piątek, 5 maja 2017

A/N

Tak, biorę się za edycję kolejnego opowiadania. Tym razem pod ostrzał trafia "Cień ostrza". Mam już fragment nowego planu. Porównałam go z poprzednim i uprzedzam - fabuła bardzo się zmieni (jeśli zatwierdzę ten plan, który już mam).
Kiedy zaczynałam publikować, moje "umiejętności pisarskie" były jeszcze mniejsze, niż są teraz. Z Aki powoli zrobiła się Mary Sue, a tego chciałabym uniknąć. Poza tym, kiedy brałam się za pisanie 15. rozdziału, musiałam wrócić do poprzednich. Przez wszystkie części w ff nazbierała się masa nieścisłości, w którym się pogubiłam :')
Podsumowując - fabuła się zmieni, Aki się zmieni, wszystko się zmieni. Obecną wersję zamierzam zachować na laptopie, więc jeśli komuś podoba się pierwowzór, to niech skomentuje, czy cu, możemy się jakoś zgadać.
Aksune
PS. Planu jeszcze nie zatwierdziłam, to dopiero pierwszy szkic, więc  nic nie jest jeszcze do końca przesądzone. Może ff zmieni się mniej, może bardziej. Zobaczymy.

środa, 15 lutego 2017

Rozdział 14



– P-puśćcie nas, proszę! – Lena spojrzała błagalnie na jednego z żołnierzy, który pilnował jej i jej towarzyszy. – Musimy dołączyć do naszego oddziału i dokończyć misję!
– Zamknij się – warknął Zwiadowca, nie zaszczycając kobiety nawet jednym spojrzeniem. Lena zacisnęła zęby, myśląc gorączkowo.
– Adrew – szepnęła, szturchając lekko klęczącego za nią mężczyznę. – W tylnej kieszeni moich spodni jest scyzoryk. Dasz radę go wyjąć? – Adrew mruknął coś, opierając się o plecy blondynki i wsuwając dłoń do wspomnianej kieszeni. Wymacał w niej niewielki, podłużny przedmiot i wyciągnął go, obracając w związanych dłoniach. – Świetnie. Teraz spróbuj przeciąć krępujące mnie liny.
Po kilku stresujących minutach piłowania grubych powrozów dawno nieostrzonym nożem, Adrewowi się udało – uwolnił towarzyszkę. Lena, uważnie obserwując stojących przed nią Zwiadowców, również oswobodziła przyjaciela z oddziału. Kobieta przełknęła nerwowo ślinę, szturchając patrzącego przed siebie Toma. Żołnierz spojrzał na nią, a później dostrzegł leżące u jej stóp liny i trzymany przez nią scyzoryk.
– Brawo – pogratulował bezgłośnie Tom. – Nam też pomożecie? – Lena skinęła głową, pochylając się nad linami. Gdy Tom i Eric byli już wyswobodzeni, pokiwali głowami w geście podziękowania, rozcierając przy tym zaczerwienione nadgarstki.
– Hej, stary – powiedział Tom, zachodząc jednego ze Zwiadowców od tyłu. Zdziwiony mężczyzna odwrócił się, po czym upadł na ziemię, powalony ciosem bruneta. – To za moją piersiówkę.
– Serio? – spytał Eric, ogłuszywszy drugiego strażnika. – Nie masz lepszego powodu?
– To jest bardzo dobry powód. Ta była moją ulubioną!
– To ile ty ich masz?
– Dużo. Jak ostatnio liczyłem, to było ich-- – Tomowi przerwał zimny głos białowłosej, której prawe oko żarzyło się pod kapturem:
– A mówiłam im, żeby pilnowało was więcej osób…
* * *
– Czyli technicznie rzecz biorąc, jesteś dziedziczką królewskiego rodu, tak? – spytała Hanji. Christa skinęła głową, spuszczając wzrok.
– Tak naprawdę nazywam się Historia Reiss.
– To ciekawe! – Zoe klasnęła w dłonie. – Wszyscy myślą, że Reissowie to wymarły ród, ale teraz się okazuje, że jesteś ty, więc…
– …z twoją obecnością możemy wrócić za Mury – dokończył Erwin. – Dobrze. Dziękujemy, że nam powiedziałaś, Historio. Możesz już iść. – Dziewczyna skinęła głową i odwróciła się w stronę drzwi.
– Może się pan na razie do mnie zwracać „Christa”? Jeśli to nie problem…
– Oczywiście – powiedział Smith. Blondynka uśmiechnęła się lekko.
– Dziękuję. – Historia otworzyła drzwi, za którymi stał zszokowany Eren.
– E-Eren! – pisnęła Historia, cofając się kilka kroków.
– Co tu robicie, kadecie Jeager? – Zimny wzrok Smitha przeszył chłopaka, który zadrżał, wciąż wpatrując się w blondynkę z niedowierzaniem.
– Ja miałem złożyć raport o ilości pozostałych zapasów. Nie wiedziałem, że--
– Dlaczego nie zapukałeś? – Erwin zmarszczył brwi. – I jakim prawem wiesz o stanie naszych zapasów? To miała być poufna informacja!
– Eren. – Hanji wyraźnie spoważniała. – Nie mów o tym nikomu, rozumiesz? Nikomu. Dla bezpieczeństwa koleżanki z Korpusu.
– Tak jest! – Półtytan zasalutował, kiwając głową, po czym zwrócił się do Erwina. – Sir, co z raportem?
– Składaj go. – Blondyn oparł łokcie o blat stołu i spojrzał na stojącego przed nim żołnierza.
– Zostało nam piętnaście worków zboża, dziewięć worków warzyw i dwa worki suszonego mięsa. – Generał skrzywił się nieznacznie, słysząc te słowa. Wyprostował się i westchnął, przymykając oczy.
– Erwin, wiem, że się powtarzam, ale jeśli oni się naprawdę nie pośpieszą, to z nami koniec – powiedziała zmartwiona Hanji.
– Wiem, Zoe. Wiem.

piątek, 13 stycznia 2017

Rozdział 13



– Kapitan Levi? – spytał cicho Adrew. Oczy wszystkich zwróciły się w stronę niskiego, czarnowłosego mężczyzny, który z beznamiętnym wyrazem twarzy trzymał miecz przy gardle Erica.
– T-to faktycznie on – wyszeptała Lena, wpatrując się w Ackermana z niedowierzaniem.
– Jesteśmy członkami oddziału odpowiadającego za poinformowanie mieszkańców okolicznych wiosek o obecności tytanów. Oddzieliliśmy się od głównej jednostki, gdy znaleźliśmy pozostałości kilku osób, na których zachowały się szczątki mundurów Zwiadowców – wycharczał Eric, czując zimny pot spływający mu po karku. – Wspólnie z towarzyszami stwierdziliśmy, że jeśli ktoś przeżył atak tytanów, to najprawdopodobniej udał się w kierunku tego zamku.
– A my oczywiście mamy grzecznie wam uwierzyć i puścić was wolno. Jasne, już się robi! Związać ich – rzuciła Aki, krępując Toma. Sprawdziła jeszcze wytrzymałość węzła, który zrobiła i wstała, ciągnąć mężczyznę za sobą.
– Moja piersiówka… - jęknął żałośnie Tom, obdarzając rozlany na ziemi alkohol tęsknym spojrzeniem.
* * *
– Junko! – krzyczała dalej Lisa, coraz bardziej oddalając się od reszty żołnierzy, którzy starali się ją dogonić. „Głupio robię.” – Kobieta zacisnęła zęby. – „Bardzo głupio.” – Zaczekaj, do kurwy nędzy! Zaczekaj! – Po zupełnym zgubieniu oddziału i kilkunastu minutach gonienia dziewczyny, zobaczyła przed sobą czarne włosy jej podopiecznej, wpatrującej się w przepaść. – Idiotko! Wiesz jak przez ciebie zboczyliśmy z kursu?! Musisz w końcu przestać ignorować-- – Lisa powoli podjechała do Junko. – Na Mury… – Na twarzy blondynki malowało się przerażenie, kontrastujące z uśmiechem ciemnowłosej, która wpatrywała się w przepaść z zaciekawieniem.
Na jej dnie leżały ciała. Mnóstwo ciał. Niektóre na wpół przegniłe, z widocznymi kośćmi, inne stosunkowo świeże. Część z nich była ubrana w zwykłe, cywilne ubrania – suknie, koszule, te najmniejsze w niegdyś kolorowe, dziecięce fatałaszki, a część w mundury – tych ostatnich było zdecydowanie więcej. Trupy łączyły dwie rzeczy: wszystkie były pokryte śliną, a miejscami były ponadgryzane i wszystkie wyglądały na… zwrócone. W świetle księżyca błyszczały nienaturalnie, co nadawało im upiornego wyglądu.
Na twarzy Lisy zagościło przerażenie. Szybko zeszła z konia i uklękła, wymiotując. Gdy jej żołądek przestał się kurczyć z obrzydzenia, dopadł ją głęboki smutek. Tyle ludzkich istnień, tyle niewinnych dzieci, tyle odważnych żołnierzy, poległych w tak poniżający sposób. Łzy płynęły po jej policzkach wartkim strumieniem, spadając w kałużę wymiocin.
– Ciekawe, jak tu się znalazły – wyszeptała Junko, bujając się w siodle. Jej koń prychnął, jakby wyrażając dezaprobatę i cofnął się o kilka kroków, po czym stanął w miejscu, jak przyrośnięty do ziemi. – Ej! Chciałam popatrzeć! – Dziewczyna klepnęła zwierzę w szyję, zeskakując z niego. – Jak tak, to tak! Nie dostaniesz dziś dodatkowej marchewki. I nie podzielę się cukrem – oświadczyła, skupiając swoją uwagę na szlochającej dowódczyni. – Dlaczego płaczesz? – Junko przekrzywiła głowę, wpatrując się w Lisę z konsternacją.
– Przecież tam leży tak wielu martwych ludzi. Każdy z nich miał marzenia, rodziny, przyjaciół, którzy wypłakiwali sobie oczy po ich śmierci! Tam, tam jest mnóstwo trupków dzieci… – Jasnowłosa pociągnęła nosem, zwracając twarz w stronę towarzyszki.
– A ja dalej nie rozumiem. – Dziewczyna wzruszyła ramionami, a stojący za nią koń pokręcił łbem, przymykając oczy. – Przecież oni już nie żyją, nie? Nic ich nie boli, niczym się nie przejmują, nie muszą się przejmować tytanami… Fajnie mają! A, jeszcze jedno –te twoje „biedne dzieci” i tak by miały przesrane życie. Mówi się trudno. – Junko rozejrzała się, splatając dłonie za plecami. – A tak swoją drogą… Gdzie my jesteśmy? – Gdy do Lisy dotarł sens pytania zadanego przez jej towarzyszkę, zerwała się na równe nogi i popędziła do juk, wyciągając z nich mapę i ołówek.
– Na południowym zachodzie jest las wielkich drzew, na północy widzę rzekę, słońce jest tam… – mamrotała do siebie kobieta, bazgrząc coś na brzegu na wpół zrolowanego papieru. – Jesteśmy tutaj! – Lisa wskazała punkt na mapie, zaznaczyła go i podpisała „rów pełen ciał”.
– Wiesz, gdzie mogła pojechać reszta? – Czarnowłosa pogłaskała swojego konia po chrapach, wplątują palce w jego grzywę.
– Wiem, przecież to ja miałam kierować wyprawą podczas nieobecności dowódcy! Pomyślmy… Jeśli poruszali się w tym samym kierunku, co wcześniej, to powinni być w okolicach następnej wioski, znajdującej się niedaleko wjazdu do lasu. Jeśli się pośpieszymy i nie będziemy znowu bezmyślnie się oddalać – kobieta obdarzyła podopieczną zimnym spojrzeniem – to za jakąś godzinę do nich dołączymy. A gdy wrócimy, zdamy Dowódcy raport o tym, co zobaczyłyśmy.
– Raport? Znowu? – jęknęła Junko, wywracając oczami. – Naprawdę musimy?
– Tak. Wsiadaj na konia, ruszamy. – Lisa wskoczyła na swojego wierzchowca, z zadowoleniem stwierdzając, że czarnowłosa zrobiła to samo. Kobieta ostatni raz spojrzała na przepaść, po czym ruszyła.
– Ale naprawdę musimy składać ten durny raport? – Głos Junko rozniósł się echem po pustej przestrzeni, powoli cichnąc, zagłuszony przez wiatr.