"Cień ostrza"
Małe, maksymalnie czteroosobowe grupki krążyły po nowym
miejscu zamieszkania Korpusu (który tak swoją drogą ma albo potwornego pecha,
albo jego szczęście spieprzyło na Hawaje), szukając ostatnich rannych i
oceniając straty. Aki i Erwin siedzieli przy prowizorycznym stole z dwóch
przytoczonych pniaków i kilku nierównych desek i, jak to określił blondyn
„zbierali raporty”.
- Podsumowując – domki trzeci i siódmy do remontu, ni wielkiego,
parę usterek, a piąty do odbudowy – Yuuri lekko się skrzywiła. – Dobrze,
że większość z nich jest tak wysoko… Wracając. Erwin, ile mamy ofiar?
- Na chwilę obecną tych śmiertelnych jest około trzydziestu,
a rannych dwudziestu trzech. Mogło być gorzej – stwierdził Smith.
- Prawda. Pozostaje problem odbudowy schronień, opieki nad
rannymi i żywności. Do tego dochodzi jakiś godny… Pochówek, tudzież zbiorowe
ognisko dla poległych. Nie chcemy chyba, żeby było im za zimno.
- Właśnie, dobrze że o tym mówisz. Wspomniałaś coś o tym, że
uzupełniałaś zapasy za murami. Jakim cudem się tam dostawałaś?
- W pojedynkę to nie było takie trudne. Konia zostawiałam w
pobliżu ściany, a sama używałam sprzętu do trójwymiarowego [1], żeby przedostać się na drugą stronę tej kupy kamieni. Zwykle
takie eskapady odbywały się przez kilka dni – jeden koń i ja, słaba dziewczyna…
- tu w jej głosie dało się usłyszeć sarkastyczną nutkę. - …nie uniosą
wszystkich potrzebnych rzeczy na raz.
- Skoro ty musiałaś tak rozkładać te wyprawy, to jak
zapewnimy zapasy dla nas wszystkich? – Levi podszedł do naszej kochanej dwójki,
wtrącając się do konwersacji. Jego zimne oczy lustrowały leżące na stole
niepoukładane kartki.
- Tu faktycznie może pojawić się problem… - mruknęła Aki, po
czym dodała: - Ale tym zaczniemy się przejmować później. Na razie trzeba
zająć się tym bajzlem, który tutaj mamy – to powiedziawszy dostawiła pieniek
dla Ackermana i wróciła do podsumowywania strat.
~ * ~ * ~ * ~
Trójka, która wcześniej dyskutowała przy drewnianym stole,
podzieliła Zwiadowców na kilka grup: jedną dowodziła Aki – jej grupa miała
zająć się odbudową i remontem budynków. Druga była pod komendą naszego
kochanego mendowatego Kaprala [2] –
była odpowiedzialna za pozbieranie zalegających gałęzi i zidentyfikowanie
poległych. Z kolei dowódcami trzeciej jednostki byli Erwin i Hanji –
zajmowali się rannymi.
Naprawy i wszystkie inne procesy przebiegały pomyślnie.
Zranieni żołnierze leczyli się i na dzień dzisiejszy zmarło tylko trzech.
Remonty domków szły sprawnie i szybko, a poległych już zidentyfikowano i…
pożegnano na zabawie połączonej ze „zbiorowym ogniskiem”. W tę jedną noc nikomu
nie było zimno.
Tymczasem zapasy jedzenia powoli się kurczyły, bo choć wody
było pod dostatkiem, to ciężko wyżywić wszystkich z samych polowań. Małą grupę
może i by się dało, ale tyle osób? Niewykonalne. Tego samego zdania byli Aki i
Erwin. Nie chcieli doprowadzić do zbiorowej paniki (której ogniskiem zapewne
byłaby Sasha), więc po cichu zaczynali obmyślać plan.
- Przez mur zwykle przechodziłam tu – Yuuri wskazała palcem
zaznaczony na czerwono fragment narysowanej ściany. – Z kolei konia zostawiałam
tu – kolejny zaznaczony punkt. – Więc gdyby wysłać niewielki, maksymalnie
dziesięcioosobowy oddzialik z kilkoma luźnymi końmi i wozem, to można by –przynajmniej
w teorii – zdobyć zapasy. Oczywiście mówię o drodze kupna. W tym lesie są
zioła, na których można nieźle zarobić. Cała operacja potrwałaby do dwóch
tygodni.
- Dwa tygodnie to za długo. Jedzenie skończy się szybciej –
trzeźwo stwierdził Smith.
- Prawda. Ale jeśli zaczniemy jutro, to może się udać.
- Kogo wysyłamy? – spytał blondyn.
- Ja jadę na pewno. W obronie oddziału pomógłby mi Levi, a
do noszenia skrzyń przydałoby się kilku krzepkich mężczyzn. Konie też nie mogą
być słabe. Znasz swoich ludzi lepiej niż ja, Erwin. Wytypuj tych, którzy będą
przydatni. Pamiętaj – maksymalnie osiem osób!
- Dobrze, więc to już postanowione. Wyruszamy jutro!
~ * ~ * ~ * ~
W tym samym czasie, wśród ludzi chronionych przez kamienne
ściany rozeszła się wieść, że Mur Rose został zniszczony. Panika szerzyła się
jak zaraza. Tytani po raz kolejny wdarli się na terytorium ludzkości, by
ofiarować jej śmierć i zniszczenie. Żandarmeria i żołnierze z Garnizonu masowo
ginęli, pożerani przez te straszne istoty. Teraz żałowano, że wypędzono
Zwiadowców. Bez nich nasz gatunek może znowu stanąć na krawędzi zagłady.
[1] Oczywiście
chodzi mi o sprzęt do manewrów przestrzennych.
[2] Przepraszam
wszystkich fanów Levi’a. Ja nic do niego nie mam, to tylko na potrzeby
opowiadania xD
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Historia powstawania tego rozdziału jest bardzo... burzliwa. Bo widzicie - przy zawieszaniu bloga miałam mniej więcej połowę już napisaną. Wydrukowałam ją, żebym mogła pisać ciąg dalszy np. w szkole. Później ściągnęłam aplikację Blogger na mój telefonik i usiłowałam przepisać resztę. Niestety - ja, jak to ja, powciskałam nie to co trzeba i opublikowałam post (;-;). Spanikowałam i go usunęłam! I gdyby nie to, że miałam go na kartce, straciłabym całą moją pracę! Morał z tej bajki jest taki - Czytelniku, nie ufaj Bloggerowi na telefon!
No. Przepraszam, ale musiałam się komuś wyżalić ;-; Pomyślcie - musiałam to wszystko przepisywać. Od. Nowa. (-,-) >Nasze przerażenie było ogromne. Poważnie< Nawet głosy w głowie panikowały! xD Ale! dość biadolenia. Jak wrażenia po czytaniu? :)
Aksune~
Dlaczego nikt nie komentuje? Ja specjalnie szukałam tego bloga, by poczytać sobię część dalszą...Teraz będzie, jak z anime np. oglądałam sobie 700+ odcinków One piece, a tu takie dup, nie ma! I teraz muszę czekać co tydzień na odcinki. Tak samo z Diamond no Ace 2, Naruto, Bocu no Hero academia...Jestem człowiekiem cierpliwym, ale no ;-; Opowiadanie bardzo mi się podoba i trafiłam tutaj prze Wattpad'a. I teraz mam podjarę(?), że masz tutaj Rirenki, to sobie poczytam ;D
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że podobają ci się moje wypociny! XD Ja osobiście uważam, że są raczej przeciętne... ;-;
UsuńStrasznie cieplutko mi na sercu, gdy czytam, że specjalnie szukałaś tego bloga ^^ Dziękuję! :D To naprawdę motywuje!