poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Zakazany owoc 4


Oszołomiony Eren zesztywniał. Po prostu biernie leżał na meblu, półprzymkniętymi oczami wpatrując się w burzowe tęczówki Sith’a. Cicho sapnął, gdy czarnowłosy przygryzł jego dolną wargę. Odruchowo rozchylił usta, czując powoli wsuwający się pomiędzy nie język Levi’a. Lord przez chwilę badał nim wnętrze ust młodego więźnia, by za moment się od niego odsunąć. Wstał i otarł wargi, sprzedając Erenowi kopniaka w twarz. Tak na pożegnanie. Odszedł od skonfundowanego [1] chłopaka, podszedł do swojego biurka i nacisnął guzik interkomu.
- Zabierzcie stąd więźnia dziewięć osiem pięć trzy. Natychmiast.
Po chwili do pomieszczenia wmaszerowało dwóch szturmowców, chwyciło brązowowłosego pod ramiona, zwlekło z leżanki i wyszło tym samym, sztywnym krokiem.
~ * ~ * ~ * ~
Grupa Rebeliantów wpatrywała się z szokiem, ekscytacją i podziwem w chwiejny, świecący na niebiesko hologram lub, tak jak w wypadku Jean’a – w blondwłosego Jedi.
- Armin, skąd ty to wytrzasnąłeś? – spytał Berthold.
- To kiedyś była stara baza wypadowa Republiki, więc poszperałem trochę w archiwach i znalazłem to – chłopak wskazał wyświetlany obraz.
- Dobra, plany planami, ale skąd wiesz, że Eren na pewno tam jest? Imperium ma bazy wszędzie! – wykrzyknęła Ymir. Uspokoiła się, gdy poczuła na swojej dłoni drobną rączkę Historii [2].
- Eren, Armin i ja mamy wszczepione nadajniki. Na takie właśnie przypadki – spokojny, monotonny głos Mikasy przeciął powietrze.
- Ej, ludzie… - Conny z niepokojem rozglądał się po Sali. – Widział ktoś Sashę?
- Cześć! – do pomieszczenia weszła Braus z pieczonym ziemniakiem w ręku i niemal od razu prawie zabiła się o droida astromechanicznego.
- Gdzie byłaś? Przecież zwołaliśmy zebranie! – zimne spojrzenie Annie przeszyło ją na wskroś. Dziewczyna lekko zadrżała.
- W kuchni… Próbowałam kolacji – z tymi słowy Sasha ugryzła trzymane warzywo. Ludzie stojący przy panelu westchnęli. Mieli cichą nadzieję, że coś zdołało przetrwać „próbowanie”.
Następne kilka minut minęło na wprowadzaniu ziemniaczanki w temat spotkania i odwróceniu jej uwagi od jedzenia. Gdy oba powyższe cele zostały osiągnięte, Armin mógł kontynuować.
- Eren jest w tej części budynku, w tej celi – blondyn wskazał odpowiednie elementy wschodniego skrzydła. – Niestety, nasze wejście jest w zachodniej partii, więc mamy do przejścia ładny kawałek drogi. A teraz przedstawię wam plan:
Dwójka naszych ludzi ogłuszy strażników, zdobędzie mundury i wejdzie do środka, zawczasu otwierając nam drzwi. Wtedy wkraczamy ja i Mikasa. Przebrani ludzie skuwają nas i udają, że prowadzą nas do cel. Później po prostu zabieramy Erena i zbieramy się stamtąd. Jasne? – wszyscy pokiwali głowami. – Reiner, kiedy możemy wyruszyć? – Jedi zwrócił się do technika.
- Najwcześniej za tydzień. Jesteśmy w rozsypce. Ludzie są ranni, a statki uszkodzone – zapytany pokręcił głową z rezygnacją.
- Więc musimy się modlić, by Eren jeszcze trochę pożył – podsumował Jean.
- Dobra, to by było na tyle. Jutro ustalimy kto z nami poleci odbić tego narwanego kretyna – Armin wyłączył hologram, a wszyscy zaczęli się rozchodzić.
Nikt nie zauważył, że Annie, Berthold i Reiner w pewnym momencie skręcili do schowka, w którym nie było żadnych kamer, czy mikrofonów. Przykucnęli, a Braun wyjął komunikator. Po kilku sekundach pojawiła się holograficzna podobizna Erwina Smitha.
- Wszystko zgodnie z pańskimi przewidywaniami – zaczął blondyn, a pozostała dwójka pokiwała głowami. – Zamierzają wkraść się przebrani za szturmowców i wprowadzić Jedi. Po ostatnim ataku Imperium są w rozsypce i będą w stanie przeprowadzić tego typu operację nie wcześniej niż za tydzień.
- Rozumiem – imperialny dowódca splótł dłonie przed sobą. – Wejdą i już nie wyjdą… Na bieżąco mnie informujcie o ich następnych posunięciach – po tych słowach hologram niebieskookiego zniknął. Transmisja została zakończona.
- Tak jest, sir – odparły jednocześnie trzy głosy zdrajców, na których twarzach pojawiły się tryumfalne uśmiechy.

[1] Skonfundowany – zmieszany, zawstydzony.
[2] Uwaga, spojler z mangi! Historia to prawdziwe imię Christy.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Hejka! ^^
Szczerze mówiąc - nie podoba mi się ten rozdział... Wyszedł taki trochę... chaotyczny? A to i tak druga, lepsza wersja. W pierwszej był kulejący lemon, ale po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że akcja za szybko pędzi i postanowiłam to trochę przesunąć. Dodałam nowy wątek - zdradę Annie, Berthold'a i Reinera, więc myślę, że rozwinie się to ciekawiej niż w moim pierwszym założeniu. Tak jak napisałam przy bodajże prologu (?), zakończenie już mam ślicznie ułożone w mojej makówce, gorzej z tym, jak do niego doprowadzić... ;-; Tak więc - dziękuję za czytanie :D
Miłego dnia/nocy
Aksune~
PS. Co do lemona, to nie wiem czy w ogóle będzie... Jakoś tak... Ostatnio nie mogę wejść w mój "trans" xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz