[EDIT: 7.01.2017]
Wyszedłem z kina, wstukując w komórkę numer Anny. Szczerzyłem się jak głupi,
wpatrując w pomiętą karteczkę i ekran telefonu z błyskiem w oku.
– …ki! Kasuki! Słuchasz co do ciebie mówię? – Arikawa położył mi dłoń na ramieniu, wyrywają mnie z krainy marzeń.
– Co? Przepraszam, mógłbyś powtórzyć? Zamyśliłem się.
– Pytałem, czy nie chciałbyś do mnie wpaść. Moglibyśmy pograć w jakieś gry albo obejrzeć kolejny film.
– Sorki, ale nie. Pojutrze mam kolokwium, więc wolałbym trochę posiedzieć nad książkami. Wybacz – odparłem, myślami będąc już w domu.
– To może chociaż cię odprowadzę, ok?
– Nie trzeba. Pa. – Pomachałem Arikawie, odchodząc. Zanim zniknąłem za zakrętem, czułem jego smutne spojrzenie, które wwiercało mi się w plecy.
– Halo? Kto tam? – Mentalnie przybiłem sobie piątkę i szybko odpowiedziałem:
– Hej, to ja, Kasuki. Wiesz, ten spod kina, pamiętasz?
– Pewnie, że pamiętam! – Usłyszałem melodyjny śmiech Anny. – Czemu dzwonisz?
– Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś… gdzieś ze mną wpaść? – zacząłem niepewnie. – Tak wiesz, żeby porozmawiać, czy coś… Oczywiście nie zmuszam cię, jeśli nie chcesz, to--
– Spoko, nie ma problemu. Pojutrze mam wolne, możemy się spotkać pod tym samym kinem, co dzisiaj. Czternasta czterdzieści ci odpowiada?
– Jasne! – odparłem entuzjastycznie. Może nawet za bardzo entuzjastycznie. – To do zobaczenia.
– Pa. – Anna się rozłączyła, a ja wyrzuciłem ręce w górę, ciesząc się z własnego małego zwycięstwa. „Może jak tak dalej pójdzie, to uda mi się jakoś wyplątać z tego bajzlu z Arikawą?” – pomyślałem, odkładając telefon na szafkę nocną i gasząc lampkę.
Gdy w końcu zobaczyłem zbliżającą się do mnie blondynkę, pośpiesznie schowałem komórkę do kieszeni i pomachałem do niej, uśmiechając się. „Spokojnie. Zgodziła się z tobą gdzieś wyjść. Będzie dobrze. Spokojnie.”
– Hej – powiedziałem, drapiąc się po karku.
– Cześć – odparła Anna, przystając obok mnie. – Gdzie mnie zabierasz?
– Niedaleko jest całkiem urocza kawiarenka, moglibyśmy iść na ciasto lub kawę – wyrecytowałem zapamiętaną wcześniej formułkę.
– Dobrze. Prowadź, Kasuki.
– …ki! Kasuki! Słuchasz co do ciebie mówię? – Arikawa położył mi dłoń na ramieniu, wyrywają mnie z krainy marzeń.
– Co? Przepraszam, mógłbyś powtórzyć? Zamyśliłem się.
– Pytałem, czy nie chciałbyś do mnie wpaść. Moglibyśmy pograć w jakieś gry albo obejrzeć kolejny film.
– Sorki, ale nie. Pojutrze mam kolokwium, więc wolałbym trochę posiedzieć nad książkami. Wybacz – odparłem, myślami będąc już w domu.
– To może chociaż cię odprowadzę, ok?
– Nie trzeba. Pa. – Pomachałem Arikawie, odchodząc. Zanim zniknąłem za zakrętem, czułem jego smutne spojrzenie, które wwiercało mi się w plecy.
~*~ ~*~ ~*~
Wpatrywałem się w kontakt podpisany „Anna <3”, tocząc wewnętrzną walkę z
samym sobą. „Zadzwonić, czy nie zadzwonić?” Po kilku chwilach zagryzłem wargę i
nacisnąłem ikonkę z zieloną słuchawką, przykładając telefon do ucha.
Wstrzymałem oddech, czekając, aż dziewczyna odbierze. – Halo? Kto tam? – Mentalnie przybiłem sobie piątkę i szybko odpowiedziałem:
– Hej, to ja, Kasuki. Wiesz, ten spod kina, pamiętasz?
– Pewnie, że pamiętam! – Usłyszałem melodyjny śmiech Anny. – Czemu dzwonisz?
– Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś… gdzieś ze mną wpaść? – zacząłem niepewnie. – Tak wiesz, żeby porozmawiać, czy coś… Oczywiście nie zmuszam cię, jeśli nie chcesz, to--
– Spoko, nie ma problemu. Pojutrze mam wolne, możemy się spotkać pod tym samym kinem, co dzisiaj. Czternasta czterdzieści ci odpowiada?
– Jasne! – odparłem entuzjastycznie. Może nawet za bardzo entuzjastycznie. – To do zobaczenia.
– Pa. – Anna się rozłączyła, a ja wyrzuciłem ręce w górę, ciesząc się z własnego małego zwycięstwa. „Może jak tak dalej pójdzie, to uda mi się jakoś wyplątać z tego bajzlu z Arikawą?” – pomyślałem, odkładając telefon na szafkę nocną i gasząc lampkę.
~*~ ~*~ ~*~
Przyszedłem pod kino dziesięć minut wcześniej, by upewnić się, że
przypadkiem się nie spóźnię. Jednak przez moją niecierpliwą naturę skończyło
się na tym, że nerwowo spoglądałem co chwilę na zegarek w telefonie.Gdy w końcu zobaczyłem zbliżającą się do mnie blondynkę, pośpiesznie schowałem komórkę do kieszeni i pomachałem do niej, uśmiechając się. „Spokojnie. Zgodziła się z tobą gdzieś wyjść. Będzie dobrze. Spokojnie.”
– Hej – powiedziałem, drapiąc się po karku.
– Cześć – odparła Anna, przystając obok mnie. – Gdzie mnie zabierasz?
– Niedaleko jest całkiem urocza kawiarenka, moglibyśmy iść na ciasto lub kawę – wyrecytowałem zapamiętaną wcześniej formułkę.
– Dobrze. Prowadź, Kasuki.
Szliśmy
ulicą w towarzystwie przyjemnej ciszy. Stopniowo zbliżaliśmy się do kawiarenki,
której szyld był już dosyć dobrze widoczny.
– „Słodka
chwila”… - przeczytała cicho Anna. – To tu?
– Owszem.
– Otworzyłem przed nią drzwi. – Panie przodem. – Ukłoniłem się lekko.
–
Dziękuję, jest pan nadto uprzejmy. – Blondynka zaśmiała się lekko, wchodząc do
środka lokalu.
~*~ ~*~ ~*~
– Czyli
pracujesz w księgarni, tak? – zapytałem, powoli mieszając kawę.
– Tak.
Kocham książki, więc to moja wymarzona praca. Przynajmniej dopóki nie skończę
medycyny.
–
Studiujesz medycynę? – spytałem zdziwiony. – Jak ty sobie dajesz radę?
Słyszałem, że na tym kierunku jest masa zakuwania!
– Jakoś to
leci. – Anna wzruszyła ramionami. – Interesuje mnie to, więc jestem w stanie
przeżyć te nocne sesje z podręcznikami. A ty? Studiujesz coś?
–
Filologię. Nie jest tak źle, ale mogło być lepiej – powiedziałem, unosząc
filiżankę do ust. – Tylko mój wykładowca, z którym mam historię, to straszna
kosa. Ciężko u niego zaliczyć na jakąś porządną ocenę.
Mniej-więcej
tak toczyła się nasza rozmowa. Anna okazała się być naprawdę interesującą
osobą, która kocha muzykę, sztukę i książki. Przynajmniej tyle na razie o niej
wiedziałem. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Zbyłem to, myśląc, że tylko mi się wydawało. Nie wpadło mi do głowy, jakie
konsekwencje może przynieść to „wrażenie”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz