piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 4

"Cień ostrza"

Galopowaliśmy w stronę lasu gigantycznych drzew. W pewnym momencie oddział rozdzielił się na trzy części: skrzydła pojechały na boki, by objechać gęstwinę, a środkowa część wjechała na jeden z nielicznych, niezarośniętych traktów prowadzących przez rzeszę większych niż największe znane nam baobaby roślin. Niemal od razu Eren zaczął się gorączkowo pytać Levi'a co tu jest grane. Na moment umilkł, po czym znów się rozgadał. 
- Spokojnie, Eren - powiedziałam pewnym głosem. - Kapral wie co robi. Erwin z resztą też. Inaczej przecież byśmy tu nie wjechali, chyba że komuś zależałoby na szybkiej i bardzo bolesnej śmierci - chłopak spojrzał na mnie w szoku.
- Mówisz tak, jakbyś była pewna, że wszystko jest tak jak miało być - jego szok zdawał się rosnąć z każdą chwilą. Z resztą, nie tylko jego. Wszyscy oprócz samego Levi'a wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem. A może ze strachem? Ciężko stwierdzić. Cóż, ja na ich miejscu też bym się siebie bała, no ale taka prawda, że wiem to wszystko. Jestem ciekawa ich reakcji, gdyby się o tym dowiedzieli...
Usłyszeliśmy huk, pojawiający się w równych odstępach czasowych i coraz bardziej się zbliżający. Cała się spięłam, bo podejrzewałam co to. Petra, Eld, Oluo, Gunther i Eren zaczęli się nerwowo rozglądać i (chyba) panikować.
- Dobądźcie broni - wydał rozkaz Levi. - Gdy to coś się zjawi, będziemy mieli tylko chwilę.
Wszyscy jak jeden mąż wykonaliśmy jego polecenie. Kilkanaście sekund później pojawiła się ona. Licząca niemal piętnaście metrów kobieca tytanka znalazła się w zasięgu naszego wzroku. Biegła coraz szybciej, a odległość między nami a nią stopniowo się zmniejszała. Krzyki członków oddziału Levi'a stawały się coraz głośniejsze i bardziej natarczywe. W ich głosach dało się usłyszeć czystą panikę. Zobaczyliśmy wsparcie. W oczach Erena pojawiła się nadzieja, jednak szybko zgasła gdy zobaczył, jak szybko kobieta tytan zabiła żołnierzy. Kapral kazał nam zasłonić uszy i wystrzelił racę. Huk mnie omamił, zamroczył.  W przeciwieństwie do reszty nic nie słyszałam, ból głowy mnie obezwładniał. Widziałam, że Eren chciałby pomóc tym, którzy zginęli. Został jeszcze jeden, malutki w porównaniu do wroga, człowiek, który dalej walczył. Chłopak uniósł rękę, zamierzając zmienić się w tytana. Nie słyszałam co mówią, ale wiedziałam jak to się skończy. Zamknęłam oczy próbując zagłuszyć obezwładniający ból głowy. Kiedy dudnienie w czaszce zmniejszyło się na tyle, że mogłam w miarę normalnie funkcjonować, a ja uchyliłam powieki, tytanka właśnie pochylała się, by chwycić Erena. Dało się słyszeć krzyk Erwina:
- Ognia!
Huk. Sto razy większy niż wcześniej, kiedy Levi wystrzelił racę. Ból nie do opisania. Skręcałam się w środku, czułam się jakby ktoś rozszarpywał moje uszy.
- Cel unieruchomiony! - doszło do mnie jak przez mgłę. Powoli osunęłam się z pędzącego konia i poturlałam po trawie. Nie mogłam się ruszyć, jakby jakieś ciężarki przyciskały mnie do ziemi. Zobaczyłam Kaprala przelatującego nad nami i twarz Erena, pochylającego się nade mną. Zamknęłam oczy. Tak strasznie bolało... Niech już przestanie, błagam.... Poczułam jak ktoś mnie podnosi, miałam wrażenie że unoszę się nad ziemią... Otworzyłam oczy. Ktoś trzymał mnie na rękach, jak księżniczkę. Chyba staliśmy na jednej z gałęzi tych ogromnych drzew. Rozmowa członków mojego oddziału pokrzepiała mnie, podnosiła na duchu.
- Widzisz Eren?! Mówiłem że damy radę! - krzyczał Oluo. I ten stan, ta nieświadomość, że twój korpus zjebał sprawę, a ty cieszysz się ze zwycięstwa. - pomyślałam z nutką sarkazmu w wewnętrznym głosie.
- Ale dlaczego nic wam nie powiedzieli? - spytał półtytan. - Przecież gdybyście wiedzieli, gdyby wszyscy wiedzieli, nie byłoby tylu ofiar...
- Smith szuka szpiega - powiedziałam słabym głosem. - Kogoś z taką zdolnością jak ta Erena. Poinformował tylko nielicznych... - zakryłam oczy. - Tych, którzy przeżyli atak tytanów pięć lat temu. Możesz mnie już postawić...? - gdy moje stopy dotknęły ziemi oparłam się o pień i spojrzałam
na ludzi stojących w moim najbliższym otoczeniu.
- No co? - spytałam niepewnie. Gapili się. To chyba niedobrze.
- Pewnie masz rację... Ale to dziwne, że o tym wiesz... - podrapał się po karku Eld. - Powiadomili cię?
- Powiedzmy, że mam.... Swoje sposoby - wykręciłam się. Nie mogą wiedzieć. Po prostu nie mogą. To pomieszałoby w ich świecie. Ale pewnie znając moje szczęście, które zwykło wyjeżdżać na wakacje bez wcześniejszego uprzedzenia, to Wszechświat (żeby go) zrobił ze mnie w ich oczach szpiega. Fenomenalnie. Westchnęłam i zaczęłam nasłuchiwać. Na razie było spokojnie, ale to szybko mogło się zmienić. Spojrzałam w niebo i zobaczyłam racę. Oczy reszty podążyły za moim wzrokiem.
- To pewnie Kapral! Ruszamy! - krzyknął Eld zeskakując z gałęzi i wystrzeliwując linkę, która trafiła w pobliskie drzewo. Petra, Gunther i Oulo skoczyli za nim. Tylko Eren został ze mną i posłał mi pytające spojrzenie. On też zeskoczył. Wystartowałam ostatnia. Nie czułam się najlepiej, ale postanowiłam tego nie okazywać. Po pewnym czasie zobaczyliśmy człowieka w mundurze Zwiadowców z kapturem głęboko naciągniętym na twarz. Gunther wyrwał się do przodu, myśląc pewnie, że to Levi, ale za późno zorientował się, że popełnił błąd. Zginął szybko, przez, o ironio, bardzo precyzyjne cięcie, które pozbawiło go fragmentu karku. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam Erena. Na jego twarzy malowały się czysty szok i niedowierzanie.
- Nie zatrzymuj się! - krzyknął Eld patrząc przed siebie. - Lecimy dalej! - usłyszałam kolejny huk i zostałam wypchnięta przez nagłą falę energii.
- Tytanka! - pomyślałam, panikując. W ostatniej chwili uniknęłam zderzenia czołowego z całkiem sporym drzewem i zatrzymałam się na kolejnym. By nie spaść, wbiłam miecz w drewno i z rosnącym niepokojem obserwowałam zbliżającą się ogromną kobiecą postać.
- Nie zauważyli, że zostałam w tyle... - wyszeptałam. Krzyki w stylu "Zdychaj szmato!" chyba skutecznie mnie maskowały. Mocno się wybiłam i po kilku sekundach znów byłam przy Zwiadowcach.
- Załatwię ją! - nakręcał się Eren. - Zdechnie!
- Nie! - zabronił mu Eld. - W trójkę ją pokonamy! To jest optymalna strategia! Nie możemy cię stracić, Eren!
- Aż tak bardzo w nas nie wierzysz? - spytała Petra.
- Czy w tych czasach warto wierzyć w kogokolwiek prócz siebie?! - wykrzyczałam patrząc na znajdujące się przede mną ogromne rośliny. Kątem oka zauważyłam zszokowane twarze towarzyszy, ale mimo wszystko leciałam dalej.
- Bachory, ruszcie się w stronę formacji! - krzyknął Oulo, najwyraźniej znów, jak zwykle, próbując naśladować Kaprala. Zacisnęłam zęby, ale nic nie powiedziałam  i po prostu wykonałam polecenie. Brązowowłosy tytan z pewnymi oporami zawrócił i podążył za mną.
* * *
Musiałam powstrzymać Erena, zanim znowu zrobi coś głupiego. Wszyscy zginęli, tylko my przeżyliśmy.
- Zabiję ją! - widziałam łzy w jego oczach. Mnie też było źle z tym, że pozwoliłam im zginąć, ale tak po prostu miało być. Tytanka biegła w naszą stronę. Chłopak nie zauważył, że próbowała zatrzymać go stopą (w końcu ręce na razie wypadły z gry). Szybko oceniłam sytuację i w ostatniej chwili go odepchnęłam. Posłałam mu uśmiech. Wtedy Annie nadepnęła na miejsce, w którym byłam, a po lesie rozniósł się męski krzyk gniewu, rozgoryczenia i bólu.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam, witam! 
Wiem, nie śpieszyłam się z tym rozdziałem, ale grunt, że jest :) Nie znienawidźcie Aki za to, że nie uratowała towarzyszy. Była, że tak powiem, ciut za daleko >.< Za to Erenek żyje (niedobra ja go nie zabiła xD). Mam już pomysł na następny rozdział. Znaczy, taki trochę kulawy szkielet pomysłu. 

PS. Wiem, że nie powinnam, bo to przeczy moim zasadom, ale chciałabym poznać Waszą opinię na temat moich wypocin i tego "nowego pomysłu", o którym pisałam. *sępi komcie* Tak ładnie proszę ^^
Do zobaczenia przeczytania
Aksune 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz