[EDIT: 15.02.2017]
– Ratujesz
mi życie. – Uśmiechnąłem się, patrząc na mijane przez nas budynki. Gdy Anna
dowiedziała się, co mi się dziś przydarzyło, zaproponowała, że mnie podwiezie.
Akurat była w stojącym niedaleko przystanku supermarkecie – i dzięki Bogu.
Gdyby nie to, przegapiłbym zajęcia, a dzisiaj było ostatnie powtórzenie przed
sesją, którą profesor zapowiedział na przyszły tydzień.
– Nie ma
sprawy – odparła Anna, zmieniając bieg. – Tak swoją drogą, to cieszę się, że na
ciebie wpadłam. Chciałam cię o coś zapytać, a nie mogłam się do ciebie dobić.
Padła ci komórka, czy co?
– Nie do
końca… Schowałem ją w szufladzie. Usiłowałem się uczyć, a ktoś, o kim nie
bardzo chcę teraz rozmawiać, cały czas do mnie wydzwaniał…
–
Dziewczyna? – „Chciałbym…” – Rozumiem, nie chcesz o tym gadać. Ale pamiętaj,
jak będziesz chciał, to zawsze możesz się ze mną skontaktować – dodała Anna,
widząc moją skwaszoną minę. – Mam pomysł.
– Jaki?
– Może
przyszedłbyś do mnie na noc? Ot tak, żeby poprawić sobie humor. – „Do niej? Na
noc?” Zarumieniłem się, próbując odgonić zbereźne myśli. – Nie po to, głupku! –
Zaśmiała się blondynka. – Chodziło o taki przyjacielski wieczór, wiesz, jakieś
filmy, obżeranie się słodyczami, gry… Chyba że ni chcesz, nie zmuszam.
–
Pewnie, że chcę! – krzyknąłem, po chwili paląc jeszcze większego buraka. – O
której mogę przyjść? I na jaki adres?
– Możesz
przyjść kiedy chcesz, ale po siedemnastej, bo wracam do domu jakieś pół godziny
wcześniej. Przynieś przekąski, alkohol też możesz. Adres wyślę ci SMS-em.
– Jasne,
nie ma sprawy – powiedziałem, znów się uśmiechając. Odtańczyłem mentalny taniec
radości i poprawiłem zsuwający mi się z kolan plecak. To mógł być naprawdę
dobry dzień.
~*~ ~*~ ~*~
Stanąłem
pod białymi drzwiami ze złotym numerkiem siedem. Nerwowo przełknąłem ślinę i nieśmiało
zapukałem, ściskając w dłoni siatki z jedzeniem i piciem. Usłyszałem ciche
kroki i szczęk zamka, a po chwili ujrzałem Annę, ubraną w uroczą, szaro-różową
pidżamkę.
– Hej –
powiedziałem.
– Hej.
Wejdź, śmiało. – Dziewczyna odsunęła się, robiąc mi przejście. Wszedłem do
środka, zsuwając z nóg buty. – Co tam masz? – Blondynka wskazała na trzymane
przeze mnie reklamówki.
– Jakieś
żelki, czekolady, chipsy… Piwo też.
– Super.
Idź wziąć prysznic i się przebierz, a ja wszystko poustawiam. – Anna wzięła ode
mnie siatki, popychając mnie w stronę łazienki – a przynajmniej pomieszczenia,
które chyba było łazienką.
– Czemu
mam się myć tak wcześnie? – spytałem zdziwiony.
– Bo
później padniesz na pysk i nie wstaniesz. Ty przyniosłeś piwo, ja też mam jakiś
alkohol w barku, a położyć się położymy późno. Więc już nie marudź, tylko idź.
– Dobra,
dobra… – powiedziałem, uśmiechając się pod nosem. Wszedłem do łazienki i
zakluczyłem się w środku. Odłożyłem torbę z moimi rzeczami i zacząłem się
rozbierać.
Po kilku
minutach byłem już w kabinie i próbowałem ustawić temperaturę wody. Cały czas
robiła się albo ciepła, albo lodowata – tak na zmianę. Gdy w końcu mi się to
udało, westchnąłem z ulgą i wziąłem do ręki mydło. „Cieszę się, że ją poznałem”
– pomyślałem, spłukując mydliny. Oparłem się o ścianę i odgarnąłem mokre włosy
z czoła. W pewnym momencie przeszła mi przez głowę myśl: „Co u Arikawy?”.
Zwiesiłem głowę, marszcząc brwi. „Pewnie nic mu nie jest. Dramatyzuję.”
Wyszedłem
spod prysznica i zadrżałem, czując panujący w łazience chłód. Schyliłem się,
sięgając po leżący w torbie ręcznik, którym szybko się okryłem, próbując
ochronić się przed zimnem. Wydobyłem z niej również pidżamę, którą odłożyłem na
stojącą w kącie szafkę.
Gdy już
się wytarłem i ubrałem, wyszedłem na korytarz, wołając Annę. Dziewczyna wyszła
z salonu, po czym chwyciła mnie za nadgarstek i wciągnęła z powrotem do
pomieszczenia.
– Pora
na prawdziwą zabawę! – oświadczyła, podając mi miskę z kupionymi przeze mnie
chipsami i chwytając za pilota. – Co powiesz na maraton horrorów?
~*~ ~*~ ~*~
– Rano
byłeś strasznie przybity… – wymamrotała blondynka, powoli sącząc piwo. – Co się
stało? Mi możesz powiedzieć. – Zacisnąłem zęby, milcząc. – Problemy w związku?
Ja też je mam. Mój chłopak ma ostatnio masę roboty, więc rzadko się widujemy… –
Moje serce stanęło. „Jej… chłopak?” Poczułem zbierające się w oczach łzy, które
szybko odgoniłem. „Może zwierzenie się jej nie jest takim złym pomysłem? W
końcu – co mam do stracenia? Moja już nie będzie.”
–
Widzisz… Mam przyjaciela. Dobrego przyjaciela. Pewnego dnia się razem upiliśmy
i on mi wyznał, że się we mnie zakochał, do tego wciągnął w związek i teraz…
–
Zakochał? – Annie zaświeciły się oczy.
– T-tak.
No i ostatnio się pokłóciliśmy o… o ciebie. Stwierdził, że mnie mu zabierzesz.
– Schowałem twarz w dłoniach. – Nie chcę go ranić, ale go nie kocham. Do tego
powiedziałem mu kilka przykrych rzeczy… I co ja teraz zrobię?
– Musisz
z nim na spokojnie porozmawiać. Idź z nim gdzieś, przeproś go. Tego typu
problemy nie znikają tak po prostu. – Anna położyła mi dłoń na ramieniu. – Nie
czekaj na cud, bo on nie nadejdzie.
–
Dzięki. – Uśmiechnąłem się krzywo. – Może masz rację?
– Na pewno mam rację, Kasuki. A teraz –
rozchmurz się! Musisz mnie jeszcze pokonać w wyścigu. – Dziewczyna uniosła
kontroler. – Tym razem dam ci fory.
– Orz
ty! – Szturchnąłem ją, wygodniej układając się na stosie poduszek i koców. Gdy
wyrzuciłem to wszystko z siebie, poczułem się lepiej. „Niedługo postaram się
porozmawiać z Arikawą… Muszę go przeprosić!” – pomyślałem, wciskając czerwony
guzik „start”.
Do edycji został mi już tylko jeden rozdział i epilog (spokojnie, zachowam lemona). Mam nadzieję, że nowa odsłona tej historii nie odrzuca Was, a wręcz przeciwnie ^^ Mnie dużo bardziej się podoba :')
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz