- Puszczaj! - chłopak zaczął wyrywać się w stronę domykającej się śluzy statku. W odpowiedzi dostał w twarz od Levi'a.
- Stul pysk, psie - warknął i ruszył w stronę swoistej "sali tortur", jeśli można tak to nazwać. Szturmowcy szli za nim, prowadząc szarpiącego się, w tej chwili już skutego, Erena. Wepchnęli go do środka i przymocowali do krzesła, po czym wyszli. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Ackerman zrzucił kaptur i przeczesał włosy dłonią. Spojrzał kątem oka na zielonookiego Jedi, który wpatrywał się w niego jak w obrazek, choć wciąż dało się zobaczyć nienawiść w jego pięknych oczach. Sith nigdy wcześniej nie widział takich oczu. Były jak dwa lśniące szmaragdy, które co jakiś czas mieniły się złotem z domieszką błękitu. Dało się w nich utonąć. Starszy mężczyzna otrząsnął się i zganił w myślach. Mam go przecież zabić, do cholery! A nawet jeśli nie ja go zatłukę, to Hanji do dobije! Zaczął krążyć wokół chłopaka, zmuszając go do kręcenia głową.
- Zacznijmy zabawę... - w jego głosie słychać było coś, co zmusiło Erena do skulenia się w sobie.
~*~ ~*~ ~*~
Czarnowłosy wyszedł zostawiając skatowanego chłopaka samemu sobie. Był niezadowolony. Zwykle jego brutalnym metodom ulegali wszyscy, a ten szczeniak nie chce się poddać. Wygląda na to, że spędzę z nim trochę czasu... Westchnął w myślach i głębiej naciągnął kaptur na twarz. Mijając grupkę żołnierzy rzucił tylko:
- Zabierzcie go do celi. Tej najbliżej mojego pokoju.
Szturmowcy kiwnęli głowami w geście zrozumienia i odeszli wykonać rozkaz. To co zastali zszokowało ich. Młody Jedi ledwo się trzymał. Miał poranioną i posiniaczoną twarz, w jego oczach słabo tliły się resztki świadomości. Jego nadgarstki i kostki były obtarte od metalowych kajdan. Cały był w krwi, która ściekała po krześle i dołączała do powiększającej się kałuży na podłodze. Chłopak kaszlnął, a po jego brodzie spłynęła kolejna strużka czerwonej cieczy. Współczucie to jedno, a wyprany w dzieciństwie mózg - drugie. Jeden z nich, niewiele myśląc, rozkuł Erena, który niemal osunął się na podłogę. Złapał go za ramię i wyszedł, brutalnie ciągnąc go za sobą. Reszta grupy szła za nimi, co jakiś czas trącając brązowowłosego lufą blastera. Wykończony wojownik stracił przytomność, zanim w ogóle dotarł do swojej celi.
~*~ ~*~ ~*~
- Wstawaj bachorze - obudził go głęboki, męski głos. Głos, który przez poprzednie przeżycia wrył mu się w mózg. Mimo usilnych prób ignorowania go, słowa Sith'a wciąż dźwięczały mu w głowie. Kiedy otworzył oczy, jęknął z bólu. Gdy już przyzwyczaił się do światła, skierował swoje spojrzenie w stronę źródła tego głosu. W drzwiach celi stał Levi. Tym razem bez płaszcza i kaptura. - A teraz, skoro już nie śpisz, powiesz mi wszystko - groźnie zmrużył oczy. Chłopak mimowolnie cofnął się w kąt pryczy, na której leżał.
- Nie mam zamiaru - wychrypiał i znów kaszlnął krwią. Ackerman westchnął i podszedł bliżej.
- Twoje obrażenia wyglądają dużo lepiej, a minęło dopiero kilka godzin... Dziwne - mruknął i pogładził gojący się policzek nastolatka. W odpowiedzi Jedi zarumienił się lekko. Słodki... Wzrok starszego spoczął na wargach Erena. Levi mimowolnie oblizał swoje. O czym ja myślę?! Skrzyczał się w myślach. Wpatrywał się w piękne oczy Jeagra, a ich serca z każdą chwilą biły coraz szybciej. Nie zorientowali się nawet, kiedy dystans pomiędzy ich twarzami zaczął maleć i maleć. Ich usta dzieliły milimetry, a wtedy...
- Sir! - ktoś zapukał w drzwi celi, niszcząc w miarę intymną atmosferę.
- Czego? - spytał zirytowany Lord. - Mówiłem, żeby mi nie przeszkadzać!
- To ważne sir! Rozkazy przyszły! - szturmowiec nerwowo oblizał wargi, ukryte pod maską.
- Idę - odburknął Levi, po czym spojrzał na drżącego więźnia. - Jeszcze to od ciebie wyciągnę, zobaczysz - wyszeptał mu cicho do ucha, po czym opuścił pomieszczenie, zostawiając roztrzęsionego wydarzeniami sprzed kilkunastu sekund zielonookiego samego w celi.
~*~ ~*~ ~*~
Tymczasem, na statku uciekinierów, Mikasa wyrzucała sobie, że nie ocaliła brata. Prawda była taka, że już dawno przestała widzieć w nim tylko brata i przyjaciela. Mimo że to było niezgodne z tym, co narzucał jej żywot Rycerza Jedi, nie potrafiła przestać.
- Mika, nie martw się. Odbijemy go - Armin podszedł do dziewczyny i położył jej rękę na ramieniu, lekko zaciskając na nim palce. - Jakoś - dodał.
- Masz rację - powiedziała cicho. - A ja osobiście zabiję tego Sith'a, który go nam odebrał - w jej zazwyczaj zimnych oczach błysnął gniew. - Zapłaci mi za to.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
No hej! ^^
Wzięłam się za siebie i ostatnio coraz łatwiej jest mi się wyrobić :D (Co z resztą chyba widać...) Nie wiem, czy rozdział mi wyszedł... ;-; Jak dla mnie to on jest taki trochę... Bez ładu i składu xD No ale cóż, tak już jest... Życie... W następnym postaram się dodać trochę więcej akcji, bo tu mi coś...nie wyszło (łagodnie mówiąc ;-;).
Aksune~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz