środa, 20 stycznia 2016

Coś o yaoi 4

 To pierwszy rozdział z widocznymi zmianami fabularnymi. Mam nadzieję, że się spodoba! ^^

 [EDIT: 23.12.2016]

Dziś jest poniedziałek. To oznacza, że jutro mam randkę z Arikawą. „Ciekawe, gdzie tym razem mnie zabierze… Wciąż nie dostałem od niego żadnego SMS-a.” Zacząłem mechanicznie notować to, co mówił wykładowca. To były ostatnie zajęcia, więc po skończeniu słuchania szalenie fascynującego gadaniu psorka spakowałem się i wyszedłem z budynku. I wpadłem na Arikawę. „Ja to mam farta, nie?”
– Hej – powiedział chłopak, uśmiechając się. – Też już skończyłeś?
– Ta… – Wzruszyłem ramionami. – A co?
– Pomyślałem sobie, że moglibyśmy wrócić razem... Chociaż ten kawałek... W końcu jesteśmy parą, nie? – Arikawa podrapał się nerwowo po karku, a ja gwałtownie się zarumieniłem i zatkałem mu usta dłonią.
– Nie tak głośno – wysyczałem mu do ucha. – Niby jesteśmy, ale to nie znaczy, że mam z tobą spędzać każdą wolną chwilę. – Starałem się zabrzmieć jak najpewniej, by nie dać mu się przekonać. „Nie tym razem.” Arikawa zacisnął usta i zaciągnął mnie w jakiś zaułek między budynkami, po czym przyparł do ściany.
– Jak mam niby cię w sobie rozkochać, jeśli nie chcesz spędzać ze mną czasu? – wymruczał, mocno naruszając moją przestrzeń prywatną. Zanim się zorientowałem, już się całowaliśmy, a ja, o zgrozo, z pełnym zaangażowaniem oddawałem tę z pozoru niewinną pieszczotę. Cicho sapnąłem, gdy delikatnie ugryzł mnie w dolną wargę i lekko za nią pociągnął. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie. Ja – cały czerwony, a on – ze zwycięskim uśmieszkiem na ustach.
– I z czego tak się cieszysz? – wymamrotałem, odwracając wzrok. „Wydaje mi się, czy spaliłem buraka? Jeszcze większego niż wcześniej?”
– Z niczego. – Cicho się zaśmiał. – Jesteś naprawdę uroczy, kiedy się rumienisz – rzucił, przyciągając mnie bliżej.
– Urocze to są dziewczyny! – wypaliłem bez zastanowienia. – A ja, gdybyś nie zauważył, jestem chłopakiem!
– Nie kwestionuję twojej płci. Po prostu dla mnie nie ma znaczenia, co masz między nogami – jesteś uroczy i już. – Objął mnie i pocałował w czubek głowy. – To wrócisz ze mną? – spojrzał na mnie oczami szczeniaka.
– Niech ci będzie – burknąłem i potarłem policzek, żeby ukryć rumieńce. Arikawa chwycił mnie za rękę, delikatnie wyciągnął z zaułka i wolnym krokiem ruszył w stronę mojego domu, wlokąc mnie za sobą. Gdy udało mi się już wyrównać tempo na tyle, że byłem pewien, że się nie wyrżnę o pierwszy lepszy korzeń pobliskiego drzewa, zacząłem rozmyślać. O czym ciekawym może sobie rozmyślać student, który jest hetero, a mimo to ma chłopaka? „O Boże, dlaczego ja!?” Nigdy nie podejrzewałem Arikawy o bycie gejem. Wydawało mi się, że woli dziewczyny, a tu BUM! zakochał się we mnie. Znaczy, myślę że mówił prawdę z tym kochaniem, w końcu zaliczyć mnie już zaliczył, a dalej desperacko usiłuje mnie zdobyć.
– Jutro randka, nie? – wymruczałem pod nosem. – Gdzie tym razem?
– Zobaczysz. – Arikawa zaśmiał się pod nosem. – Jeśli ci powiem, nie będzie niespodzianki.
– A tak w ogóle, to czemu tak bardzo ci zależy na tym, żebym cię pokochał? – powiedziałem po chwili, przerywając ciszę. – W końcu już mnie przeleciałeś.. – dokończyłem ciszej.
– Jak to czemu? – Arikawa spoważniał. – Mówiłem ci już – kocham cię i chcę, żebyś to odwzajemnił. Poza tym, chciałbym zrobić to z tobą na trzeźwo, ze świadomością, że ty też tego chcesz, i że też coś do mnie czujesz. – Odwrócił wzrok i lekko się zarumienił. „Czy ja się gapię? Cholera, ja się gapię! Spokojnie, to nie koniec świata, przecież każdy by się gapił, czerwony Arikawa to niecodzienny widok, w dodatku jest przystojny... Takie myślenie mi nie pomaga!”
Doszliśmy już do mojego bloku, ale nie mogłem się przemóc, żeby wejść do klatki. Wziąłem głęboki wdech i z głosem w mojej głowie drącym się "Co ty na wszystko co piękne i święte wyprawiasz?!" cmoknąłem Arikawę w usta, bąknąłem krótkie "Do zobaczenia" i odwróciłem się, by wbiec do środka, spokojnie spalić się ze wstydu, wyrwać sobie wszystkie włosy i pozwolić ziemi, by mnie pochłonęła, ale w ostatniej chwili stojący za mną chłopak chwycił mnie za nadgarstek, odwrócił w swoją stronę i namiętnie pocałował. Próbowałem się wyrwać, ale trzymał mnie mocno. Skapitulowałem i oddałem pocałunek, przy czym zamknąłem oczy, żeby nie musieć patrzeć na ucieleśnienie zagłady mojej i moich przekonań dotyczących moich preferencji seksualnych. Pocałunek, tak jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył. Gdy ja usiłowałem dojść do siebie i przypomnieć sobie jak się nazywam, Arikawa zamknął mnie w uścisku swoich silnych ramion. Otoczył mnie jego zapach, wymieszany z lekką nutką wody kolońskiej. Poczułem, że chłopak delikatnie głaszcze mnie po głowie. Zamknąłem oczy, oddając się przyjemnemu uczuciu, ale zanim zdążyłem na dobre zatonąć, pieszczota została przerwana. Cicho mruknąłem niezadowolony, wtulając się w tors Arikawy.
– Już nie wczepiaj się tak we mnie, muszę jeszcze coś sobie ugotować. Nie mogę wiecznie jechać na chińskich zupkach – powiedział rozbawiony Arikawa. W jego głosie zabrzmiała dobrze wyczuwalna czułość. Delikatnie odsunął mnie od siebie, a to ciepło, do którego zaczynałem się powoli przyzwyczajać, znikło, pozostawiając otaczający mnie chłód. Ze wstydem przyznam, że najchętniej wskoczyłbym na niego i znowu się wtulił w niego wtulił, ale miał rację - nie możemy tak spędzić całego dnia. Poza tym, ludzie zaczynali się gapić.
– Przepraszam – powiedziałem. – To... Do jutra. Cześć. – Posłałem mu niepewny uśmiech.
– Cześć. Kocham cię. – Arikawa cmoknął mnie w czoło i poszedł w swoją stronę, zostawiając mnie stojącego pod blokiem z niepewną miną.
~*~ ~*~ ~*~
SMS-a od Arikawy dostałem za dwadzieścia dziewiętnasta. Mieliśmy spotkać się pod jedynym w mieście kinem. Więc stałem jak idiota pod zatłoczonym budynkiem, nie wiedząc nawet, na jaki film mieliśmy pójść.
Było za pięć siódma, a Arikawy jak nie było, tak nie ma nadal. Na szczęście znalazłem sobie kompanię – wpadłem na niską, dość ładną blondynkę. Naprawdę dobrze mi się z nią rozmawiało. Wiedziałem tylko tyle, że nazywała się Anna, przyjechała tu z Ameryki i wracała do domu z pracy. I że była w moim typie. Nie zrozumcie mnie źle – nie czuję nic do Arikawy, poza tym wciąż jestem hetero. Tak myślę. A Anna była bardzo w moim typie.
Naszą rozmowę przerwał mój „chłopak”. Podszedł do nas, patrząc na Annę podejrzliwie. Przeprosił mnie za spóźnienie i chwycił za nadgarstek. W tej samej chwili poczułem, jak ktoś wciska mi coś do wolnej ręki. Spojrzałem na nią – trzymałem małą karteczkę z napisem:
(**)***-***-*** Zadzwoń
Anna”
Z uśmiechem na ustach schowałem papierek do kieszeni kurtki i spokojnie dałem Arikawie zaciągnąć się do kina. Przez resztę naszej randki chodziła mi po głowie pewna śliczna blondynka…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz