"Cień ostrza"
- Znowu nikogo nie ma! - krzyknęła zawiedziona Hanji. - Zawsze przychodzimy za późno! - z czwartej nieudanej próby złapania "potwora" wieśniaków, Zwiadowcy zyskali tylko trochę przysmalone nie do końca zgaszonym ogniem mundury i zawód. Większość już dawno by się poddała, ale nie Dowódca. Erwin miał chyba jakieś podejrzenia co do tego stworzenia. Zwykły żołnierz nic nie wiedział, mógł tylko zastanawiać się, jakie powiązania znalazł genialny generał Korpusu.
- To bez sensu! - bulwersował się Jean. - Latamy za jakimś wymysłem wieśniaków, a moglibyśmy robić inne, bardziej pożyteczne rzeczy!
- Na przykład? - spytała Mikasa. Chłopak stał przez chwilę z głupią miną, mamrocząc coś pod nosem, po czym zamilkł.
- Ja nic z tego nie rozumiem - zawył Conny - Mózg mnie boli. Chcę do domu.
- Dziwię się, że może boleć coś, czego się nie ma - dogryzła mu Ymir. - Ale to prawda, to całe latanie po lesie nie ma sensu.
- Oi! Wracamy! - wydał rozkaz Kapral. - O co chodziło blondasowi? Ten koleś w czerni i to coś... - pomyślał, z cichym westchnieniem zawracając w stronę bazy.
* * *
- Argh! - kolejny człowiek obok niego poległ, ale Levi nie zwracał na to uwagi i nie przerywał biegu po dachach. Reszta oddziału jest już "bezpieczna" za murem. Dzięki niemu.
Przesadził ostatnią dziurę w stropie i zeskoczył z dachu, niemal mechanicznym ruchem uruchamiając sprzęt do manewrów przestrzennych. Za jego pomocą wspiął się na mur i zeskoczył z drugiej strony, opuszczając terytorium ludzkości. Jego oczom ukazał się niezbyt pocieszający widok. Kilkaset metrów od bariery dzielącej tereny należące do dwóch różnych gatunków, ludzie rozpaczliwie walczyli z grupą około dziesięciu 12-metrowych tytanów. Część została już pożarta i splamiła ziemię swoją świeżą krwią. Młodzi przyjaciele Erena wciąż walczyli. W pewnym momencie Sasha dała się złapać jednemu. Szarpała się, płakała i krzyczała, próbując się wyrwać.
- Nie zdążę - uświadomił sobie Levi. Kątem oka zobaczył ubraną na czarno postać, zbliżającą się do grupy. Z ukrywanym zdziwieniem obserwował, jak osobnik w czarnej pelerynie (niczym Zorro xD) z niesamowitą prędkością i precyzją zabija pozostałe przy życiu potwory, by później z gracją wylądować obok chlipiącej dziewczyny.
- Wszystko ok? - o dziwo, wbrew przypuszczeniom Erwina, był to głos kobiety. Peleryna zafalowała, gdy Sasha rzuciła się i przytuliła wybawicielkę, prawie wywracając obie.
- Dziękuję! - zaczęła wykrzykiwać podziękowania, za to dziewczyna kryjąca twarz pod kapturem wyglądała, jakby miała się zaraz udusić.
- Odklej się od niej, Braus! - krzyknął Levi, lądując. Sasha natychmiast odsunęła się od pokasłującej kobiety, która wdychała ogromne ilości powietrza, jakby chciała nadrobić chwilowe braki w dostawie. - Gdzie Erwin? - zwrócił się do Erena.
- Generał jest przy wozach. Razem z Hanji oceniają straty.
- Jest co oceniać - mruknęła dziewczyna, znana Ackermanowi z raportów. Powściągnął emocje i tylko spojrzał na nią krzywo, odchodząc w stronę wcześniej wspomnianych środków transportu.
- Co jak co, ale wy Zwiadowcy macie zaskakujący talent to pakowania się w kłopoty - westchnęła kobieta i pokręciła głową. Spod jej kaptura wystawał kosmyk białych włosów, których kolor zastanowił wszystkich, którzy go zauważyli.
- A tak w ogóle... Kim jesteś? - spytał niepewnie Eren.
- Nic się nie zmieniliście przez te trzy lata - szepnęła dziewczyna i cicho się zaśmiała. - Znasz mnie, w każdym razie znałeś, ale nie podejrzewałam, że zapomnisz tak szybko. Wszyscy mnie znaliście. Znaczy - znaliście tamtą mnie - dokończyła. Powiało chłodem. Pomyślał zielonooki. O co jej chodziło?
- Wielu waszych dziś zginęło - zaczęła, odwracając się tyłem do nich, a kilku znajdujących się tam żołnierzy przytaknęło. - Macie gdzie się schronić? - spojrzała na nich przez prawe ramię.
- Nie do końca - Armin spuścił wzrok. - Tak właściwie to to była nieplanowana ucieczka. Chyba, że Dowódca ma coś w zanadrzu.
- Mogę zapewnić wam schronienie na pewien czas. Aż nie staniecie na nogi - oczy zebranych otworzyły się szerzej w szoku.
- Ale..! Dla całego Korpusu?! - niski blondyn nie dowierzał jej.
- Dla POZOSTAŁOŚCI Korpusu. Tak. Zbudowałam kilkanaście domów na drzewie. Na "domki" to to za duże - odparła zakapturzona dziewczyna.
- Sama je zrobiłaś? - wokół grupki zdążyło zrobić się małe zbiegowisko.
- Nie, wiesz, z tytanami - nawet nie próbowała kryć się z sarkazmem w głosie.
- Co to za zbiegowisko? - zza pleców ostatnich rzędów dobiegł zimny, oschły i wyraźnie zirytowany głos. Tłum się rozstąpił, by przepuścić dobrze znaną Wam trójkę: Levi'a, Smitha i Hanji. Ta ostatnia, gdy tylko zobaczyła postać w pelerynie, zaczęła okazywać coś na kształt niezdrowego wręcz podniecenia.
- To o tobie Erwin tyle mówił! - okularnica niemal wskoczyła na dziewczynę. - Widziałam twoją walkę! Niesamowite! Jak ty to robisz?! - prawie zrzuciła jej kaptur z głowy, spod którego na krótką sekundę błysnęło niebieskie oko.
- Smith o mnie mówił? - zimny głos dobiegł spod materiału. - Kiedy? O czym ja nie wiem? (o wielu rzeczach.. *niepokojący śmiech*)
- Nieistotne. Bardziej interesuje mnie-- - Ackerman posłał wysokiemu blondynowi znaczące spojrzenie. - ...nas, kim jesteś i o co ten cały szum. Jeden z naszych żołnierzy cię widział. Podobno go uratowałaś.
- A, tak. Pamiętam. Miałam zapasowy gaz, więc mu dałam. Jemu przydał się bardziej niż mnie - wzruszyła ramionami. - Co do mojej tożsamości - wszystko w swoim czasie. Dowiecie się, kiedy uznam to za potrzebne i istotne. Albo kiedy jakimś jebanym (sorki, musiałam) fartem zrobicie to wcześniej, bez mojej pomocy. W to ostatnie szczerze wątpię (ta wiara w innych) - na czole Levi'a wyskoczyła niewielka żyłka, a po wyrazie jego oczu było widać, że od zesłania na dziewczynę długiej i bolesnej śmierci powstrzymywała go tylko i wyłącznie jego nad wyraz silna wola. - Mam dla pana propozycję, panie Smith - spoważniała. - Mogę zapewnić wam tymczasowe schronienie i przy okazji niezły punkt obserwacyjny. Tam są naprawdę ładne widoczki - zdziwienie na twarzach tej trójki dało się zauważyć bez genialnej spostrzegawczości (minus twarzy czarnowłosego - tu już trzeba było się postarać).
- Dla wszystkich? - Erwin dość szybko się opanował. - obawiam się, że nie starczy miejsca dla--
- Odpuść, nie została z was nawet POŁOWA Korpusu. Nie dramatyzuj. Nic was, kolokwialnie mówiąc, nie zeżre, będziecie tylko musieli co jakiś czas skombinować sobie żarcie i wodę. Dodaj do tego pilnowanie własnych tyłków. Nic więcej. Bo chyba tyle możecie? - gdyby głosem można by było kogoś zamrozić, to wszyscy obecni skończyliby jako sopelki lodu. - Krótka piłka - tak, czy nie? Szczegóły możemy omówić później. Korony wam z główek nie pospadają. Chyba - Skądś znam ten irytujący ton... Pomyślał Levi.
- Gdzie to? - Hanji starała się ukryć zainteresowanie, co niezbyt jej wychodziło.
- Wystarczy iść wzdłuż murów i tamtą stronę - zakapturzona wskazała ręką w czarnej skórzanej rękawicy. - Kilka kilometrów stąd na północny-wchód od ścian jest średniej wielkości mało znany las. Można powiedzieć, że tymczasowo tam mieszkam.
- Tymczasowo? - Levi uniósł brew w pytającym geście.
- Aż uda mi się wrócić, czyli tak, tymczasowo.
* * *
Po kilku godzinach jazdy i omijania tytanów, resztki Korpusu dojechały do lasu. Drzewa były tu tak samo wielkie jak w tym lesie, w którym zginął cały oddział Levi'a. I Aki.
- Gdzie to jest? - niektórzy zaczynali marudzić. - Przecież tu nic nie ma...
- Naprawdę uważacie, że jestem na tyle głupia, żeby zostawić te domy na pełnym widoku? Ludzie, macie o mnie ciut za niskie mniemanie - dziewczyna prychnęła i popędziła konia, wyjeżdżając przed wszystkich. Po przejechaniu około trzystu metrów wgłąb lasu, zakapturzona postać zjechała trochę z trasy i zatrzymała się na polanie otoczonej przez skupisko drzew, która z pozoru nie nosiła żadnych znaków ingerencji człowieka.
- Interesujące - przemknęło przez głowę Erwinowi. - Jeśli to tu, to maskowanie jest na bardzo wysokim poziomie.
Kiedy podjechali bliżej, okazało się, że w kilku pniach wydrążone są stajnie z drzwiami zrobionymi ze specjalnie obrobionej kory.
- Na tych drzewach są domy - odziana w czarną rękawicę dłoń wskazała kolejno te drzewa, które były niemal puste w środku. - Podzielcie się jak tam chcecie, w każdym budynku jest po siedem sypialni. Ja mieszkam tam - wskazała na drzewo stojące trochę bardziej na uboczu. - Gdyby ktoś coś ode mnie chciał, to niech się pofatyguje i mnie łaskawie poszuka - z tymi słowy oddaliła w stronę wyżej wymienionej rośliny, wcześniej opuszczając grzbiet swojego kochanego konika i, ciągnąc go za uzdę, zniknęła we wnętrzu tejże rośliny, zasuwając za sobą drzwi. Zwiadowcy przez chwilę gapili się na zatrzaśnięte "wrota", po czym przystąpili do jak najszybszej organizacji i zadamawiania się w nowym, ciut dziwnym otoczeniu.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Ohayo! ^^
*po raz kolejny pisze z jeszcze innego komputera* Cieszę się, że wstawiam kolejną część tego zacnego (bo jakżeby inaczej? W sumie to pierwsze, jakie pojawiło się na tym blogu) opowiadania! "Coś o yaoi" nie przoduje już w ilości rozdziałów... A właśnie. W końcu coś innego xD >sorki, wena nie sługa< Jeśli statystyki nie mydlą mi oczu, to mam więcej wyświetleń ze Stanów, niż z mej kochanej ojczyzny... Trochę to dziwne, nie powiem xD
Co do samego rozdziału. Kim jest tajemnicza kobieta w pelerynie? Czemu mówi, że wszyscy ją znali? Jakie trzy lata? Czy Eren i Levi trafią do jednego domku (pewnie nie, bo to nie yaoi... Szkoda ^^)? Jak wygląda wnętrze tych swoistych "apartamentów"? Czym jest ten "potwór wieśniaków"?
- ...Brzmisz jak ten koleś z "Totalnej porażki" - Levi wzdycha znad gazety.
- Oj bądź cicho. Psujesz mi zabawę.
- Bo co? - łyczek herbaty.
- Bo zamknę cię na noc w szafie z Erenem! I tak ją zamknę, że wyjdziecie dopiero rano! - *macha łańcuchem*
- Trzeba będzie ten czas jakoś wykorzystać... - *znacząco porusza brwiami*
- Wstawię kamery. Yaoi się nie zmarnuje - mamrocze.
-Właśnie! Może na Walentynki zrobię Wam relację z ich pobytu w szafie? *niebezpieczny uśmiech* - Zobaczymy, coś wymyślę :)
- Nie ma mowy - Levi kończy dyskusję znów zaczytując się w gazetę.
- Hmpf - obrażona autorka krzyżuje ręce na piersi i wraca do pisania.
Do zobaczenia następnym razem
Aksune~
- Wstawię kamery. Yaoi się nie zmarnuje - mamrocze.
-Właśnie! Może na Walentynki zrobię Wam relację z ich pobytu w szafie? *niebezpieczny uśmiech* - Zobaczymy, coś wymyślę :)
- Nie ma mowy - Levi kończy dyskusję znów zaczytując się w gazetę.
- Hmpf - obrażona autorka krzyżuje ręce na piersi i wraca do pisania.
Do zobaczenia następnym razem
Aksune~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz