poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Rozdział 10

''Cień ostrza"



Dziesięciu Zwiadowców ładowało na wozy ostatnie bukłaki z wodą i torby z uzbieranymi ziołami. Konie parskały i rżały, podekscytowane nadchodzącą wyprawą. Levi i Aki siedzieli już na swoich wierzchowcach, gotowi do drogi. Po chwili cała grupa wsiadła na zwierzęta i czekała na rozkazy. Do jeźdźców podeszli Eren, Erwin i Hanji.
– Uważajcie, ok? – powiedział zmartwiony zielonooki.
– Jasne. Nie przejmuj się, nic nam nie będzie. – Yuuri lekko się uśmiechnęła i spojrzała na Smitha i Zoe.
– Dacie radę. Musicie. – Erwin był wyraźnie przejęty faktem, że jeśli jedzenie się skończy, ludzie spanikują. A panikujący żołnierze, to martwi żołnierze.
– Właśnie. Jak zawiedziecie, to padniemy z głodu – dodała Hanji.
– Wątpisz w nas, okularnico? – Zimne oczy Levia spoczęły na brązowowłosej. Ta zaśmiała się nerwowo i szybko zaprzeczyła.
– Jedźcie już. Powodzenia. – Ostatnie słowo Erwina zostało porwane przez wiatr.
* * *
Tętent końskich kopyt niósł się po równinie. Mały oddział „zaopatrzeniowy” stopniowo zbliżał się do oddalonego o kilka kilometrów muru. Do tej chwili było podejrzanie spokojnie. Do tej chwili. Na horyzoncie pojawiła się trójka tytanów: pięcio, trzynasto i czternastometrowce. Napięcie wśród żołnierzy dało się wyczuć od razu.
– Ty bierzesz tego z prawej, ja z lewej. Trzeciego – kto pierwszy zdąży – białowłosa zwróciła się do Ackermana. Kapral skinął głową i od razu wystartował. Aki tuż po nim.
Trzynasto i czternasto metrowce zginęły niemal natychmiast. Rozpoczął się wyścig do ostatniego, pięciometrowego tytana. Levi i Aki szli niemal łeb w łeb, ale to Levi dotarł do niego pierwszy. Potwór opadł na ziemię, dołączając do swoich parujących kolegów.
– Wygrałeś – powiedziała Yuuri, gdy dosiadali koni. Spod jej czarnej peleryny widać było jej różnokolorowe oczy, wciąż błyszczące od emocji towarzyszących walce. Dziewczyna nie wydawała się przybita, czy rozczarowana przegraną, wręcz przeciwnie – raczej cieszyła się, że zna kogoś lepszego od siebie.
Mężczyzna nie odpowiedział, po prostu ruszył.
Dość szybko dogonili resztę członków grupy, którzy odetchnęli z ulgą. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Przynajmniej na razie.
Zwiadowcy dotarli do małego zagajnika, w którym mieli zostawić konie.
– Wypadałoby zaczekać do nocy. Będzie łatwiej przejść na drugą stronę – zauważył jeden z żołnierzy Korpusu.
– Masz rację. – Przytaknęła Aki. – Zaczekamy tutaj.
* * *
Kilka godzin temu zapadł zmrok. Przez ciemność szybko przemknęło kilka sylwetek. Postacie przeleciały nad murem i minęły nielicznych przysypiających strażników, którzy zdezorientowani zaczęli rozglądać się po ogromnej, niemal pustej przestrzeni przed nimi.
Peleryny przybyszów powiewały na wietrze, a na części zakrytych kapturami twarzy widniały delikatne uśmiechy. Znowu w domu. A raczej klatce, która ma ten dom udawać i zastąpić.
Poruszali się dość prędko i sprawnie, zwłaszcza dwoje z nich. Starali się lecieć tak, by oszczędzić gaz, którego zapasy były ograniczone, a przy nieumiejętnym z nich korzystaniu, kurczyły się bardzo szybko. Między innymi dlatego sylwetki widoczne w blasku księżyca często przechodziły w bieg. Po czterech godzinach podróży zatrzymały się.
– Wypadałoby zrobić przerwę – cicho wysapała Aki. – Inaczej padniemy z wyczerpania – dodała. Cóż, nie bez powodu. Nawet Levi dyszał. Wszyscy pokiwali głowami, a część od razu usiadła, popijając wodę z manierek.
– Kiedy dotrzemy do miasta? – Pytanie Ackermana zawisło w powietrzu.
– Utrzymując poprzednie tempo… O świcie powinniśmy tam być – odparła niepewnie białowłosa. Kapral mruknął coś w odpowiedzi i ukucnął obok uspokajającej oddech Yuuri. Poprawił żabot i sprawdził poziom gazu w zbiornikach. Nie było aż tak źle – została ponad połowa. Reszta żołnierzy miała podobne zapasy.
Po dłuższej chwili odpoczynku grupa wznowiła bieg. Jeśli faktycznie chcieli dotrzeć do miasta o świcie, musieli kontynuować podróż.
* * *
– Co tu robią tytani?! – krzyki spanikowanych Zwiadowców niosły się po pustej przestrzeni. Stracili już dwóch towarzyszy. Olbrzymy zaatakowały z zaskoczenia. Jednak najdziwniejsze było to, że po pożarciu dwóch żołnierzy odbiegły, zupełnie ignorując resztę przerażonych podróżników.
– Czyżby… Przebili mur Rose? – zaniepokojenie Aki sięgało zenitu. – W takim razie czemu wcześniej nie spotkaliśmy żadnego tytana? I dlaczego są aktywne nocą? To nie ma sensu!
Pełna napięcia cisza wwiercała się w uszy ludzi, gdy z obnażonymi mieczami czekali na powrót potworów, jednak nic więcej się nie wydarzyło. Nikt ich nie atakował, więc ruszyli w dalszą drogę, tym razem zachowując czujność.
W pewnej chwili Levi dostrzegł w oddali sylwetkę tytana z nienaturalnie długimi kończynami. Szedł w tym samym kierunku co ci, którzy ich zaskoczyli. Był na tyle daleko, że nie stanowił bezpośredniego zagrożenia, więc Ackerman nie powiedział nic kompanom, by nie wzbudzać ponownej paniki. Teraz muszą odnaleźć schronienie. W ekspedycji wystąpiły poważne komplikacje.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
 Cześć! ^^
Oto kolejny rozdział 'Cień ostrza'! Specjalnie dla Was niekoniecznie ochoczo, ale pracowicie go przepisywałam! :) Mam nadzieję, że się spodobał. Jeśli zauważycie jakiś błąd, proszę o (uprzejme) zwrócenie mi uwagi :)
Miłego dnia/nocy
Aksune~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz