- Pośpiesz się, Eren! - zawołała młodego Rycerza jego przybrana siostra, Mikasa Ackerman. Ona także była wrażliwa na Moc, w końcu była spokrewniona z jednym z Lordów Ciemnej Strony, ale postanowiła używać jej tylko w ostateczności. Mimo tej decyzji, korzystała z miecza świetlnego.
- Już! - lekko zasępiony, przystojny mężczyzna podniósł się znad ciała towarzysza. Tej nocy zostali zaatakowani przez nocne drapieżniki planety, na której się teraz ukrywali. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia co oni. - Armin, jak duże są straty? - zwrócił się do drobnego, z pozoru słabego fizycznie Jedi, który jednak nadrabiał braki niespotykaną inteligencją i zwinnością.
- Straciliśmy około sześciu ludzi, ale żaden nie był rycerzem. Zwykli żołnierze. Chociaż tyle dobrego - westchnął cicho niebieskooki. - Poza tym, mamy problem. Niedawno dostałem info, że Imperium nas zwęszyło. Szukają naszej kryjówki. Powinniśmy uważać.
- Cholera - zaklął Eren. - Znowu musimy się przenieść. Mamy jakieś opcje?
- Niewiele. Najlepszą jest... - reszta wypowiedzi Armina utonęła w leśnej gęstwinie.
~*~ ~*~ ~*~
Statek Imperium wylądował na lotnisku jednostki leżącej w środku głuszy. Wyszli z niego przeciętni szturmowcy w białych zbrojach i niski mężczyzna w czarnym płaszczu z kapturem. Szedł pośrodku, przed wszystkimi. Był Lordem Sith'ów. Levi Ackerman był mistrzem w tym co robił. Zajmował się eliminacją tych Jedi, którzy przeżyli. Wrócił właśnie z misji i wyruszał na kolejną. Zatrzymał się po więcej danych.
-
Gdzie Erwin? - zimny głos wojownika przeszywał na wskroś wszystkich,
tylko nie tą kobietę, która stała przed nim, uśmiechając się dziwnie.
Hanji Zoe, tutejsza badaczka. Zajmowała się Mocą, fascynowało ją to.
Najbardziej się cieszyła, gdy przywoził jej jakiegoś Jedi albo chociaż
jego ciało, by mogła na nim eksperymentować. Niektórzy uważali ją za
swego rodzaju wariatkę, ale ona sama mówiła o sobie, cytuję: "Osoba
bardzo pochłonięta swoją pasją".
-
W swoim gabinecie - odparła wesoło. Czarnowłosy ruszył w stronę
wcześniej wspomnianego pomieszczenia. - Zaczekaj! Masz dla mnie
jakiegoś?! Masz, prawda?!
- Nie - na tym skończyła się ich rozmowa.
Ackerman
gdziekolwiek by nie był, budził strach lub niepokój. Każdy go przy nim
odczuwał, łącznie z dowódcami. No... Prawie każdy.
- Co tym razem? - spytał Lord, wchodząc do pomieszczenia i zrzucając kaptur. Usiadł i przyjął papiery, które dał mu Smith.
-
Tak jak już pewnie wiesz, ostatnio udało nam się zauważyć małą grupę
złożoną z trzech-czterech Jedi i około dziesięciu żołnierzy. Wyglądała
na grupę zwiadowczą. Twoim zadaniem będzie znaleźć ich kryjówkę i
wyłapać ich, a najlepiej wyeliminować.
-
Rozumiem. I masz rację, już to wiem - mężczyzna wstał i nie zważając na
wołania blondyna z powrotem założył kaptur i wyszedł z pomieszczenia.
~*~ ~*~ ~*~
Eren, Mikasa, Armin i ich towarzysze dotarli bezpiecznie, cokolwiek by to nie znaczyło, do bazy ,,uciekinierów''. Gdy tylko reszta dowiedziała się, że Imperium za nimi węszy, zawrzało tam jak w ulu. Rozpoczęły się pośpieszne przygotowania do przeniesienia schronienia gdzieś indziej. Aktualnie mieściło się ono w starych, opuszczonych hangarach, porzuconych przez Republikę po zakończeniu wojen klonów. Pakowanie się i zacieranie śladów miało się ku końcowi, kiedy...
- Już tu są! Znaleźli nas! - krzyknęło kilka osób. W oddali można było zobaczyć zbliżający się szybko statek Imperium. ,,Obóz'' ogarnęła panika. Wszyscy wsiadali do statków powietrznych lub po prostu jeszcze szybciej zbierali niezbędne rzeczy.
- Armin! Wspomóż ucieczkę! My z Mikasą opóźnimy ich! - Eren przekrzykiwał ogólną wrzawę i huk silników. Błękitnooki Jedi tylko skinął głową na znak, że rozumie i odbiegł, starając się jak najbardziej skoordynować i uporządkować ewakuację bazy. Pozostała dwójka aktywowała miecze.
- Będzie zabawa - wtrącił zielonooki.
- Nie daj się zabić - rzuciła tylko Mikasa, po czym pobiegła w kierunku przeciwnym niż Eren. Kiedy statek wroga wylądował, wybiegli z niego żołnierze Imperium, atakując tymczasowych mieszkańców hangarów. Skupili swój ogień na wojownikach Jasnej Strony, jednak większość z nich poległa pod naporem mieczy świetlnych. Wokół dało się usłyszeć krzyki umierających, jęki rannych, płacz przerażonych ludzi i nawoływania tych, którzy mieli więcej szczęścia. Bo od tego to wszystko zależało. Od szczęścia, które pozornie nie istniało. Tego dnia niektórzy mieli go mniej i zapłacili za to życiem.
- Już tu są! Znaleźli nas! - krzyknęło kilka osób. W oddali można było zobaczyć zbliżający się szybko statek Imperium. ,,Obóz'' ogarnęła panika. Wszyscy wsiadali do statków powietrznych lub po prostu jeszcze szybciej zbierali niezbędne rzeczy.
- Armin! Wspomóż ucieczkę! My z Mikasą opóźnimy ich! - Eren przekrzykiwał ogólną wrzawę i huk silników. Błękitnooki Jedi tylko skinął głową na znak, że rozumie i odbiegł, starając się jak najbardziej skoordynować i uporządkować ewakuację bazy. Pozostała dwójka aktywowała miecze.
- Będzie zabawa - wtrącił zielonooki.
- Nie daj się zabić - rzuciła tylko Mikasa, po czym pobiegła w kierunku przeciwnym niż Eren. Kiedy statek wroga wylądował, wybiegli z niego żołnierze Imperium, atakując tymczasowych mieszkańców hangarów. Skupili swój ogień na wojownikach Jasnej Strony, jednak większość z nich poległa pod naporem mieczy świetlnych. Wokół dało się usłyszeć krzyki umierających, jęki rannych, płacz przerażonych ludzi i nawoływania tych, którzy mieli więcej szczęścia. Bo od tego to wszystko zależało. Od szczęścia, które pozornie nie istniało. Tego dnia niektórzy mieli go mniej i zapłacili za to życiem.
Jedi wirowali w pełnym gracji tańcu śmierci, odbijając pociski i broniąc przyjaciół. Do czasu. W pewnym momencie ze statku wysiadł ktoś jeszcze. Postać, odziana w czarny płaszcz, wyszła powolnym, pewnym krokiem z imperialnego środka transportu. Kiedy Mikasa odbiła jeden z pocisków w jego stronę, szybkim, płynnym ruchem wyjął miecz i odbił go, zabijając jednego z pomocników Jedi.
- Marco! - krzyknął rozpaczliwie Eren. W jego oczach błyszczał gniew i żal. - Ty! - rzucił się w stronę Sith'a i zaatakował go z niezwykłą siłą, ale ten po prostu zrobił unik. Po chwili skrzyżowali miecze. Świetlne klingi błyskały przy każdym spotkaniu. Młodszy chłopak zaczął się wycofywać, krocząc powoli w stronę statków i skupiając się na obronie. W pewnej chwili Levi rzucił się w bok mierząc w niczego nieświadomą Mikasę.
- Nie! - dziewczyna w ostatniej chwili odskoczyła, lądując w startującym statku.
- Eren, skacz! - zawołała go. Chłopak przez kolejne kilka chwil się cofał, broniąc się. Już miał wyskoczyć, ale na ułamek sekundy zdekoncentrował się. Ten moment wystarczył niższemu, żeby przystawić zielonookiemu miecz do gardła. - Eren! - krzyk czarnowłosej przeciął powietrze. W oczach młodej kobiety zebrały się łzy, kiedy bezradnie patrzyła, jak Sith prowadzi jej jedyną rodzinę do statku Imperium.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam w pierwszym rozdziale ,,Zakazanego owocu"! (Ostrzegam, nie do końca ogarniam ,,Star Wars" xd Za wszelkie błędy przepraszam) Dodałam tu Marco! ^^ I od razu go zabiłam... (auć...) Wiem, że przerobiłam (odrobinkę) Armina, no ale on też musi się do czegoś nadać, nie? Nie? *cisza* Nieważne...
Wiem, że rozdział nie jest idealny, i że pewnie część z Was oczekuje kolejnej części (masło maślane w sosie z masła) czegoś innego, ale nic nie poradzę, mam na to fazę (to mi się przyśniło...) >Aksune jest psychiczna< XD Taaa...
To do zobaczonka ^^
Aksune~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz