piątek, 18 września 2015

Rozdział 2

"Cień ostrza"

Zerwałam się z krzykiem z łóżka. Ciężko dyszałam jak po przebiegnięciu maratonu. Serce waliło mi niczym młot.
- To był tylko poryty sen - opadłam z westchnieniem na poduszki. Zamknęłam oczy i już zaczynałam się uspokajać, gdy...
- Co było tylko porytym snem? - usłyszałam głęboki, męski głos. Zamarłam. Miałam wrażenie, że lodowate palce zaciskają mi się na sercu. Otworzyłam szeroko oczy i gwałtownie obróciłam się w stronę źródła dźwięku. W drzwiach małego, stosunkowo ciemnego pokoiku, bo apartamentem go nie nazwę, stała trójka ludzi: niski, czarnowłosy mężczyzna o niezbyt radosnym wyrazie twarzy i zimnych, kobaltowych oczach, średniego wzrostu okularnica z brązowymi włosami, która wyglądała jakby zobaczyła co najmniej jakieś ciacho bez koszulki oraz chłopak o czekoladowych włosach i parze dużych, pięknych, zielonych oczu, przypatrujących mi się z zainteresowaniem. Instynktownie odskoczyłam w stronę ściany. Przylgnęłam do niej i skuliłam się w sobie. Z każdą chwilą moje oczy robiły się coraz większe i bardziej przerażone.
- C-co? - pisnęłam cicho. Mój zaspany umysł jeszcze nie do końca przetwarzał wszystko co się działo, a mimo to miałam wrażenie, że skądś znam tych ludzi. "Dziwne" - pomyślałam. - "Gdzie ja ich widziałam?"
- Zadałem ci pytanie - niski mężczyzna robił się coraz bardziej zirytowany.
- Oj Levi, nie bądź taki wredny - okularnica zaśmiała się w taki sposób, że przeszły mnie dreszcze. - Dopiero się obudziła, odpuść jej trochę - czarnowłosy odburknął coś w stylu: "Głupie babsko" i wyszedł. Za to "babsko" wręcz przeciwnie, zaczęło podchodzić coraz bliżej.
- Jestem Hanji, a ty? - jej twarz znów przeciął uśmiech. Dziwnie znajomy uśmiech. - Eren, chodź tu - zawołała chłopaka, dalej stojącego w drzwiach z dość niepewną miną. Podszedł i nieśmiało zaczął:
- Cześć, jestem Eren. Jeśli cię wtedy przestraszyłem to przepraszam! Ale nie do końca wiem skąd się wzięłaś na mojej głowie... - podrapał się nerwowo po karku.
- Na twojej głowie?... - powiedziałam zdziwiona. - Eren - mój głos przeszedł w szept. W tym momencie przypomniałam sobie skąd ich wszystkich znam. Miałam ochotę sobie mocno przywalić za to, że wcześniej się nie zorientowałam kto to jest. Ich nie można tak po prostu zapomnieć! Pacnęłam się w czoło ręką. Czy to nie dziwne, że jestem jednocześnie szczęśliwa i chce mi się płakać?
- No tak. Na głowie Erena w formie tytana... Dzięki za uratowanie tyłka, czy coś w tym stylu - spojrzałam na ich miny. Bezcenne.
- Co robiłaś za murami? - zaciekawiony chłopak usiadł na łóżku. - To trochę dziwne, że taka dziewczyna jak ty znalazła się sama w miejscu pełnym tych potworów. No i dalej nie znam twojego imienia.
- Jestem Aki - uśmiechnęłam się. - Co do twojego pytania, to tak szczerze... - spoczęły na mnie dwa spojrzenia pełne nadziei. - ...nie mam pojęcia - dokończyłam. - Jak zwykle położyłam się spać i nagle BUM!!! spadam na twoją głowę - a tak poza tym, to wiem kim jesteś, naczytałam się tylu opowiadań z tobą i Levisiem, że zaczynam się bać o stan mojej psychiki, uzależniłam się od twojej historii... Wiesz, tak jak każdy normalny fan SnK. Hmm... Jak to teraz przemyślałam, to cieszę się, że nie wystrzeliłam z czymś takim. Wolę nie wiedzieć jak zareagowałby, gdyby się dowiedział, że jakaś obca dziewczyna wie o nim (i całym tym miejscu) dużo więcej niż sobie wyobraża... No a poza tym nasza kochana Zoe mogłaby przerobić mnie na przysłowiowy pasztet (ech te eksperymenty...) Zawsze chciałam skończyć jako mielonka.
Spojrzałam niepewnie na Hanji. Właśnie miałam się jej spytać co jej jest, bo zdrowo nie wyglądała, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, ona zerwała się i krzycząc coś o niesamowitym zdarzeniu, badaniach i notatkach wybiegła z pokoju, przy okazji doprowadzając mnie do stanu, powszechnie zwanego zawałem.
- Emm... - spojrzałam na siebie i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie mam na sobie swoich rzeczy, tylko jakiś biały podkoszulek i czarne bokserki. "To przecież nie jest nawet moja pidżama!" Lekko się zarumieniłam, no bo przecież Eren i Levi widzieli mnie w takim stanie! A ten pierwszy chyba się na mnie gapi. Nie żeby to mi przeszkadzało, utrudniało koncentrację, czy coś. Skądże, w żadnym wypadku. - Wiesz może gdzie są moje ubrania? I kto mnie przebierał? - zaczerwieniłam się mocniej. Zerknęłam niepewnie w jego stronę. Dalej się gapi. I do tego rumieni. WTF?! O co ci chodzi?! Mam coś na twarzy?! Jestem brudna?!
- Chy-chyba Hanji. A twoje rzeczy powinny gdzieś tu być. Poszukam ich - odwrócił wzrok, wstał i zaczął przeszukiwać pokój. "Urocze..." - uśmiechnęłam się w duchu.
- A może po prostu przyniesiesz jakiś mundur żebym miała coś na sobie, a moich ubrań poszukamy razem? Bo wiesz, czuję się trochę niezręcznie...
* * *
I tym jakże ambitnym i mądrym sposobem dostałam mundur, niestety bez sprzętu do trójwymiarowego, ale to jakoś będę musiała przeżyć. Grunt że nie latałam już w samych gatkach, w dodatku nie moich, i przydużej podkoszulce. Nie zniosłabym więcej tych dziwnych, ukradkowych spojrzeń rzucanych mi co chwilę przez Erena. 
A, i znaleźliśmy moje ubrania. I okulary. Nie chodzi o to, że mam jakąś wielką wadę, czy coś. Po prostu los postanowił sobie ze mnie zakpić ponownie i oprócz genialnego imienia i nazwiska obdarzył mnie oczami o różnych kolorach. Lewe jest błękitne jak jezioro, a prawe czerwone jak ogień (wyobraźcie sobie zestawienie oczu Rina i Haruki) Nie wiem czemu. Tak samo jak nie wiem, czemu kiedyś nauczycielka nazwała mnie "demonem". Przykleiła łatkę i od tamtej pory, jak ktoś chce mnie dobić, mówi o mnie "demon". Uroczo, nie? Cóż, przynajmniej włosy mam normalne, brązowe, a nie na przykład niebieskie.
Wracając, kiedy założyłam okulary, Eren zaproponował, że mnie oprowadzi. Oczywiście się zgodziłam. Z czystej grzeczności (jakby ktoś w to uwierzył). Po dogłębnym zwiedzeniu zamku, łącznie z pokojem mojego przewodnika, wyszliśmy na dwór. Zgadnijcie kogo spotkaliśmy w stajni! 
- Cześć Końska Twarz - powiedział Eren. Uśmiechnął się wrednie i czekał na jego reakcję. Jean, sądząc po jego minie nieźle się wkurzył (co było do przewidzenia) i odwrócił się.
- Ty gno~ - zamilkł w pół słowa i zamarł. Po chwili lekko się zarumienił. "Nosz kolejny!" - pomyślałam z irytacją. - Cz-cześć - wymamrotał i wyszedł. 
- Tak, stajnie faktycznie są fascynujące. Możemy przejść dalej? - spytałam z sarkastyczną nutą w głosie.
- Jasne - chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko. - Chodźmy na plac treningowy.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, ujrzeliśmy iście uroczy obrazek. Levi stał na boku w pełnym mundurze, z obnażonymi mieczami i zamęczał swoja drużynę ćwiczeniami manewru trójwymiarowego i walki wręcz. Tak więc jedna część ekipy jebała się (przepraszam) z linkami, a druga kopała się po tyłkach wydając okrzyki bojowe. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Hej, ludzie! - krzyknął Eren. Mimo, że jest uroczy i w ogóle, to w tym momencie miałam ochotę go zabić. Tu i teraz. Chyba zbyt mocno to okazałam (bo w końcu nikt nie zauważy morderczego spojrzenia), bo kiedy wszyscy na mnie spojrzeli to prawie się wzdrygnęli. Nawet Levi. Cóż, po prostu trzeba mieć talent. Albo być mną.
- Eren - kapral, wnioskując po tonie jego głosu, był mocno niezadowolony. - Po co żeś ją tu przywlókł?
- A co, przeszkadzam w czymś? Przecież ja tylko stoję - wypaliłam. Chyba popełniłam błąd, bo trenujący ludzie przerwali i spojrzeli na mnie z mieszaniną grozy i zdziwienia. Ajć.
- Skoro tylko stoisz, to coś zrób - wysyczał Levi. - Potrenujesz walkę wręcz z Erenem - dokończył i wrócił do wcześniej porzuconego zajęcia. Chyba mnie nie polubi.
Zostawił nas z minami a'la "Chyba sobie kpisz?!". Chcąc nie chcąc ustawiliśmy się w pozycjach "bojowych". Prawie cały oddział się na mnie gapił. NIENAWIDZĘ być w centrum uwagi. Westchnęłam i skupiłam swoją uwagę na chłopaku przede mną. To będzie bolało. Cholernie bolało. Ruszył do ataku, a dla mnie czas zwolnił. Wszystko widziałam zaskakująco wyraźnie. Każdy szczegół był ostry niemalże do bólu. Moje ciało zareagowało zanim zdążyłam pomyśleć cokolwiek. Unik, cios w plecy, zablokowanie ruchów. Kątem oka zobaczyłam szok na twarzach Zwiadowców. Gdy zwróciłam twarz w stronę kałuży, ja też zamarłam w niemym zdziwieniu. Moje prawe, czerwone oko płonęło. Nie błyszczało, ono wręcz płonęło. Powróciłam na ziemię, gdy Eren uderzył w grunt trzy razy. Puściłam go i pomogłam wstać.
- Przepraszam. Nie chciałam zrobić ci krzywdy - z zakłopotaniem odgarnęłam włosy za ucho.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się. - Ale...jak to zrobiłaś? - spojrzał na mnie podekscytowany. - Byłaś taka szybka! Poza tym, tylko Mikasa i kapral Levi potrafią zablokować ten ruch.
- Chyba działałam instynktownie. Moje ciało ruszało się samo...
* * *
Następnego dnia do mojego "apartamentu" wparowała Hanji. Chyba nie muszę dodawać, że o nieludzkiej godzinie, którą była szósta cztery. Zerwała ze mnie kołdrę, brutalnie mnie tym budząc i informując mnie, że dowódca chce mnie widzieć. Tak więc zwlokłam się z łóżka i powłócząc nogami niczym stereotypowy zombie, ubrałam się w swoją czarną bluzę i granatowe dżinsy. Nie wiem skąd ta kobieta bierze te ogromne pokłady energii, bo pomimo wczesnej pory, nadawała jak najęta o niesamowitości całej tej sytuacji i o tym, jak bardzo chciałaby mnie zbadać. Na samą myśl o jej "badaniach" przeszły mi ciarki po plecach. Po kilku minutach tego uciążliwego marszu, dotarłyśmy do gabinetu Erwina. Hanji otworzyła przede mną drzwi i poszła. Niepewnie zrobiłam kilka kroków i weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi. W gabinecie spotkała mnie para lodowato niebieskich oczu.
- Aki, tak? Siadaj. Witamy cię na szkoleniu na Zwiadowcę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam w drugim rozdziale opowiadania (jeszcze) bez tytułu  ^^ Mam nadzieję, że się podobało i że zostaniecie na blogu z moimi wypocinami. Strasznie przepraszam za prawie tygodniową nieobecność, ale nowa szkoła, klasa i wstawanie o szóstej trzydzieści nie pomagają w rozwijaniu się twórczo. To by było na tyle jeśli chodzi o moją szalenie wyczerpującą wypowiedź, tak więc niczym Levi-przestępca odpalę sprzęt do trójwymiarowego i się rozpłynę. Widzimy się w następnym rozdziale :)
Aksune  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz