Uwaga!!! Yaoi +18
[EDIT: 24.03.2017]
Siedziałem
na niewielkiej rozkładanej kanapie, która stała w mojej sypialni i nerwowo
przygryzałem kciuk, wpatrując się w leżący obok mnie telefon. Wewnątrz mnie
trwała walka: zadzwonić do Arikawy? nie zadzwonić? co mu powiedzieć, kiedy już
odbierze? Na samą myśl o rozmowie z nim mój żołądek zmieniał się w supeł. Jedna
część mnie krzyczała wręcz, że powinienem go przeprosić, że nie mam prawa się
zastanawiać, tylko natychmiast łapać za komórkę! A druga… Druga szeptała cicho,
że nie ma sensu tego robić, w końcu go nie kocham, prawda? A w ten sposób
szybciej dam mu do zrozumienia, że nie ma u mnie szans i nie powinien się tak
starać.
– A walić
to! – syknąłem, chwytając za telefon i odblokowując ekran. Wiedziałem, że jeśli
nie zadzwonię do niego teraz, to nie zadzwonię do niego nigdy. Wziąłem głęboki
wdech i już miałem dotknąć niewielką, zieloną słuchawkę przy nazwie kontaktu
„Arikawa”, gdy… ktoś zadzwonił do moich drzwi. – Serio? – jęknąłem, wstając.
Wepchnąłem komórkę do tylnej kieszeni spodni i wstałem, wlokąc się na korytarz.
Natręt
raz za razem naciskał nieszczęsny dzwonek, popędzając mnie. Niechętnie
przyśpieszyłem kroku. Zirytowany zacząłem walczyć z wiecznie zacinającym się
zamkiem, przy akompaniamencie ciągłego brzęczenia.
– Już,
już! Proszę poczekać! – wycedziłem, w końcu pokonując niewdzięczną zasuwę i
ciągnąc za klamkę. – Dlaczego tak natarczywie? Przecież zaraz bym… – zaciąłem
się w pół zdania, z niedowierzaniem patrząc na delikwenta, który stał przede
mną z bukietem czerwonych róż w dłoniach i równie czerwonym rumieńcem,
zdobiącym jego policzki. – A-arikawa?
– Cześć,
Kasuki. – Arikawa odchrząknął cicho, prostując się i patrząc mi w oczy. –
Chciałbym cię przeprosić. Wiem, że ci się narzucam, ale… Kocham cię i ciężko mi
patrzeć, jak obracasz się za jakąś laską… Zwłaszcza, że jestem facetem! więc
nie jestem w stanie dać ci tego, co kobieta…
– To z
Anną jest już nieaktualne, jeśli o to ci chodzi. – Przerwałem mu. – Ma
chłopaka, więc nie ma o czym mówić.
–
Naprawdę? – W oczach Arikawy zabłysły małe ogniki. – To dobrze!-- Znaczy-- –
Chłopak zarumienił się jeszcze bardziej, zacinając się. – To dla ciebie. –
Delikatnie podał mi bukiet, na który spojrzałem, zdezorientowany.
– Eee…
Dziękuję – odparłem, biorąc róże. – Wejdź.
Drzwi
zamknęły się za Arikawą, który stanął przede mną, drapiąc się po karku. W tamtej
chwili zrobiło mi się go trochę żal – w końcu osoba, którą darzy uczuciem, tego
uczucia nie odwzajemnia. Podszedłem do niego i cmoknąłem go w policzek, po czym
szybko się odsunąłem, kryjąc rumieniec za wiązanką.
–
Poczekaj na mnie w sypialni, zrobię nam coś do picia – powiedziałem, idąc do
kuchni. – Chcesz kawę, czy herbatę? – Odłożyłem kwiaty na blat i odwróciłem
się, by otworzyć szafkę. Gdy sięgałem po puszkę z moją ulubioną herbatą,
poczułem ramię obejmujące mnie w talii i palce splatające się z moimi. – Co? Co
ty--
–
Wybacz. – Zadrżałem, gdy ciepły oddech chłopaka owiał moje ucho. – Ale nie
umiem się powstrzymać, kiedy jesteś tak blisko. – Lekko popękane wargi Arikawy
spoczęły na mojej szyi, znacząc ją delikatnymi pocałunkami. Miałem wrażenie, że
moja cała twarz płonie z zawstydzenia. – Nawet kark masz czerwony. Urocze. – Arikawa
zaśmiał się cicho, ciaśniej mnie obejmując i nie przestając obcałowywać mojej
skóry.
– Ach! –
Jęk sam wyrwał się z moich ust, gdy poczułem długie palce, wsuwające się pod
moją koszulkę i drażniące mój brzuch. Oparłem się o plecami o tors stojącego za
mną chłopaka, odchylając głowę do tyłu. Przymknąłem oczy, czując powoli
rozpalające mnie gorąco. Zaskomlałem cicho, ze zdziwieniem przyjmując zawód,
który mnie ogarnął, kiedy Arikawa przestał mnie dotykać.
–
Przestanę, przepraszam. – Moje ciało zareagowało niemal samoistnie, czując
odsuwającego się ode mnie mężczyznę. Zacisnąłem dłoń na jego nadgarstku i,
przeklinając własną głupotę, z powrotem przyciągając go do siebie.
– Nie
musisz – wyszeptałem, na nowo splatając ze sobą nasze palce. – Ale nie róbmy tego
tutaj. Chodźmy do łóżka.
~*~ ~*~ ~*~
Mój
oddech przyśpieszał, a myśli stawały się niejednolite. Wszystko za sprawą
dotyku jednego mężczyzny, który z namaszczeniem kreślił językiem mokre kółka na
moim sutku, jednocześnie pieszcząc mojego nabrzmiałego z podniecenia penisa. Ze
wszystkich sił starałem się nie jęknąć, by zachować resztki godności – co nie
przynosiło do końca takiego skutku, jakiego bym oczekiwał.
–
Arikawa~ – wymruczałem, gdy chłopak ułożył sobie moje nogi na ramionach i
złożył kilka namiętnych pocałunków na moich udach, wtulając w nie twarz.
– Kocham
cię, Kasuki – powiedział, przymykając oczy. Patrzyłem na niego szeroko
otwartymi oczami i próbowałem uspokoić pulsującego niecierpliwie członka. Po
chwili zacisnąłem palce moich stóp i gwałtownie odrzuciłem głowę w tył, czując
zamykające się na mnie ciepłe, mokre wnętrze ust Arikawy. Drżałem pod wpływem
jego ruchów, nie wiedząc, co począć z rękami. Raz po raz zaciskałem je na
prześcieradle albo zakrywałem nimi usta, by zatamować rzekę zawstydzających
dźwięków.
Westchnąłem
głęboko, gdy chłopak odsunął się ode mnie, uspokajając oddech. Wtedy wplotłem
palce w jego włosy i zacisnąłem je lekko, ściągając na siebie jego pytające
spojrzenie.
–
Zamierzamy… Pójść… Na całość? – wysapałem, z trudem łapiąc oddech.
– Jeśli
mi pozwolisz – odparł Arikawa, na nowo zwracając swoją uwagę na przestrzeń
pomiędzy moimi nogami, tyle że tym razem pochylił się nad trochę inną częścią
mojego ciała.
– A! –
wyrwało mi się, gdy gorący język spotkał się z moim odbytem. – N-nie tam! Co ty
robisz? Ach~ – Przestałem protestować, kiedy mięsień wsunął się we mnie,
rozciągając moje wejście.
Pot
spływał po mojej twarzy, a ja wiłem się pod Arikawą, porzucając resztki
zamglonej rozkoszą dumy. W pewnej chwili krzyknąłem, czując nacisk na moją
prostatę. Orgazm zbliżał się do mnie wielkimi krokami. Walczyłem z chęcią
dotknięcia się i skończenia tu i teraz. Już zaraz… Już prawie…
– Czemu
przestałeś? – wyjęczałem, patrząc na Arikawę z wyrzutem. Moja erekcja boleśnie
domagała się uwagi, a odbyt pulsował, nieprzyzwyczajony do tego typu pieszczot.
– Masz
jakąś oliwkę? – Chłopak zignorował moje pytanie, pochylając się nade mną i
patrząc mi uważnie w oczy.
– W
łazience powinna jakaś być. Na górnej półce w szafce – wymamrotałem, zahipnotyzowany
przez piękne tęczówki.
– Okay.
– Arikawa cmoknął mnie w czoło i wstał, prawdopodobnie po to, by przynieść
oliwkę.
Leżałem
bezwładnie na łóżku, dysząc. Przygotowywałem się mentalnie na to, co za chwilę
miało się stać. „Będę uprawiać seks z facetem. Będę uprawiać seks. Z facetem. Z
facetem!” Zanim na dobre zdążyłem spanikować, Arikawa wrócił do sypialni i
zawisł nade mną, ponownie moszcząc się między moimi nogami. Pocałował mnie,
odwracając moją uwagę od chłodnej oliwki, którą wylał mi na wejście. Śliski
palec wsunął się we mnie, przywitany przez odruchowo zaciśnięte mięśnie.
– Nie pamiętasz?
Musisz się rozluźnić… – Głęboki głos Arikawy uspokajał mnie w nieznacznym
stopniu, kojąc moje postrzępione przez stres nerwy.
–
Spróbuję – mruknąłem, marszcząc brwi. To uczucie wypełnienia było… dziwne i w
jakiś sposób upokarzające. Mimo to, starałem się skupiać na nie spinaniu się, by
zmniejszyć swój dyskomfort i ułatwić Arikawie zadanie.
Po kilku
dłużących się minutach rozciągały mnie już trzy palce. Oliwka w znacznym
stopniu niwelowała ból, a pocałunki pieszczącego mnie chłopaka odbierały
oddech. Rumieniec na mojej twarzy rozlał mi się na szyję i dekolt, kontrastując
z resztą mojej bladej skóry.
– Myślę,
że wystarczy. – Arikawa wysunął ze mnie palce i otarł się o mnie swoim
członkiem, który zdążył już pokryć olejkiem. – Gotowy? – Niepewnie kiwnąłem
głową, zaciskając oczy. Znów poczułem nacisk na swoje wejście, które zaraz
miało przyjąć mężczyznę. Syknąłem cicho, gdy Arikawa mnie wypełnił. Przymknąłem
oczy, a on objął mnie w pasie i wtulił nos w moją szyję, składając na niej
czule pocałunki. Powoli poruszył biodrami, znowu i znowu wchodząc z moje drżące
ciało. Było mi ciepło, kolejne fale gorąca uderzały mnie w rytm pchnięć
chłopaka. Jęczałem cicho, zaciskając palce na poduszce, na której leżałem.
Wszystko
stopniowo nabierało tempa. Arikawa mocniej przycisnął mnie do siebie, a ja,
zamroczony podnieceniem, chwyciłem jego nadgarstek i naprowadziłem jego rękę na
mojego penisa, którego natychmiast objął, pieszcząc go równie szybko, jak
poruszał się we mnie.
Ponownie
poczułem nadchodzący orgazm, zaciskający się w moim podbrzuszu i rozkosznie
sunący w stronę mojego krocza. Wydawszy z siebie finalny, długi okrzyk
rozkoszy, zacisnąłem się na Arikawie, dochodząc. Na krótko po tym poczułem
rozlewającą się we mnie gorącą, lepką ciecz. Chłopak opadł na mnie, opierając
swoje spocone czoło o moje, równie mokre co jego. Dyszeliśmy tak przez chwilę,
odzyskując zmysły.
Ciepłe
usta Arikawy delikatnie musnęły moje, jak gdyby wieńcząc to, co przez chwilą
zdarzyło się w mojej sypialni. Spiąłem się, czując leniwy ruch w środku mnie i
rozluźniłem się, gdy znów byłem pusty. Drżałem jeszcze mocniej niż przedtem,
brudny od potu i spermy, ale – co zaskakujące – przyjemnie spełniony.
–
Mógłbyś… zanieść mnie do łazienki? – spytałem cicho, uchylając powieki. –
Chciałbym wziąć prysznic, a nie jestem pewien, czy będę w stanie tam dotrzeć o
własnych siłach. – Arikawa skinął głową, po czym wziął mnie na ręce i złożył
ciepły pocałunek na czubku mojej głowy. Obaj zniknęliśmy za drzwiami łazienki,
z której dało się usłyszeć cichy szum płynącej wody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz