sobota, 2 stycznia 2016

Coś o yaoi 3



 [EDIT: 23.16.2016]

Od tamtej nocy minęły dwa tygodnie. Nie odzywałem się do Arikawy, a on nie odzywał się do mnie. Gdy mijaliśmy się na korytarzach, posyłał mi tęskne i pełne nadziei spojrzenia, ale ja tylko odwracałem wzrok i go ignorowałem. Starałem się trzymać dystans, ale dzisiaj… Dzisiaj mi coś nie wyszło.
Wyszedłem właśnie z budynku i zmierzałem w stronę bramy głównej, wesoło rozmawiając z kolegą z wydziału, gdy nagle zza zakrętu wyszedł Arikawa. Zauważyłem go i przyśpieszyłem kroku, ale na moje nieszczęście on też mnie dostrzegł i dość szybko dogonił. Zgromił spojrzeniem chłopaka, z którym rozmawiałem, a biedak uciekł, bełkocząc coś o spotkaniu z dziewczyną. Spojrzałem na Arikawę z niechęcią.
– Czego chcesz? – Część mnie wręcz skakała z radości, że w końcu może zobaczyć tego głupka, ale zachowałem pozory. Zabrzmiałem dokładnie tak, jak chciałem zabrzmieć.
– Ja… – Arikawa zawiesił się na chwilę. – Nie mam pojęcia, dlaczego się tak wściekłeś, ale chciałem przeprosić – dokończył po kilku sekundach.
– To wszystko? Jeśli tak, to pozwól, że już pójdę. Śpieszę się. – Odwróciłem się i już miałem odejść, ale powstrzymała mnie dłoń, zaciskająca się na moim ramieniu.
– Zaczekaj, Kasuki! – W głosie Arikawy słychać było desperację. – Chciałbym coś zaproponować. – Odwróciłem się, a on wziął głęboki wdech. – Zostań moim chłopakiem – „Co.”
– Posłuchaj, nie mam ochoty z tobą…!
– Daj mi dokończyć. – Przerwał mi. – Chodziło mi o taki „okres próbny”. Normalne randki, trzymanie się za ręce... Do niczego poważniejszego nie dojdzie, przysięgam! Bez twojej zgody nic nie zrobię. Dlatego… – Patrzyłem na niego zszokowany.
– Ale... O czym ty mówisz? Przecież obaj jesteśmy facetami – powiedziałem cicho.
– Błagam, Kasuki. Daj mi szansę, by cię we mnie rozkochać.
– Ja... No nie wiem. – Spuściłem wzrok i westchnąłem. „Może mógłbym spróbować…?” – Zgoda. Ale jedna próba zaciągnięcia mnie do łóżka i koniec!
~*~ ~*~ ~*~
Randka. Miałem rankę. Z drugim facetem. No ale cóż, obiecałem mu. Nie mogłem teraz tak po prostu wystawić go do wiatru. A jak już mówiliśmy o wietrze… „Dlaczego nie wziąłem kurtki!?” Miałem na sobie tylko cienki sweter, a na zewnątrz było niezbyt ciepło.
Powoli zbliżałem się do parku, w którym miałem się spotkać z Arikawą. Nic szczególnego – kilka drzew, zasypany liśćmi trawnik i ławki. Liczyłem na trochę inną scenerię. Na przykład salon gier. Przynajmniej byłoby mi cieplej.
Zauważyłem Arikawę. Siedział sam na ławeczce i coś czytał. Książka musiała go naprawdę zainteresować, bo kiedy do niego podszedłem, nawet na mnie nie spojrzał.
– Hej. Mogę się dosiąść? – Tym razem powiedziałem to mniej ozięble niż chciałem. „Trudno.”
– Kasuki. Jednak przyszedłeś – szepnął Arikawa, gapiąc się na mnie przez kilkanaście sekund. Chrząknąłem cicho. – To znaczy…! Jasne, siadaj. – Zreflektował się i szeroko uśmiechnął. Włożył opasłe tomisko do stojącej obok niego torby i trochę się przesunął, żeby zrobić mi miejsce. Usiadłem obok niego i zacząłem bawić się palcami. W życiu bym nie powiedział tego na głos, ale zżerał mnie stres.
– Arikawa... – zacząłem niepewnie.
– Hm? – Chłopak spojrzał na mnie ciepło.
– Czy to co mi wtedy powiedziałeś, wiesz, kiedy…
– Uprawialiśmy seks – dopowiedział za mnie Arikawa, a ja spłonąłem rumieńcem.
– W-właśnie. To była prawda? To o tym, że mnie kochasz... – Wlepiłem wzrok w moje buty. W tamtej chwili wydawały mi się być najbardziej interesującą częścią wszechświata.
– Kasuki – Siedzący obok mnie chłopak chwycił mnie za podbródek i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. – Znasz mnie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że ja nie kłamię, mówiąc o takich sprawach. Oczywiście, że to prawda. Kocham cię i nie umiem przestać, mimo że wiem, że ty mnie najprawdopodobniej nienawidzisz.
Zatonąłem w jego oczach. „Nienawidzę? Moment... On myśli, że go nienawidzę? Znaczy, trochę go nie lubię, fakt. Ale… Nienawidzę, to chyba za mocne słowo.” Arikawa puścił mnie, ale ja jeszcze przez chwilę patrzyłem mu w oczy. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, co robię, zaczerwieniłem się mocniej i znów zacząłem wpatrywać się w moje buty.
– Zimno mi – wymamrotałem pod nosem i znowu zacząłem bawić się palcami.
– To czemu nie wziąłeś kurtki, głuptasie? – Chłopak zaśmiał się cicho i zarzucił mi na ramiona swoją bluzę. – Lepiej? – Skinąłem głową i mocniej się otuliłem ciepłym materiałem.
Po kilku minutach atmosfera zrobiła się lżejsza, a my zaczęliśmy normalnie rozmawiać i spacerować po parku. Nawet nie zauważyłem, kiedy z dziewiętnastej zrobiła się dwudziesta pierwsza. Arikawa zaproponował, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłem się. „Chyba za łatwo mu ulegam...”
– Dzięki. Bez tego bym zamarzł. – Oddałem chłopakowi bluzę i lekko się uśmiechnąłem.
– Nie ma problemu. – Odwzajemnił uśmiech, zakładając ją. – To co, za dwa dni o tej samej porze? – zapytał, gdy już doszliśmy do mojej klatki. „No tak. Zdążyłem zapomnieć, że to była randka.”
– To będzie... Wtorek, nie? Ok, chyba będę mógł. – Znów się zgodziłem. „Cholera jasna! Czemu się nie stawiam!?”
– To do zobaczenia. Napiszę ci, gdzie się spotkamy. Kocham cię. – Przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował, po czym po prostu puścił i poszedł, machając mi na pożegnanie. Zostawił mnie tam, wciąż wmurowanego w ziemię z szoku. Powoli odwróciłem się do wejścia. Wbiegłem po schodach i wszedłem do mieszkania. Gdy drzwi się za mną zamknęły, oparłem się o nie, żeby nie zaliczyć gleby. Delikatnie musnąłem usta palcami, wciąż czując na nich dotyk Arikawy. Otrząsnąłem się, wzdychając, i zdjąłem buty. Poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kakao. „Coś ciepłego dobrze mi zrobi. W końcu na dworze było zimniej niż zakładałem.” Pomyślałem, w ciszy sącząc napój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz