokrzykując)
Basia: (*mordercze spojrzenie*) (mamrocze pod nosem) Bachor... (podchodzi do Ady)
Ada: ?
Basia: Załóż to. (podaje jej paski)
Ada: (mierzy je krytycznym spojrzeniem i rzuca je na ziemię) Nie.
Basia: Wkładaj to, ale już!
Ada: Sam sobie włóż!
Basia: Wkładaj! (próbuje na siłę zapiąć paski na ciele wyrywającej się Ady)
Ada: Nie!!! (szarpie się)
Basia: (przestaje) Moment... Gdzie ta druga?
Zuzia: Łiii!!! (chwiejnie leci w stronę drzewa) Gdzie tu są hamulce?! (wpada na drzewo) Au...
Basia: Wracaj tu! (odbiega od Ady)
Zuzia: (otrząsa się i leci dalej) Zostaw mnie!
Ada: (cicho pochlipuje)
Erwin: (podchodzi do Ady) Co się stało?
Ada: Kapral chciał mi włożyć...
Plebs: (gromadzi się na polu i zaczyna mamrotać)
Erwin: Co?! Levi! (biegnie za Basią)
Ada: (dalej chlipie)
Zuzia: (ucieka przed Basią)
Basia: (goni Zuzię)
Erwin: (goni Basię, przy okazji coś pokrzykując)
Scena 2.
Ada, Zuzia, Erwin, Basia
(gabinet Erwina)
Erwin: (ociera pot z czoła) Co to miało być Levi? Powinieneś je uczyć, a wyszedłeś na pedofila!
Basia: Jakiego pedofila? O czym ty mówisz?!
Erwin: Ta z prawej... (wskazuje na stojącą nieopodal Adę) ...twierdziła, że - cytuję - ,,chciałeś jej włożyć".
Basia: Erwin...
Erwin: ?
Basia: Znajdź im innego nauczyciela. Ja nie wyrabiam psychicznie... (facepalm)
Erwin: (wzdycha) Wyślę je do ośrodka treningowego.
Ada i Zuzia: Co?!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Heja! ^^
Ostatnio staram się dodawać rozdziały regularnie, bo co poniedziałek! Mam nadzieję, że zauważyliście xD Obawiam się jednak, że kiedy zacznie się rok szkolny, to nie będzie już tak kolorowo ;-;
Ten akt jest krótszy niż inne, ale coś wprowadza do fabuły. >Jeśli tak to można nazwać< *ignoruje głosy* Nasze bohaterki potrafią rozbroić nawet Erwina i Basię xD >Nie ignoruj nas! Mnie... Nas?< *dalej je ignoruje* Jak się Wam czytało kolejną część moich wypocin?
Miłego dnia/nocy
Aksune~
Basia: Jakiego pedofila? O czym ty mówisz?!
Erwin: Ta z prawej... (wskazuje na stojącą nieopodal Adę) ...twierdziła, że - cytuję - ,,chciałeś jej włożyć".
Basia: Erwin...
Erwin: ?
Basia: Znajdź im innego nauczyciela. Ja nie wyrabiam psychicznie... (facepalm)
Erwin: (wzdycha) Wyślę je do ośrodka treningowego.
Ada i Zuzia: Co?!
Scena 3.
Erwin, Ada, Zuzia, woźnica (taki wredny)
Ada i Zuzia: (milczą i posyłają Erwinowi mordercze spojrzenia)
Erwin: To dla waszego dobra. Poza tym wprowadzacie chaos do Korpusu.
Ada: Phi!
(powóz podskakuje na wybojach)
Zuzia: O ku*wa! (uderza się w głowę)
Erwin: Jak ty się odzywasz?!
Zuzia: (wzrusza ramionami) Normalnie. Zresztą ty i twoi żołnierze nie lepsi.
Erwin: ...
(powóz staje)
Woźnica: (żuje trawę)
Erwin: Co jest? (wychyla się) Czemu stoimy?!
Woźnica: Droga się skończyła.
Erwin: Jak to się skończyła? Nie ma innej?
Woźnica: Nie ma! To jedyna, a ktoś ją pniem przywalił.
Erwin: (chowa twarz w dłoniach) Dzisiejsi przewoźnicy... Nie dowiozą na miejsce, a płacić karzą!
Woźnica: Panie! Nie moja wina, że pień jest na tej je*anej drodze, tak?! Więc się pan odpie*dol! Wysiadka!
Erwin: (mamrocze coś pod nosem i wysiada)
Ada i Zuzia: (wysiadają i niemal warczą na woźnicę)
Woźnica: (zawraca powóz i odjeżdża)
Ada: A było nie płacić z góry...
Erwin, Ada i Zuzia: (idą w stronę ośrodka treningowego)
Scena 4.
Ada, Zuzia, Erwin, Keith Shadis (wiecie, ten wredny-łysy), plebs
Erwin, Ada i Zuzia: (doczłapują się do ośrodka treningowego)
Ada i Zuzia: (padają na ziemię)
Keith Shadis: (salutuje Erwinowi)
Erwin: (salutuje) Dzień dobry.
Keith Shadis: Dobry. A te dwie to co? (patrzy krytycznie na Adę i Zuzię)
Erwin: Nowe kadetki. Nie radzimy sobie z nimi. Proszę je utemperować.
Keith Shadis: Nie ma problemu.
Erwin: (odchodzi)
Keith Shadis: Wstawać! Bo będziecie biegać do usranej śmierci!
Ada: Ja nie mogę...
Keith Shadis: Co?! A niby czemu gnojówo?!
Ada: Bo ja już umarłam...
Plebs: (patrzy na grupkę ze strachem)
Keith Shadis: Nie pie*dol kadecie! Ruszyć dupy i na pole!
Ada i Zuzia: (wydają z siebie jęki skazańców i powoli wstają)
Zuzia: Pan się tak nie denerwuj, bo panu żyłka pęknie.
Keith Shadis: Dziś nie dostaniecie kolacji. (mruży groźnie oczy) A teraz za mną! (odchodzi)
Ada i Zuzia: (patrzą na siebie z rezygnacją, wzdychają i idą za Keith'em)
KONIEC AKTU III
Heja! ^^
Ostatnio staram się dodawać rozdziały regularnie, bo co poniedziałek! Mam nadzieję, że zauważyliście xD Obawiam się jednak, że kiedy zacznie się rok szkolny, to nie będzie już tak kolorowo ;-;
Ten akt jest krótszy niż inne, ale coś wprowadza do fabuły. >Jeśli tak to można nazwać< *ignoruje głosy* Nasze bohaterki potrafią rozbroić nawet Erwina i Basię xD >Nie ignoruj nas! Mnie... Nas?< *dalej je ignoruje* Jak się Wam czytało kolejną część moich wypocin?
Miłego dnia/nocy
Aksune~
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Rozdział 10
''Cień ostrza"
Dziesięciu Zwiadowców ładowało na wozy ostatnie bukłaki z
wodą i torby z uzbieranymi ziołami. Konie parskały i rżały, podekscytowane
nadchodzącą wyprawą. Levi i Aki siedzieli już na swoich wierzchowcach, gotowi
do drogi. Po chwili cała grupa wsiadła na zwierzęta i czekała na rozkazy. Do jeźdźców
podeszli Eren, Erwin i Hanji.
– Uważajcie, ok? – powiedział zmartwiony zielonooki.
– Jasne. Nie przejmuj się, nic nam nie będzie. – Yuuri lekko
się uśmiechnęła i spojrzała na Smitha i Zoe.
– Dacie radę. Musicie. – Erwin był wyraźnie przejęty faktem,
że jeśli jedzenie się skończy, ludzie spanikują. A panikujący żołnierze, to
martwi żołnierze.
– Właśnie. Jak zawiedziecie, to padniemy z głodu – dodała
Hanji.
– Wątpisz w nas, okularnico? – Zimne oczy Levia spoczęły na
brązowowłosej. Ta zaśmiała się nerwowo i szybko zaprzeczyła.
– Jedźcie już. Powodzenia. – Ostatnie słowo Erwina zostało
porwane przez wiatr.
* * *
Tętent końskich kopyt niósł się po równinie. Mały oddział
„zaopatrzeniowy” stopniowo zbliżał się do oddalonego o kilka
kilometrów muru. Do tej chwili było podejrzanie spokojnie. Do tej chwili. Na horyzoncie pojawiła się trójka tytanów:
pięcio, trzynasto i czternastometrowce. Napięcie wśród żołnierzy dało się
wyczuć od razu.
– Ty bierzesz tego z prawej, ja z lewej. Trzeciego – kto pierwszy
zdąży – białowłosa zwróciła się do Ackermana. Kapral skinął głową i od
razu wystartował. Aki tuż po nim.
Trzynasto i czternasto metrowce zginęły niemal natychmiast.
Rozpoczął się wyścig do ostatniego, pięciometrowego tytana. Levi i Aki szli
niemal łeb w łeb, ale to Levi dotarł do niego pierwszy. Potwór opadł na ziemię,
dołączając do swoich parujących kolegów.
– Wygrałeś – powiedziała Yuuri, gdy dosiadali koni. Spod jej
czarnej peleryny widać było jej różnokolorowe oczy, wciąż błyszczące od
emocji towarzyszących walce. Dziewczyna nie wydawała się przybita, czy rozczarowana
przegraną, wręcz przeciwnie – raczej cieszyła się, że zna kogoś lepszego od
siebie.
Mężczyzna nie odpowiedział, po prostu ruszył.
Dość szybko dogonili resztę członków grupy, którzy
odetchnęli z ulgą. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Przynajmniej na razie.
Zwiadowcy dotarli do małego zagajnika, w którym mieli
zostawić konie.
– Wypadałoby zaczekać do nocy. Będzie łatwiej przejść na
drugą stronę – zauważył jeden z żołnierzy Korpusu.
– Masz rację. – Przytaknęła Aki. – Zaczekamy tutaj.
* * *
Kilka godzin temu zapadł zmrok. Przez ciemność szybko
przemknęło kilka sylwetek. Postacie przeleciały nad murem i minęły nielicznych przysypiających
strażników, którzy zdezorientowani zaczęli rozglądać się po ogromnej, niemal
pustej przestrzeni przed nimi.
Peleryny przybyszów powiewały na wietrze, a na części
zakrytych kapturami twarzy widniały delikatne uśmiechy. Znowu w domu. A raczej
klatce, która ma ten dom udawać i zastąpić.
Poruszali się dość prędko i sprawnie, zwłaszcza dwoje z
nich. Starali się lecieć tak, by oszczędzić gaz, którego zapasy były
ograniczone, a przy nieumiejętnym z nich korzystaniu, kurczyły się bardzo
szybko. Między innymi dlatego sylwetki widoczne w blasku księżyca często
przechodziły w bieg. Po czterech godzinach podróży zatrzymały się.
– Wypadałoby zrobić przerwę – cicho wysapała Aki. – Inaczej padniemy
z wyczerpania – dodała. Cóż, nie bez powodu. Nawet Levi dyszał. Wszyscy
pokiwali głowami, a część od razu usiadła, popijając wodę z manierek.
– Kiedy dotrzemy do miasta? – Pytanie Ackermana zawisło w
powietrzu.
– Utrzymując poprzednie tempo… O świcie powinniśmy tam być –
odparła niepewnie białowłosa. Kapral mruknął coś w odpowiedzi i ukucnął obok
uspokajającej oddech Yuuri. Poprawił żabot i sprawdził poziom gazu w
zbiornikach. Nie było aż tak źle – została ponad połowa. Reszta żołnierzy miała
podobne zapasy.
Po dłuższej chwili odpoczynku grupa wznowiła bieg. Jeśli
faktycznie chcieli dotrzeć do miasta o świcie, musieli kontynuować podróż.
* * *
– Co tu robią tytani?! – krzyki spanikowanych Zwiadowców
niosły się po pustej przestrzeni. Stracili już dwóch towarzyszy. Olbrzymy
zaatakowały z zaskoczenia. Jednak najdziwniejsze było to, że po pożarciu dwóch
żołnierzy odbiegły, zupełnie ignorując resztę przerażonych podróżników.
– Czyżby… Przebili mur Rose? – zaniepokojenie Aki sięgało
zenitu. – W takim razie czemu wcześniej nie spotkaliśmy żadnego tytana? I
dlaczego są aktywne nocą? To nie ma sensu!
Pełna napięcia cisza wwiercała się w uszy ludzi, gdy z
obnażonymi mieczami czekali na powrót potworów, jednak nic więcej się nie
wydarzyło. Nikt ich nie atakował, więc ruszyli w dalszą drogę, tym razem
zachowując czujność.
W pewnej chwili Levi dostrzegł w oddali sylwetkę tytana z
nienaturalnie długimi kończynami. Szedł w tym samym kierunku co ci, którzy ich
zaskoczyli. Był na tyle daleko, że nie stanowił bezpośredniego zagrożenia, więc
Ackerman nie powiedział nic kompanom, by nie wzbudzać ponownej paniki. Teraz muszą
odnaleźć schronienie. W ekspedycji wystąpiły poważne komplikacje.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Cześć! ^^
Oto kolejny rozdział 'Cień ostrza'! Specjalnie dla Was niekoniecznie ochoczo, ale pracowicie go przepisywałam! :) Mam nadzieję, że się spodobał. Jeśli zauważycie jakiś błąd, proszę o (uprzejme) zwrócenie mi uwagi :)
Miłego dnia/nocy
Aksune~
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Zakazany owoc 4
Oszołomiony Eren zesztywniał. Po prostu biernie leżał na
meblu, półprzymkniętymi oczami wpatrując się w burzowe tęczówki Sith’a. Cicho
sapnął, gdy czarnowłosy przygryzł jego dolną wargę. Odruchowo rozchylił usta,
czując powoli wsuwający się pomiędzy nie język Levi’a. Lord przez chwilę badał
nim wnętrze ust młodego więźnia, by za moment się od niego odsunąć. Wstał
i otarł wargi, sprzedając Erenowi kopniaka w twarz. Tak na pożegnanie. Odszedł
od skonfundowanego [1] chłopaka,
podszedł do swojego biurka i nacisnął guzik interkomu.
- Zabierzcie stąd więźnia dziewięć osiem pięć trzy.
Natychmiast.
Po chwili do pomieszczenia wmaszerowało dwóch szturmowców,
chwyciło brązowowłosego pod ramiona, zwlekło z leżanki i wyszło tym samym,
sztywnym krokiem.
~ * ~ * ~ * ~
Grupa Rebeliantów wpatrywała się z szokiem, ekscytacją i podziwem
w chwiejny, świecący na niebiesko hologram lub, tak jak w wypadku Jean’a –
w blondwłosego Jedi.
- Armin, skąd ty to wytrzasnąłeś? – spytał Berthold.
- To kiedyś była stara baza wypadowa Republiki, więc
poszperałem trochę w archiwach i znalazłem to – chłopak wskazał
wyświetlany obraz.
- Dobra, plany planami, ale skąd wiesz, że Eren na pewno tam
jest? Imperium ma bazy wszędzie! – wykrzyknęła Ymir. Uspokoiła się, gdy poczuła
na swojej dłoni drobną rączkę Historii [2].
- Eren, Armin i ja mamy wszczepione nadajniki. Na takie
właśnie przypadki – spokojny, monotonny głos Mikasy przeciął powietrze.
- Ej, ludzie… - Conny z niepokojem rozglądał się po Sali. –
Widział ktoś Sashę?
- Cześć! – do pomieszczenia weszła Braus z pieczonym
ziemniakiem w ręku i niemal od razu prawie zabiła się o droida
astromechanicznego.
- Gdzie byłaś? Przecież zwołaliśmy zebranie! – zimne
spojrzenie Annie przeszyło ją na wskroś. Dziewczyna lekko zadrżała.
- W kuchni… Próbowałam kolacji – z tymi słowy Sasha ugryzła
trzymane warzywo. Ludzie stojący przy panelu westchnęli. Mieli cichą
nadzieję, że coś zdołało przetrwać „próbowanie”.
Następne kilka minut minęło na wprowadzaniu ziemniaczanki w
temat spotkania i odwróceniu jej uwagi od jedzenia. Gdy oba powyższe cele
zostały osiągnięte, Armin mógł kontynuować.
- Eren jest w tej części budynku, w tej celi – blondyn
wskazał odpowiednie elementy wschodniego skrzydła. – Niestety, nasze wejście
jest w zachodniej partii, więc mamy do przejścia ładny kawałek drogi. A teraz przedstawię wam plan:
Dwójka naszych ludzi ogłuszy strażników, zdobędzie mundury i
wejdzie do środka, zawczasu otwierając nam drzwi. Wtedy wkraczamy ja i Mikasa.
Przebrani ludzie skuwają nas i udają, że prowadzą nas do cel. Później po
prostu zabieramy Erena i zbieramy się stamtąd. Jasne? – wszyscy pokiwali
głowami. – Reiner, kiedy możemy wyruszyć? – Jedi zwrócił się do technika.
- Najwcześniej za tydzień. Jesteśmy w rozsypce. Ludzie są
ranni, a statki uszkodzone – zapytany pokręcił głową z rezygnacją.
- Więc musimy się modlić, by Eren jeszcze trochę pożył –
podsumował Jean.
- Dobra, to by było na tyle. Jutro ustalimy kto z nami
poleci odbić tego narwanego kretyna – Armin wyłączył hologram, a wszyscy
zaczęli się rozchodzić.
Nikt nie zauważył, że Annie, Berthold i Reiner w pewnym
momencie skręcili do schowka, w którym nie było żadnych kamer, czy mikrofonów.
Przykucnęli, a Braun wyjął komunikator. Po kilku sekundach pojawiła się
holograficzna podobizna Erwina Smitha.
- Wszystko zgodnie z pańskimi przewidywaniami – zaczął
blondyn, a pozostała dwójka pokiwała głowami. – Zamierzają wkraść się przebrani
za szturmowców i wprowadzić Jedi. Po ostatnim ataku Imperium są w rozsypce i
będą w stanie przeprowadzić tego typu operację nie wcześniej niż za tydzień.
- Rozumiem – imperialny dowódca splótł dłonie przed sobą. –
Wejdą i już nie wyjdą… Na bieżąco mnie informujcie o ich następnych
posunięciach – po tych słowach hologram niebieskookiego zniknął. Transmisja
została zakończona.
- Tak jest, sir – odparły jednocześnie trzy głosy zdrajców,
na których twarzach pojawiły się tryumfalne uśmiechy.
[1] Skonfundowany
– zmieszany, zawstydzony.
[2] Uwaga, spojler z mangi! Historia to
prawdziwe imię Christy.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Hejka! ^^
Szczerze mówiąc - nie podoba mi się ten rozdział... Wyszedł taki trochę... chaotyczny? A to i tak druga, lepsza wersja. W pierwszej był kulejący lemon, ale po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że akcja za szybko pędzi i postanowiłam to trochę przesunąć. Dodałam nowy wątek - zdradę Annie, Berthold'a i Reinera, więc myślę, że rozwinie się to ciekawiej niż w moim pierwszym założeniu. Tak jak napisałam przy bodajże prologu (?), zakończenie już mam ślicznie ułożone w mojej makówce, gorzej z tym, jak do niego doprowadzić... ;-; Tak więc - dziękuję za czytanie :D
Miłego dnia/nocy
Aksune~
PS. Co do lemona, to nie wiem czy w ogóle będzie... Jakoś tak... Ostatnio nie mogę wejść w mój "trans" xD
Subskrybuj:
Posty (Atom)
