poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 8

"Cień ostrza"

Część żołnierzy patrzyło na Aki ze zdziwieniem. Dla tych, którzy poznali ją bliżej, był to szok. Przecież to bezsens! Na własne oczy widziałem, jak Annie ją zgniata! Eren leżał bez ruchu w odciętej łapie tytana, usiłując zrozumieć co właśnie zobaczył. Mimo że zdrowy rozsądek mówił mu, że to niemożliwe, by to była Yuuri, to nie znał nikogo innego z czerwono-niebieskimi oczami.
Wróćmy do wcześniej wspomnianej kobiety. Białowłosa mocniej zacisnęła palce na mieczach i przygotowała się do ataku. Wysokość celu: około 10 metrów. Odległość od celu: 5,3 metra. W tęczówkach dziewczyny odbijało się skupienie i spokój. Wystrzeliła linkę i, podlatując do tytana, zrobiła salto i jednym płynnym cięciem pozbawiła go życia. Wylądowała z gracją i podbiegła do Erena, którego próbowała uwolnić Mikasa.
- Pomogę ci - wspólnymi siłami wyprostowały zaciśnięte palce, tym samym uwalniając skołowanego nastolatka. Jaeger podniósł się chwiejnie i spojrzał z niedowierzaniem na swoją wybawicielkę.
- Jak? - wyszeptał.
- Teraz nie ma na to czasu. Najpierw musimy pozbyć się tych potworów, zanim do reszty zrujnują to miejsce i zeżrą więcej ludzi. Później wszystko wam opowiem! - z tymi słowy odbiegła, by pomóc pozostałym przy życiu żołnierzom.
* * *
Mikasa, Eren, Armin, Erwin, Levi, Hanji i reszta Zwiadowców, którzy znali i przyjaźnili się z Aki, z nią samą włącznie, siedzieli przy drewnianym stole w domu dziewczyny. Yuuri powoli sączyła herbatę, jakby zastanawiając się od czego powinna zacząć.
- Aki... Jakim cudem żyjesz? - spytał zaciekawiony półtytan.
- Też się cieszę, że cię widzę - z ust dziewczyny wydobył się cichy śmiech, który po chwili ucichł, zastąpiony westchnięciem. - Pamiętasz ten naszyjnik? Ten w kształcie klucza? - zielonooki skinął głową. - Nie mam pojęcia dlaczego padło akurat na mnie, ale zaczynam podejrzewać, że to przez niego się tu znalazłam.
Zdziwienie i brak zrozumienia malowało się na twarzach wszystkich, ukazując się w mniej lub bardziej widoczny sposób.
- Widzicie... Wydawało wam się, że Annie mnie ''zgniotła''... - tu dziewczyna wykonała cudzysłów palcami. - W rzeczywistości ten wisiorek przeniósł mnie z powrotem do mojego świata - białowłosa przerwała, by po chwili kontynuować. - Równoległe wymiary, nie pytajcie - machnęła lekceważąco ręką, dostrzegając zmieszanie na twarzach żołnierzy. - W każdym razie, czas w takich wymiarach nie musi płynąć tak samo. Kiedy u was upłynęły... - zawiesiła głos, jakby czekając aż ktoś powie to za nią.
- Trzy tygodnie - pomógł jej Erwin.
- ...u mnie upłynęły trzy lata. Jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że obudziłam się kilka godzin po mojej pierwszej podróży tutaj. Tak więc, jeśli dobrze liczę, to teraz mam... Siedemnaście lat.
Obecni w pokoju chwilę trawili tę informację, by po kilku minutach pokiwać głowami na znak zrozumienia. Ciszę przerwało kolejne westchnienie Aki.
- Wróciłam tu w ten sam sposób. Pewnego pięknego dnia, jakiś tydzień temu, licząc czasem mojego domu, położyłam się spać, znowu genialnie nie zdejmując kluczyka z szyi. Obudziłam się w tych okolicach, z mieczami i w podartym, zakrwawionym mundurze. Co do włosów... - mimowolnie przejechała dłonią po kilku kosmykach. - Był taki okres, że farbowałam je na biało, jednak przed ponownym trafieniem tutaj przestałam i wróciłam do naturalnego koloru, brązu. Zmieniły się dosyć niedawno, zapewne w czasie... - przez chwilę zastanawiała się nad dobraniem właściwych słów. - ...teleportacji? Chyba mogę to tak określać. W każdym razie, to wszystko co chciałam wam powiedzieć. Co się działo u was?
- Cóż - zaczęła Hanji. - Postanowiliśmy zbadać sprawę "potwora" wieśniaków, ale nic nie znaleźliśmy.
- Niech zgadnę. Zostawiał uszkodzone drzewa i kawałki czarnego materiału?
- Tak! Skąd wiedziałaś?! - Zoe zerwała się z miejsca.
- To ja - Aki cicho parsknęła. - Od pewnego czasu wybierałam się na wycieczki za mury, żeby uzupełnić zapasy. Przy okazji trochę trenowałam. Straciłam przy tym parę płaszczy. Głupie gałęzie - ostatnie zdanie wymamrotała. - Przepraszam, że przysporzyłam wam pracy i nerwów.
Atmosfera trochę się rozluźniła, a starzy przyjaciele i znajomi zaczęli ze sobą rozmawiać. Po kilkudziesięciu minutach śmiania się i omawiania starych i nowych spraw, Yuuri wstała.
- Dobra, dosyć tych pogaduszek! Trzeba ocenić straty i zacząć odbudowę naszej małej wioseczki - dziewczyna wyszła, a za nią podążyła reszta osób. Levi wyszedł ostatni i cicho zamknął za sobą drzwi, w myślach chwaląc panujący w pomieszczeniu porządek.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam wszystkich!
To znowu ja! Oto kolejny, jeszcze ciepły rozdzialik (bo na miano rozdziału to jest tak jakby troszku za krótki) opowiadania "Cień ostrza"! Tutaj wyjaśniłam wszystko, co obiecałam, a nawet odrobinkę więcej, bo jeszcze potworka wieśniaków. >Musiała zamknąć wątek. Wybaczcie jej< *udaje, że nie słyszała* Mam wrażenie, że te wyjaśnienia są takie troszkę naciągane, ale grunt, że są. Trochę nad tym główkowałam, więc mam nadzieję, że się spodobało ^^ 
Do zobaczenia 
Aksune~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz