niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 5

"Cień ostrza"

Minął tydzień od śmierci Aki. Złapano Annie Leonhart, ale ona zamknęła się w czymś, co przypominało wielki kryształ, więc wyciągnięcie z niej jakichkolwiek informacji było niemożliwe. Po utracie towarzyszy na 57. ekspedycji zwiadowczej Eren Jeager ciągle wyrzucał sobie, że to jego wina, a Kapral Levi leczył kontuzjowaną nogę. Tytani przebili się przez mur w Dystrykcie Calaneth, więc Oddział Zwiadowców wyruszył z misją zlikwidowania, bądź zminimalizowania zagrożenia.
* * *
- Cholera! - myślał gorączkowo żołnierz - Akurat teraz musiał skończyć mi się gaz! Nie mam szans, nie ucieknę tej kreaturze! - panikował, nie przerywając biegu pomiędzy zniszczonymi domami i zakrwawionymi resztkami ludzkich ciał. Gonił go 10-metrowy tytan i przerażająco się uśmiechał. Mężczyzna miał chyba podwójnego pecha, bo przewrócił się o fragment belki stropowej pobliskiego budynku. Przerażony zaczął odczołgiwać się od potwora, który już po niego sięgał, gdy nagle usłyszał świst i nieprzyjemny odgłos rozbryzgującej się krwi. Tytan upadł, a na dachu najmniej zniszczonego domu ktoś wylądował. Na oko miał może 170-175 cm wzrostu, był ubrany cały na czarno, na jego barkach spoczywała peleryna w tym samym kolorze, a twarz zakrywał kaptur.
- Kapral? - pomyślał Zwiadowca w pierwszej chwili, jednak gdy już się otrząsnął, zrozumiał, że to nie Levi. On był niższy i nosił mundur. No i wciąż nie wyleczył kontuzji.
- Kim... Kim jesteś? - zdołał wydukać. Tajemniczy wybawca tylko zmierzył go spojrzeniem, wyjął zza pazuchy butelki pełne gazu, wręczył mu je i odbiegł. Człowiek dziękował niebiosom wymieniając puste butle na nowe i czym prędzej się ulotnił.
* * *
Do gabinetu Smitha wszedł wyraźnie zmęczony Kapral. Usiadł na pustym krześle przy biurku, nie pytając nawet o pozwolenie i potarł ręką skroń.
- O co tym razem chodzi, Erwin? - jego zirytowany głos rozniósł się po pomieszczeniu.
- O dzisiejszą misję związaną z Dystryktem Calaneth . W jednym z raportów przeczytałem o pewnym..... Osobniku. Cały ubrany na czarno, nie odzywa się, nie znamy nawet jego płci.
- A powiedz mi łaskawie - co mnie to kurwa obchodzi? - przerwał mu Levi.
- Podobno zabija tytany z taką samą łatwością co ty, ergo - dorównuje ci, bądź przewyższa ciebie i twoje umiejętności - odparł spokojnie dowódca.
- To już coś. Musi być niezły... - skwitował w myślach Ackerman.
- Uważam, że jeśli udałoby się nam znaleźć go i wcielić do Zwiadowców, przyniosłoby to duże korzyści - ciągnął jasnowłosy mężczyzna.
- Czyli chcesz postąpić tak jak ze mną. Złapać i siłą lub podstępem wepchnąć w ten cały bajzel. Poza tym, ty chyba z góry zakładasz, że to mężczyzna - bardziej stwierdził niż zapytał niższy.
- Z grubsza. I nie siłą, chcę tylko zaproponować pewien układ. Przydałoby się poznać jego tożsamość.
- Wszyscy z Korpusu odpadają pod względem umiejętności. No, może z wyjątkiem tej całej Ackerman. Jak jej było... Mikasa - dokończył Levi z jadem w głosie. - Więc zostaje Garnizon i Żandarmeria.
- I cywile, ale to mało prawdopodobne. Nie mają sprzętu, broni ani wyszkolenia. Ci ze Stacjonarnego nie są orłami w walce z tytanami, a Żandarmeria.... Sam wiesz jak jest - westchnął Erwin. - Jedyna nadzieja to dorwać go w akcji. To chyba najlepszy sposób.
- Jak coś znajdę, to ci powiem - powiedział czarnowłosy po chwili ciszy. - A teraz muszę iść pogonić bachory. Jestem ciekaw, jak radzą sobie z czyszczeniem stajni - dokończył i wyszedł, trzaskając drzwiami. Smith tylko pokręcił głową i wrócił do papierkowej roboty.
* * *
W lesie słychać było odgłosy uderzeń. Coś jakby bicie w drewno. Dźwięk rozchodził się po całej okolicy. Po kilku godzinach ucichł. Przestraszeni miejscowi, którzy poszli sprawdzić co się stało, nie zastali tam nikogo, tylko przypaloną w kilku miejscach trawę, dziury w niektórych drzewach i fragment gładkiego, czarnego materiału.
* * *
- Wyjaśnij mi, co to ma wspólnego z naszym Korpusem. My jesteśmy ZWIADOWCAMI, a nie jakimiś pieprzonymi chłopcami na posyłki! - darł się Levi.
- Ale proszę pana, toż to jakiś potwór! My prości ludzie jesteśmy, nie umiemy się bronić przed takim czymś! - tłumaczyła jakaś starsza wieśniaczka. - Wszędzie gdzie był jakieś dźwięki dziwne słychać, jakby bicie w dechę drewnianą, a gdy ucichnie, trawa przypalona i drzewa dziurawe. Jakieś czarne szmaty na gałęziach ostatnio znaleźliśmy, z podobnego materiału co wasze peleryny, więc do was idziemy.
- Czarne szmaty? - zainteresował się Kapral. - Macie jakąś?
- Mamy, mamy, ino trzeba wyplątać z torby. Jack, chodź tu, dawaj ten kawałek! - zawołała chłopca, na oko mniej-więcej dziesięcio-, jedenastoletniego. Gdy Levi dostał w ręce ten kawałek "szmaty", zmarszczył lekko brwi, ale jego twarz zaraz powróciła do codziennej, zimnej ekspresji. - Faktycznie, materiał dosyć podobny... Dziwne....
- Idźcie z tym do Erwina. Eren was zaprowadzi - zawyrokował. - Jeager! Zaprowadzisz tych tu do blondaska! - gdy tylko chłopak przyszedł, on odwrócił się i odszedł w swoją stronę, zostawiając chłopaka samego z nieco przestraszonymi ''prostymi ludźmi".
* * *
Wieśniacy wyszli z gabinetu Erwina jakieś pół godziny temu, zostawiając go ze skrawkiem czarnego materiału i niezłym problemem.
- Co prawda to wykracza poza nasze obowiązki, ale.... - mamrotał coś pod nosem. Nagle go olśniło. - Zawołajcie mi tu Hanji, Levi'a i Miche'a! - wyszedł i krzyknął do żołnierzu stojących przy drzwiach.
- Tak jest, sir! - odparł jeden z nich i, salutując, udał się na poszukiwanie wspomnianej trójki. Zadowolony Smith wrócił do pomieszczenia i usiadł przy swoim biurku. - Chyba uda nam się co nieco dowiedzieć o naszym tajemniczym "wybawcy" z raportu...
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam serdecznie! ^^
Na wstępie powiem: skiepściłam rozdział. Totalnie skopałam i po całości położyłam. No ale cóż, jak to mówią: Lepszy rydz, niż nic. Mam nadzieję, że to cuś nie pochłonie zbyt wielu ofiar śmiertelnych xD Zostawiam Was z zadaniem bojowym: rozkmińcie kim jest ten, jak to określił Erwin "wybawca z raportu". Domysły mile widziane w komentarzach :)
Do zobaczenia w następnym poście
Aksune

2 komentarze: