''Cień ostrza"
Dziesięciu Zwiadowców ładowało na wozy ostatnie bukłaki z
wodą i torby z uzbieranymi ziołami. Konie parskały i rżały, podekscytowane
nadchodzącą wyprawą. Levi i Aki siedzieli już na swoich wierzchowcach, gotowi
do drogi. Po chwili cała grupa wsiadła na zwierzęta i czekała na rozkazy. Do jeźdźców
podeszli Eren, Erwin i Hanji.
– Uważajcie, ok? – powiedział zmartwiony zielonooki.
– Jasne. Nie przejmuj się, nic nam nie będzie. – Yuuri lekko
się uśmiechnęła i spojrzała na Smitha i Zoe.
– Dacie radę. Musicie. – Erwin był wyraźnie przejęty faktem,
że jeśli jedzenie się skończy, ludzie spanikują. A panikujący żołnierze, to
martwi żołnierze.
– Właśnie. Jak zawiedziecie, to padniemy z głodu – dodała
Hanji.
– Wątpisz w nas, okularnico? – Zimne oczy Levia spoczęły na
brązowowłosej. Ta zaśmiała się nerwowo i szybko zaprzeczyła.
– Jedźcie już. Powodzenia. – Ostatnie słowo Erwina zostało
porwane przez wiatr.
* * *
Tętent końskich kopyt niósł się po równinie. Mały oddział
„zaopatrzeniowy” stopniowo zbliżał się do oddalonego o kilka
kilometrów muru. Do tej chwili było podejrzanie spokojnie. Do tej chwili. Na horyzoncie pojawiła się trójka tytanów:
pięcio, trzynasto i czternastometrowce. Napięcie wśród żołnierzy dało się
wyczuć od razu.
– Ty bierzesz tego z prawej, ja z lewej. Trzeciego – kto pierwszy
zdąży – białowłosa zwróciła się do Ackermana. Kapral skinął głową i od
razu wystartował. Aki tuż po nim.
Trzynasto i czternasto metrowce zginęły niemal natychmiast.
Rozpoczął się wyścig do ostatniego, pięciometrowego tytana. Levi i Aki szli
niemal łeb w łeb, ale to Levi dotarł do niego pierwszy. Potwór opadł na ziemię,
dołączając do swoich parujących kolegów.
– Wygrałeś – powiedziała Yuuri, gdy dosiadali koni. Spod jej
czarnej peleryny widać było jej różnokolorowe oczy, wciąż błyszczące od
emocji towarzyszących walce. Dziewczyna nie wydawała się przybita, czy rozczarowana
przegraną, wręcz przeciwnie – raczej cieszyła się, że zna kogoś lepszego od
siebie.
Mężczyzna nie odpowiedział, po prostu ruszył.
Dość szybko dogonili resztę członków grupy, którzy
odetchnęli z ulgą. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Przynajmniej na razie.
Zwiadowcy dotarli do małego zagajnika, w którym mieli
zostawić konie.
– Wypadałoby zaczekać do nocy. Będzie łatwiej przejść na
drugą stronę – zauważył jeden z żołnierzy Korpusu.
– Masz rację. – Przytaknęła Aki. – Zaczekamy tutaj.
* * *
Kilka godzin temu zapadł zmrok. Przez ciemność szybko
przemknęło kilka sylwetek. Postacie przeleciały nad murem i minęły nielicznych przysypiających
strażników, którzy zdezorientowani zaczęli rozglądać się po ogromnej, niemal
pustej przestrzeni przed nimi.
Peleryny przybyszów powiewały na wietrze, a na części
zakrytych kapturami twarzy widniały delikatne uśmiechy. Znowu w domu. A raczej
klatce, która ma ten dom udawać i zastąpić.
Poruszali się dość prędko i sprawnie, zwłaszcza dwoje z
nich. Starali się lecieć tak, by oszczędzić gaz, którego zapasy były
ograniczone, a przy nieumiejętnym z nich korzystaniu, kurczyły się bardzo
szybko. Między innymi dlatego sylwetki widoczne w blasku księżyca często
przechodziły w bieg. Po czterech godzinach podróży zatrzymały się.
– Wypadałoby zrobić przerwę – cicho wysapała Aki. – Inaczej padniemy
z wyczerpania – dodała. Cóż, nie bez powodu. Nawet Levi dyszał. Wszyscy
pokiwali głowami, a część od razu usiadła, popijając wodę z manierek.
– Kiedy dotrzemy do miasta? – Pytanie Ackermana zawisło w
powietrzu.
– Utrzymując poprzednie tempo… O świcie powinniśmy tam być –
odparła niepewnie białowłosa. Kapral mruknął coś w odpowiedzi i ukucnął obok
uspokajającej oddech Yuuri. Poprawił żabot i sprawdził poziom gazu w
zbiornikach. Nie było aż tak źle – została ponad połowa. Reszta żołnierzy miała
podobne zapasy.
Po dłuższej chwili odpoczynku grupa wznowiła bieg. Jeśli
faktycznie chcieli dotrzeć do miasta o świcie, musieli kontynuować podróż.
* * *
– Co tu robią tytani?! – krzyki spanikowanych Zwiadowców
niosły się po pustej przestrzeni. Stracili już dwóch towarzyszy. Olbrzymy
zaatakowały z zaskoczenia. Jednak najdziwniejsze było to, że po pożarciu dwóch
żołnierzy odbiegły, zupełnie ignorując resztę przerażonych podróżników.
– Czyżby… Przebili mur Rose? – zaniepokojenie Aki sięgało
zenitu. – W takim razie czemu wcześniej nie spotkaliśmy żadnego tytana? I
dlaczego są aktywne nocą? To nie ma sensu!
Pełna napięcia cisza wwiercała się w uszy ludzi, gdy z
obnażonymi mieczami czekali na powrót potworów, jednak nic więcej się nie
wydarzyło. Nikt ich nie atakował, więc ruszyli w dalszą drogę, tym razem
zachowując czujność.
W pewnej chwili Levi dostrzegł w oddali sylwetkę tytana z
nienaturalnie długimi kończynami. Szedł w tym samym kierunku co ci, którzy ich
zaskoczyli. Był na tyle daleko, że nie stanowił bezpośredniego zagrożenia, więc
Ackerman nie powiedział nic kompanom, by nie wzbudzać ponownej paniki. Teraz muszą
odnaleźć schronienie. W ekspedycji wystąpiły poważne komplikacje.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Cześć! ^^
Oto kolejny rozdział 'Cień ostrza'! Specjalnie dla Was niekoniecznie ochoczo, ale pracowicie go przepisywałam! :) Mam nadzieję, że się spodobał. Jeśli zauważycie jakiś błąd, proszę o (uprzejme) zwrócenie mi uwagi :)
Miłego dnia/nocy
Aksune~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz