[EDIT: 24.03.2017]
Obudziłem
się, leniwie przecierając oczy. Obok mnie leżał Arikawa, tuląc twarz do moich
włosów – mruczał coś pod nosem, uśmiechając się przez sen. Obróciłem się w jego
uścisku, układając się plecami do niego. W głowie przewijały mi się wspomnienia
z naszego wczorajszego… spotkania. Przygryzłem wargę, myśląc intensywnie. „A
co, jeśli Arikawa pomyśli sobie, że w końcu go pokochałem? Co ja wtedy zrobię?!
Przecież po prostu dałem się ponieść chwili, prawda? Prawda?”
Drgnąłem,
gdy usłyszałem przeciągłe ziewanie, które wydał z siebie chłopak, przyciskając
mnie do siebie.
– Dzień
dobry, Kasuki. – Arikawa westchnął błogo, owiewając swoim ciepłym oddechem moje
ucho. Zadrżałem, czując, jak moje ciało pokrywa się gęsią skórką.
– Raczej
wieczór – odparłem, przymykając oczy. – Powinniśmy wstać. Spójrz za okno.
Ucięliśmy sobie niezłą drzemkę – dodałem, wyplątując się z jego ramion.
Usiadłem na łóżku i podniosłem z podłogi pogniecioną bieliznę, która wczoraj została
zerwana z mojego ciała. Rumieniec wypełzł na moją twarz, pokrywając ją hańbiącym
szkarłatem. Zacisnąłem usta i szybko ją na siebie założyłem, wstając. – Głodny jestem.
– Przeciągnąłem się, drapiąc po karku. – Też coś chcesz?
– A nie
możesz jeszcze trochę zostać w łóżku? – wyjęczał Arikawa, opierając się na
łokciu. – Proszę… – błagał. Chłopak wstał i objął mnie, próbując zaciągnąć z
powrotem pod kołdrę. Spiąłem się i wyrwałem z jego uścisku, odchodząc kilka
kroków i nie patrząc mu w oczy.
–
Posłuchaj… Nie wiem, jak odebrałeś to, co wczoraj między nami zaszło –
zacząłem, nerwowo przełykając ślinę – ale wciąż nic do ciebie nie czuję. Lubię
cię i tak dalej, ale nie w ten sposób, w jaki byś chciał. – Spuściłem głowę,
czując ogarniającą mnie falę wyrzutów sumienia. – A tak w ogóle… To chciałem
przeprosić za to, co powiedziałem w toalecie kilka dni temu. Z naszej dwójki to
ja powinienem przynieść ci kwiaty, nie ty mnie. To… To wszystko. – Atmosfera w
pokoju nagle zrobiła się niesamowicie ciężka, wręcz przytłaczająca. Arikawa
milczał, rzucając mi pełne zawodu spojrzenia. Po kilkunastu dłużących się
sekundach zaczął zbierać swoje rzeczy z podłogi i zakładać je, wciąż nic nie
mówiąc. Zauważyłem, że lekko drżą mu dłonie.
Odwrócił
się do mnie i złożył na moich ustach krótki, ciepły pocałunek, tak bardzo kontrastujący
z aurą, która się wokół niego roztaczała.
– Nie
zamierzam rezygnować, Kasuki. Mimo wszystko wciąż wierzę, że kiedyś mnie
pokochasz. – Arikawa odszedł ode mnie i wyszedł z sypialni. Ja dalej stałem w
miejscu, jak wmurowany w posadzkę. Później usłyszałem trzask zamykanych drzwi
wejściowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz